Związek na pełnej petardzie, czyli jak miłość z aplikacji randkowej zamieniła się w koszmar pełen trucizn i finansowych pułapek. Jan Błażewicz, zauroczony partnerką poznaną online, dokonał radykalnych kroków, by być blisko ukochanej, ale to, co odkrył po powrocie ze szpitala, mrozi krew w żyłach. Czy piękna fasada skrywała mroczny plan wykorzystania i zagrożenia życia?

Miłość od pierwszego „swipe’a” i spektakularny przelew
Wszystko zaczęło się, jak to często bywa w XXI wieku, od aplikacji randkowej. Jan Błażewicz i Dominika S. szybko złapali kontakt, a zauroczenie, jak twierdzi pan Jan, wydawało mu się obopólne. Związek nabrał szalonego tempa. Po zaledwie czterech miesiącach mężczyzna spakował walizki w Poznaniu i przeniósł się do Nowej Soli, by móc mieszkać z nową wybranką. W tym stanie euforii, pod wpływem silnego uczucia, posunął się do kroku, który dla wielu brzmi jak scenariusz thrillera: mężczyzna zdecydował się nawet uposażyć partnerkę w części swojej polisy na życie, transferując jej 250 tysięcy złotych. Niestety, idylla nie trwała długo. Zaledwie po pół roku relacja pękła jak mydlana bańka. „Zostawiłem ją, jak wyszły na jaw jej zdrady i kłamstwa. Nie łączyłem kropek, bo nie wydawało mi się to możliwe. Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach” – relacjonuje pan Jan w rozmowie z „Interwencją”.
Suplementy, SOR i podejrzane białe tabletki
Tuż po rozstaniu życie Jana zaczęło się sypać, i to dosłownie. Problemy zdrowotne narastały lawinowo. Jak opowiada matka poszkodowanego w materiale Polsat News: „Syn poszedł na siłownię, zrobił sobie koktajl z odżywek i nagle bardzo źle się poczuł”. Stan był krytyczny; pan Jan trafił w trybie pilnym na Szpitalny Oddział Ratunkowy z niewiarygodnie niskim ciśnieniem – 40 na 60. Spędził noc na obserwacji. Dopiero po powrocie do domu, kiedy zaczął analizować swoje nawyki i suplementy, odkrycie miało go „zmrozić”. To, co znalazł, brzmiało jak ostrzeżenie przed bezpośrednim zagrożeniem życia. „Gdy zacząłem sprawdzać suplementy, w każdej kapsułce była połówka jakiejś białej tabletki. Ona zawsze pytała, czy zabrałem suplementy” – wyznaje mężczyzna w „Interwencji”. Czyżby dawkowanie specjalnych odżywek miało związek z jego nagłym pogorszeniem stanu zdrowia?
Śledztwo prokuratury: Trucie, kredyty i dostęp do dowodu osobistego
Sprawa nabrała powagi ze względu na ewidentne podejrzenie przestępstwa. Jak potwierdza Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze,Giovanni Błażewicz formalnie zgłosił swoje obawy. Prok. Łukasz Wojtasik informuje: „Pokrzywdzony zawiadomił, że w jego ocenie był podtruwany poprzez dodawanie mu niewiadomego pochodzenia substancji do suplementów. Postępowanie trwa”. Ale to nie koniec administracyjnych i finansowych kłopotów mężczyzny. Śledczy badają także, czy Dominika S. nie zaciągnęła kredytu na jego dane. Pan Jan podejrzewa, że to właśnie ona wykorzystała jego dokumenty. „Chodzi o około 20 tys. zł plus drugie tyle w rzeczach, które sobie przywłaszczyła. Ona była jedyną osobą, która miała dostęp do mojego dowodu osobistego” – podnosi pan Jan. Tymczasem pan Jan utrzymywał partnerkę, która, jak twierdzi, „cały czas 'szukała pracy’”.
Mroczna sieć relacji: Inni oszukani i ofiary?
Odkrycie Pana Jana było katalizatorem dla innych. Po rozstaniu Błażewicz skontaktował się z innymi byłymi partnerami Dominiki S. I tu historia staje się jeszcze bardziej niepokojąca. Jeden z nich, Wojciech Woźniak, przeszedł gehennę, spędzając rok w areszcie po tym, jak kobieta fałszywie oskarżyła go o próbę gwałtu. „Zostałem oskarżony o rzeczy haniebne. W areszcie to nie jest łatwe życie” – gorzko stwierdził Woźniak. Na szczęście, po przesłuchaniu świadków i uzyskaniu opinii psychologicznej, sprawa Wojciecha zakończyła się uchyleniem aresztu. Co więcej, na tym dramaturgia się nie kończy: inny były partner, Kamil, zginął w wypadku w Holandii. Pan Jan poznał Wojciecha przypadkiem, dzwoniąc na numer Dominiki i trafiając na jego głos, co doprowadziło do konfrontacji ich podejrzeń. Matka kobiety, choć w rozmowie z reporterami przyznała, że „jeżeli zrobiła komuś krzywdę, to jak najbardziej ukarać”, pozostaje niejednoznaczna. Obecnie Dominika S. ma mieszkać we Wrocławiu z nowym partnerem i według nieoficjalnych doniesień, prokuratura prowadzi przeciwko niej łącznie cztery postępowania.