W czwartkowy poranek polska waluta ma wyraźny powód do radości, umacniając swoją pozycję na rynku walutowym względem kluczowych partnerów handlowych. Podczas gdy spekulacje dotyczące polityki monetarnej USA wciąż trzymają inwestorów w napięciu, to co dzieje się za oceanem bezpośrednio wpływa na siłę złotego. Czy ta pozytywna passa się utrzyma, czy to tylko chwilowe wytchnienie przed kolejną falą turbulencji?

Złoty na fali — co stało za porannym umocnieniem?
Inwestorzy tradycyjnie wykazali się optymizmem wobec złotego, co przełożyło się na korzystniejsze kursy już od samego rana. Spójrzmy na konkretne liczby, które budzą pozytywne skojarzenia. Mniej płaciliśmy za amerykańskiego dolara – po porannej przecenie waluta ta oscylowała w okolicach 4,54 zł. To sygnał, że globalne nastroje na rynkach sprzyjają walutom wschodzącym, a zwłaszcza tym, które korzystają na osłabieniu „bezpiecznej przystani” jaką często bywa USD.
Nie gorzej wypadł wspólny europejski walor. Euro zanotowało minimalne spadki, schodząc poniżej magicznej bariery 4,23 zł. Z kolei frank szwajcarski, ten wieczny stabilizator, ustabilizował się na poziomie bliskim 4,58 zł, pokazując pewną twardość, ale bez agresywnych wzrostów, które mogłyby niepokoić krajowych importerów.
Koniec „shutdownu” w USA — ulga, która wzmocniła złotego
Fundamentalnym motorem napędowym tej euforii jest sytuacja za oceanem. Polska waluta bezapelacyjnie skorzystała na globalnej słabości dolara, która jest bezpośrednim efektem gaszenia pożaru politycznego w Waszyngtonie. Jak wiadomo, prezydent Donald Trump w środę wieczorem podpisał kluczową ustawę budżetową, kończąc tym samym historycznie długi impas, znany jako shutdown.
Ten impas miał realne przełożenie na postrzeganie amerykańskiej gospodarki i waluty. Mikołaj Sobierajski, analityk XTB, trafnie uchwycił skalę tej ulgi w swoim komentarzu porannym, tłumacząc, że:
Rynek walutowy odetchnął, bo zakończenie shutdownu redukuje ryzyko polityczne, które przez ostatnie tygodnie działało jak stała presja osłabiająca dolara.
Koniec paraliżu administracyjnego oznacza, że analitycy i inwestorzy wkrótce wrócą do normalnego trybu analizowania fundamentów gospodarczych USA. Mamy znów dostęp do pełnego obrazu kondycji amerykańskiej gospodarki – a to oznacza powrót do dyskusji o kluczowych wskaźnikach: zatrudnieniu, inflacji czy sprzedaży detalicznej. Dane te są paliwem dla przewidywania kolejnych ruchów Rezerwy Federalnej (Fed).
Co Fed zmaluje w polityce monetarnej? Klucz do dolara
Obecnie to właśnie decyzje Fed pozostają głównym czynnikiem, który będzie ważył na wartości dolara, a tym samym pośrednio na złotym. Rynek, po okresie niepewności, zaczął wyceniać scenariusze z ewentualnym łagodzeniem polityki monetarnej w nadchodzących miesiącach. To nie jest oczywiście rewolucja, ale zmiana kursu w myśleniu o kosztach pieniądza.
Sobierajski zauważa tę nastroje, ale tonuje oczekiwania na natychmiastowe dramatyczne ruchy:
Obecnie rynek uwzględnia możliwość łagodzenia polityki monetarnej w kolejnych miesiącach, choć nie oczekuje drastycznych cięć stóp procentowych w najbliższym czasie.
Pokazuje to subtelną, ale ważną zmianę paradygmatu. Rynek, który wcześniej panicznie wyceniał możliwe podwyżki lub zaciągnięcie hamulca przez Fed, teraz skłania się ku ostrożnemu optymizmowi, być może licząc na stabilizację, a nie na agresywne zacieśnianie polityki. O ile te prognozy się utrzymają, złoty ma solidne podstawy, by zachować swoją dobrą passę w relacji do głównych walut światowych.