Eskalacja terroru i atomowy szantaż. Rosja z premedytacją atakuje infrastrukturę zasilającą ukraińskie elektrownie jądrowe, podczas gdy na froncie toczy się prawdziwe piekło, pochłaniające setki istnień każdego dnia. Kijów odpowiada, a skutki wojny coraz boleśniej odczuwają również mieszkańcy Rosji. To już nie jest tylko wojna na froncie – to totalny konflikt, którego stawką jest bezpieczeństwo całego kontynentu.

Rosyjska gra w atomową ruletkę? Kijów bije na alarm
Sytuacja staje się dramatyczna. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy zażądało pilnego zwołania Rady Zarządzającej Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w związku z nową taktyką Rosjan. Tym razem celem nie były przypadkowe obiekty, lecz stacje elektroenergetyczne, od których zależy bezpieczeństwo funkcjonowania elektrowni jądrowych w Chmielnickim i Równem. Szef ukraińskiego MSZ, Andrij Sybiha, nie ma wątpliwości co do intencji Kremla.
To nie były przypadkowe, lecz dobrze zaplanowane ataki. Rosja celowo zagraża bezpieczeństwu nuklearnemu Europy.
Słowa te mrożą krew w żyłach. Celowe odcinanie zasilania od reaktorów jądrowych to igranie z ogniem na skalę, jakiej Europa nie widziała od czasów Czarnobyla. Każdy taki atak to krok w stronę potencjalnej katastrofy, której skutki odczułby cały kontynent, a być może i świat.
Miasta w ogniu, piekło na froncie
Rosyjski terror nie ogranicza się do strategicznego szantażu. Codziennością Ukrainy są ataki wymierzone bezpośrednio w ludność cywilną. W nocnym nalocie dronów na Dniepr 8 listopada zginęły trzy osoby, a trzynaście zostało rannych, gdy celem stał się budynek mieszkalny. W mieście ogłoszono żałobę. Podobnie dramatycznie było w obwodzie odeskim, gdzie mimo pracy obrony powietrznej, szczątki zestrzelonych dronów uszkodziły domy, garaże i gazociąg, wywołując pożary.
Tymczasem na froncie trwa rzeź. Ostatniej doby odnotowano aż 196 starć bojowych. Najcięższe walki toczą się na kierunku pokrowskim, gdzie Ukraińcy odparli 73 rosyjskie ataki. Skala rosyjskiego ostrzału jest trudna do wyobrażenia: jeden atak rakietowy, 54 uderzenia lotnicze, zrzucenie 126 bomb kierowanych i użycie ponad pięciu tysięcy dronów-kamikadze w ciągu zaledwie jednej doby. W odpowiedzi siły ukraińskie zdołały odeprzeć ofensywę na większości kierunków, a artyleria precyzyjnie uderzyła w dwa rejony koncentracji wojsk agresora. Cena jest jednak ogromna. Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, tylko w ciągu ostatniej doby Rosja straciła na froncie niemal tysiąc żołnierzy i blisko 20 systemów artyleryjskich.
Odpowiedź Kijowa i ciemność w Biełgorodzie
Ukraina nie pozostaje dłużna. Podczas gdy rosyjskie rakiety spadają na ukraińskie miasta, konsekwencje wojny coraz mocniej odczuwane są po drugiej stronie granicy. Gubernator obwodu biełgorodzkiego, Wiaczesław Gładkow, poinformował o poważnym uszkodzeniu systemu energetycznego w Biełgorodzie w wyniku ukraińskiego ostrzału. Ponad 20 tysięcy mieszkańców miasta zostało pozbawionych prądu. To wyraźny sygnał, że wojna rozpętana przez Kreml nie będzie toczyć się wyłącznie na obcym terytorium, a jej skutki wracają rykoszetem, uderzając w rosyjską infrastrukturę i codzienne życie Rosjan.