Uwaga, uwaga! Czy to koniec lokalnej prasy, jaką znamy? Właśnie ruszyły konsultacje projektu ustawy medialnej, który miał być powiewem świeżości, a w ocenie wydawców, stał się receptą na medialny chaos. Po obietnicach ograniczenia samorządowej tuby propagandowej, w finalnym projekcie, który trafił do opiniowania, brakuje kluczowych zapisów! Co to oznacza dla rynku, mediów i, co najważniejsze, dla Was, lokalnych czytelników?

Samorządowa maszyna drukarska bez hamulców? Niespodziewany zwrot akcji w projekcie ustawy
Wszystko zaczęło się na początku tygodnia, kiedy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pod skrzydłami Marty Cienkowskiej, opublikowało projekt nowelizacji ustawy medialnej, skierowany do konsultacji publicznych. Już pod koniec października resort zapowiadał, że jednym z filarów zmian ma być wprowadzenie regulacji ograniczających samorządom terytorialnym swobodę w prowadzeniu działalności medialnej. Teza była jasna: samorządy miałyby prawo publikować jedynie biuletyny informacji publicznej, wolne od treści publicystycznych i, co kluczowe, reklam. To mogło być game changerem dla prywatnych wydawnictw.
Jednak to, co trafiło do konsultacji 5 grudnia, wywołało autentyczne oburzenie w branży. Z projektu nagle zniknęły te kluczowe ograniczenia dotyczące prasy samorządowej. Wydawcy, zrzeszeni w Izbie Wydawców Prasy (IWP), Stowarzyszeniu Gazet Lokalnych (SGL) i Stowarzyszeniu Mediów Lokalnych (SML), nie kryją swojego niezadowolenia. W swoim wspólnym oświadczeniu ostro punktują: „z nieznanych powodów i bez uzasadnienia z projektu »wykreślono przepisy ograniczające wydawanie prasy samorządowej, która – jak wyraźnie wykazano w trakcie konsultacji kolejnych wersji nowelizacji ustawy – nie jest prasą, a najczęściej jedynie tubą propagandową lokalnych włodarzy”.”
Dlaczego wydawcy grzmią i co to ma wspólnego z UE?
Pytanie, które wisi w powietrzu, brzmi: dlaczego kluczowy element mający „naprawić patologiczną sytuację” został po prostu wycięty? Niezależna, profesjonalna prasa lokalna od lat boryka się z nierówną walką. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy redakcją, która musi walczyć o każdy grosz z reklam, a obok nas działa placówka finansowana z praktycznie nieograniczonych środków publicznych – i to jeszcze przejmująca nasze źródła przychodów reklamowych. Jak słusznie zauważają zrzeszone organizacje: „niezależna, profesjonalna prasa lokalna nie ma żadnych szans rywalizować z tytułami finansowanymi z nielimitowanych środków publicznych, przejmującymi dodatkowo także reklamy”. Brzmi to jak prosta droga do medialnej degrengolady.
Wydawcy podkreślają, że pierwotnie projekt MKiDN zakładał rozsądne ramy dla działań samorządów. Celem miało być umożliwienie im przekazywania obywatelom niezbędnych informacji poprzez biuletyny, ale bez konkurowania na rynku komercyjnym. Co ciekawe, wprowadzenie takich regulacji ma być elementem transpozycji Europejskiego aktu o wolności mediów do polskiego porządku prawnego – a przecież w wielu krajach UE wydawanie prasy przez samorządy jest po prostu zakazane!
Apel o rozsądek i groźba wadliwej implementacji
Sytuacja staje się alarmująca, gdy wydawcy wprost sygnalizują, że obecny kształt projektu jest skazany na porażkę w kontekście europejskich standardów. „Nagłe wykreślenie przepisów, które – wzorem wielu państw członkowskich UE, w których wydawanie prasy przez samorządy jest zakazane – miały naprawić istniejącą w Polsce patologiczną sytuację, budzi nasz stanowczy sprzeciw” – czytamy w stanowisku.
Branża nie chce jednak zasypywać projekt negatywnymi opiniami, ale apeluje o powrót do pierwotnych założeń. Wzywają oni rządzących do „wprowadzenie zapowiadanych wcześniej rozsądnych zapisów wyznaczających ramy wydawania przez samorządy biuletynów informacyjnych i zapobieżenie upadkowi prasy lokalnej”. W przeciwnym razie, jak gorzko podsumowują, „Z ubolewaniem stwierdzamy, że owa transpozycja – w przypadku uchwalenia projektu w wersji z 5 grudnia – będzie wadliwa”. Widać wyraźnie: walka o sprawiedliwe reguły gry na lokalnym rynku medialnym dopiero się rozkręca, a w centrum sporu stoi to, czy samorządy mają być informatorami konstytucyjnymi, czy też nieograniczonymi konkurentami dla prywatnych mediów.