Wahania na rynku walutowym z początku tygodnia na szczęście odeszły do lamusa, ustępując miejsca zaskakującej stabilności złotego. Czyżby nasiłająca się gorączka obniżek stóp procentowych na świecie nie była w stanie wytrącić polskiej waluty z równowagi? Przyjrzyjmy się, co dokładnie dzieje się za kulisami kursów walut na kluczowych dla nas rynkach.

Złoty niczym skała: Dolar, euro i frank w pigułce
Po burzliwym początku tygodnia, piątkowe notowania polskiej waluty malują obraz względnego spokoju. Kurs dolara amerykańskiego, który potrafi przyprawić o zawrót głowy, dzisiaj przed południem oscylował wokół poziomu 3,63 zł. To pokazuje, że polski złoty zachowuje się zaskakująco odpornie na zawirowania. Podobnie wygląda sytuacja z euro – druga najważniejsza waluta dla Polaków wyceniana była na nieco ponad 4,23 zł. Nie można zapomnieć o stabilnym franku szwajcarskim, który utrzymuje się komfortowo w pobliżu 4,52 zł. W tym zawirowaniach rynkowych ta stabilność jest niczym oaza spokoju.
Międzynarodowe wiatry i lokalny spokój: Dlaczego złoty nie drgnął?
Co sprawia, że nasza waluta jest tak niewzruszona, podczas gdy globalne rynki wciąż drżą w oczekiwaniu na decyzje banków centralnych? Kluczową rolę odgrywają czynniki globalne, takie jak osłabienie amerykańskiego dolara. W piątek dolar znów zanurkował, napędzany oczekiwaniami na kolejną obniżkę stóp procentowych przez amerykański Fed. Kiedy „zielony” słabnie, polski złoty automatycznie zyskuje na wartości względnej. To klasyczna gra naczyń połączonych, w której słabość jednego wzmacnia drugiego.
Jednak to nie tylko kaprysy Fed decydują o sile złotego. Równie istotne wydają się być sygnały płynące z naszego podwórka, a konkretnie z Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezes NBP, Adam Glapiński, zasugerował, że choć obniżki stóp procentowych są nieuniknione w perspektywie 2026 roku, to tempo tych zmian może wyhamować. Z ust prezesa padło kluczowe stwierdzenie:
Ze słów prezesa NBP Adama Glapińskiego, które padły podczas czwartkowej konferencji, można było wywnioskować, że tempo obniżek stóp może wyhamować w kolejnych miesiącach, jednak ich dalszy spadek jest nieuchronny w 2026 r.
To jest sedno sprawy. RPP, po grudniowym cięciu, po prostu zamierza przejść w tryb „wait and see”. Mają dać czas, by zobaczyć, jak wcześniej podjęte decyzje zareagują na gospodarkę. To elementarne podejście, które uspokaja inwestorów. W gruncie rzeczy, rynek wycenia teraz mniejszą agresywność w obniżaniu stóp tuż po Świętach, a to sprzyja stabilności złotego.
Prognozy Santander Bank Polska: Czy stopy wrócą do 3,5 proc.?
Analitycy z Santander Bank Polska próbują rozłożyć ten scenariusz na czynniki pierwsze i prognozują, jak długo potrwa ta rynkowa cisza. Ich zdaniem, komentarze prezesa Glapińskiego jasno sugerują, że w styczniu i lutym RPP najprawdopodobniej zachowa status quo i nie ruszy stóp procentowych. Przełom może nastąpić w marcu. Wtedy poznamy pierwszy szacunek wskaźnika inflacji CPI za styczeń, a także nową projekcję NBP. Jeśli ten wstępny odczyt CPI spadnie poniżej psychologicznej granicy 2,5 proc., co obecnie bank przewiduje, droga do kolejnej obniżki stanie otworem.
Ekonomiści Santander przewidują, że RPP może podjąć kolejny ruch już w kwietniu lub maju, sprowadzając główną stopę referencyjną do poziomu 3,5 proc. Co ciekawe, według ich kalkulacji, utrzymałaby się ona na tym poziomie aż do końca 2026 roku. To daje pewne ramy czasowe dla tego, czego możemy się spodziewać po krajowej polityce monetarnej, a stabilność w perspektywie dwóch lat to argument, który umacnia złotego na arenie międzynarodowej.