Obserwacja, która wymknęła się spod kontroli, stała się koszmarem dla całego sąsiedztwa. Kilkanaście kamer, nagrywających bez przerwy obraz i dźwięk, wywołało lawinę skarg i interwencję państwowego urzędu. Kiedy prywatna inwigilacja wkracza na teren publiczny i zagląda do łazienki sąsiada, granica między bezpieczeństwem a bezprawną nękaniem zaciera się niebezpiecznie cienko. Czy tak wygląda nowoczesne egzekwowanie spokoju za pomocą technologii?

Czy Twój sąsiad ma prawo Cię nagrywać non-stop? UODO stawia sprawę jasno
Pewna sprawa, która trafiła na biurko Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), doskonale ilustruje, jak łatwo można nadużyć technologii monitoringu w przestrzeni prywatnej. Sąsiedzi poskarżyli się na właściciela instalacji, która, delikatnie mówiąc, przekroczyła wszelkie dopuszczalne normy. Mowa była o kilkunastu kamerach pracujących 24 godziny na dobę, rejestrujących zarówno obraz, jak i – co kluczowe – dźwięk. Mieszkańcy czuli się nękani i alarmowali o rażącym naruszeniu ich prywatności, które paraliżowało codzienne funkcjonowanie. Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny, gdy wyszło na jaw, że jeden z obiektywów był skierowany prosto na okno toalety w sąsiednim budynku. To już nie jest ochrona mienia, to inwigilacja na granicy absurdu!
Właściciel monitoringu, na wezwanie UODO celem złożenia wyjaśnień, dwukrotnie unikał kontaktu, nie odbierając korespondencji. Taka postawa, nazwijmy to wprost, zignorowania organu nadzorczego, z pewnością nie pomogła mu w obronie swego stanowiska. Ponieważ wyjaśnień brakowało, Prezes UODO musiał oprzeć swoją ocenę wyłącznie na zebranych materiałach od poszkodowanych sąsiadów oraz własnych ustaleniach. Efekt? Decyzja nakazująca natychmiastowe zaprzestanie przetwarzania danych osobowych za pomocą wadliwego systemu monitoringu wizyjnego. Kluczowe było tu to, że system ten obejmował nie tylko teren właściciela, ale także drogę publiczną i posesje sąsiednie. Przepis RODO jest nieubłagany, gdy przestrzeń publiczna staje się celem prywatnej „widzj”.
Czy „wyjątek domowy” to furtka do inwigilacji? TSUE interpretuje przepisy bardzo wąsko
Cała sprawa dotyka fundamentalnego pytania: gdzie kończy się prywatny monitoring, a zaczyna naruszenie dóbr osobistych? Kluczowym punktem spornym mogło być powołanie się przez właściciela na tak zwany wyjątek domowy lub osobisty, regulowany przez art. 2 ust. 2 lit. c Ogólnego Rozporządzenia o Ochronie Danych (RODO). Ten przepis, w teorii, wyłącza stosowanie RODO do przetwarzania danych dokonywanego przez osobę fizyczną w ramach czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze.
Jednakże, Prezes UODO słusznie powołał się na ugruntowaną linię orzeczniczą, która interpretuje ten wyjątek wyjątkowo wąsko. Mowa tu o wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 11 grudnia 2014 roku w sprawie C-212/13, która dotyczyła sprawy Františka Ryneša. Trybunał jasno opowiedział się za tym, że wyjątek ten ma chronić intymność życia prywatnego i rodzinnego, a nie służyć jako tarcza dla monitorowania otoczenia.
Jak stwierdził TSUE, co ma kolosalne znaczenie dla wszystkich posiadaczy kamer:
„(…) przetwarzanie danych osobowych jest objęte odstępstwem przewidzianym w art. 3 ust. 2 tiret drugie dyrektywy 95/46 jedynie w wypadku, gdy jest ono wykonywane w ramach sfery o czysto osobistym lub domowym charakterze, należącej do osoby, która dokonuje tego przetwarzania. (…) O ile nadzór kamer wideo, taki jak ten w postępowaniu głównym, rozciąga się choćby częściowo na przestrzeń publiczną i tym samym jest skierowany poza sferę prywatną osoby dokonującej w ten sposób przetwarzania danych, o tyle nie powinien on być rozumiany jako czynność o czysto »osobistym lub domowym charakterze« (…). [w]ykorzystywanie systemu kamer przechowującego zapis obrazu osób na sprzęcie nagrywającym w sposób ciągły, takim jak dysk twardy, zainstalowanego przez osobę fizyczną na jej domu rodzinnym w celu ochrony własności, zdrowia i życia właścicieli domu, który to system monitoruje również przestrzeń publiczną, nie stanowi przetwarzania danych w trakcie czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze”.
Prywatność kontra ciągły zapis: Dlaczego nagrywanie sąsiada bez przerwy to błąd?
Zacytowane orzeczenie uderza w sedno problemu: monitorowanie przestrzeni publicznej, nawet przy okazji ochrony własnego mienia, wyklucza stosowanie wyjątku domowego. W omawianej sprawie mamy do czynienia z systemem, który nie tylko narusza granice posesji, ale także rejestruje dźwięk przez całą dobę. Rejestracja dźwięku jest szczególnie newralgiczna, ponieważ w świetle RODO, jest to przetwarzanie danych osobowych w jeszcze bardziej inwazyjny sposób.
Skoro monitoring obejmował drogę publiczną i posesje sąsiednie, a do tego działał w trybie ciągłym, nagrywając każdy szmer – mamy do czynienia z klasycznym przypadkiem naruszenia zasady proporcjonalności i minimalizacji danych, które są fundamentem prawa ochrony danych. Nawet jeśli intencją właściciela była tylko „ochrona”, to skala i forma tej ochrony okazały się radykalnie nieproporcjonalne do ochrony, którą mógłby realizować w sposób legalny. Widać, że UODO nie toleruje sytuacji, w której prywatna potrzeba bezpieczeństwa staje się powszechną inwigilacją i narzędziem do dręczenia innych.