Nagle Ameryka robi krok w tył w sprawie sankcji na rosyjski gigant naftowy Łukoil? To może być fascynujący zwrot akcji w geopolitycznej grze wokół ropy i wojny na Ukrainie. Departament Skarbu USA wydał luzujące oświadczenie, które, choć tylko częściowe, daje odetchnąć firmie i jej partnerom. Czy to zapowiedź większych ustępstw, czy tylko taktyczny manewr? Przyjrzyjmy się, co to oznacza dla globalnych przepływów surowców i dlaczego Waszyngton podjął taką, zdawałoby się, niespodziewaną decyzję.

Czy Łukoil wymknął się spod ostrza sankcji? Ameryka łagodzi restrykcje dla stacji paliwowych
Amerykańska machina sankcyjna jest znana ze swojej bezwzględności, zwłaszcza w kontekście finansowania rosyjskiej machiny wojennej. Jednak Departament Skarbu USA zdecydował się na pewien wyjątek, który dotyczy kluczowego rosyjskiego koncernu naftowego – Łukoilu. Otóż transakcje związane z zagranicznymi stacjami paliwowymi tej firmy są nadal dozwolone. Warunek jest jednak ciut kłopotliwy, choć dla biznesu ratujący: dochody z tych operacji nie mogą trafiać do Rosji. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, że jeszcze pod koniec października USA nałożyły sankcje na Rosnieft i Łukoil, a także na 34 ich spółki zależne, mając na celu wywarcie presji na zakończenie wojny z Ukrainą. Jak oceniał wówczas prezydent USA Donald Trump, te sankcje „są ogromne”.
Ta nowa zasada, choć tymczasowa – ma obowiązywać do 29 kwietnia 2026 roku – pozwala uniknąć bezpośrednich kar klientom i dostawcom współpracującym z zagranicznymi ramionami Łukoilu. W praktyce oznacza to, że międzynarodowy łańcuch dostaw nie musi się wywracać do góry nogami, pod warunkiem ścisłej kontroli przepływów finansowych, by pieniądze nie zasilały Kremla.
Dlaczego Waszyngton gra w kotka i myszkę z rosyjską ropą?
Kiedy Amerykanie decydowali się na nałożenie sankcji na gigantów paliwowych, cel był jasny: uderzyć w budżetowe wpływy Rosji z handlu węglowodorami i zmusić Moskwę do rozmów pokojowych. Agata Łoskot-Strachota, analityczka ds. energetyki Ośrodka Studiów Wschodnich, podkreślała wagę tego ruchu:
Obłożenie sankcjami Rosnieftu i Łukoilu przez administrację Donalda Trumpa to istotny krok. To dwa największe koncerny paliwowe w Rosji, odpowiadające za około połowę produkcji ropy rosyjskiej i znaczną część jej eksportu
Sankcje te miały podwójne uderzenie: odcięcie dostępu do amerykańskich technologii i narzucenie ryzyka sankcji wtórnych wszystkim kontrahentom. Skutek? W listopadzie Stany Zjednoczone chwaliły się sukcesem, notując, że coraz więcej banków i rafinerii z Chin i Indii rezygnuje z transakcji z Łukoilem i Rosnieftem. Spadek zamówień na ropę Urals doprowadził jej cenę do najniższego poziomu od dwóch i pół roku.
Więc dlaczego teraz częściowe cofnięcie restrykcji dla zagranicznych operacji Łukoilu?
Czy ustępstwo jest efektem rozmów z Moskwą? Polityczny kontekst zmian
Skomentowanie tej decyzji jest o tyle intrygujące, że pojawiła się ona zaledwie dwa dni po spotkaniu w Moskwie Władimira Putina i wysłannika prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve’a Witkoffa. Jak donosi AFP, rozmowy te nie przyniosły żadnego przełomu. Co więcej, Amerykanie po powrocie do Waszyngtonu nie spotkali się planowo z Wołodymyrem Zełenskim w Brukseli.
Być może luzowanie sankcji na zagraniczne stacje paliwowe to próba utrzymania międzynarodowych kanałów komunikacji lub minimalizowania wstrząsów na rynku energii, jednocześnie starając się kontrolować strumień finansowy płynący do Federacji Rosyjskiej. Dla samego Łukoilu to życiodajna tlen. Koncern ten aktywnie poszukuje sposobów na utrzymanie działalności poza Rosją i ma znaczące projekty w Kazachstanie, Iraku, Nigerii, Egipcie, Azerbejdżanie i kilku krajach Unii Europejskiej. Utrzymanie tych operacji, nawet pod ścisłym nadzorem Departamentu Skarbu, jest dla nich kluczowe w obliczu globalnej izolacji. To gra o przetrwanie, w której Waszyngton na chwilę uchyla furtkę, ale pilnuje, by nie stała się ona autostradą do rosyjskiej kasy.