Napięcie na linii Bruksela-Waszyngton osiąga apogeum. Unijni regulatorzy postanowili uderzyć pięścią w platformę X, którą zarządza Elon Musk, nakładając na nią znaczącą karę finansową. Czy to zwiastun większej wojny regulacyjnej, która ma ambicje zatrząść fundamentami amerykańskich gigantów technologicznych? Odpowiedź władz USA była natychmiastowa i równie ostra, sugerując, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko sporem o zgodność z przepisami cyfrowymi.

Unijny kilof na X: Kto naprawdę zapłaci 140 milionów dolarów?
Komisja Europejska wykonała ruch, który z pewnością odbił się echem w Dolinie Krzemowej. Zidentyfikowano trzy podmioty odpowiedzialne za działania platformy X: X Holdings Companies, xAI oraz samego Elona Muska, określonego jako osobę „na samym szczycie”. Rzecznik Komisji, Thomas Regnier, jasno określił podstawę sankcji, stwierdzając, że kara nałożona została za „naruszenie popełnione przez X”, ale jednocześnie „adresowana jest do całej struktury korporacyjnej”. Nie iluzorycznie, kara ta ma być ledwie preludium, ponieważ kolejne postępowanie, które rozpoczęło się 18 grudnia 2023 roku, skupi się na treściach publikowanych na platformie. Choć formalnie kara dotyczy przejrzystości, nieoficjalnie mówi się o próbie wymuszenia posłuszeństwa wobec unijnych regulacji, w tym Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA).
Odpowiedź Muska: Woke Stasi i groźba efektu Streisand
Elon Musk, jak to ma w zwyczaju, nie pozostał dłużny i zareagował z furią, która przejdzie do historii internetowych batalii. Nazwał unijnych regulatorów „woke Stasi commissars”, dokonując bolesnego zestawienia z wschodnioniemiecką służbą bezpieczeństwa i piętnując to, co w jego mniemaniu jest przesadną poprawnością polityczną i cenzurą kulturową. Musk ostrzegł jednocześnie, że UE „zaraz zrozumie pełne znaczenie efektu Streisand” – czyli sytuacji, gdy próba ukrycia informacji prowadzi do jej spektakularnego nagłośnienia. Choć nie sprecyzował, jaką konkretnie formę ma przybrać jego kontratak, w kolejnym wpisie posunął się jeszcze dalej, apelując wprost o „zlikwidowanie” Unii Europejskiej. To retoryka, która podnosi stawkę z poziomu biurokratycznej niezgodności do pełnoprawnej geopolitycznej konfrontacji.
USA grzmią: To atak na amerykańskie firmy i wolność słowa
Reakcja Waszyngtonu była równie błyskawiczna i ostrzegawcza. Władze USA odczytały unijne sankcje jako bezpośredni atak na wolność słowa i, co ważniejsze, na amerykańskie przedsiębiorstwa technologiczne. Ten spór nie jest tylko sporem o algorytmy; to walka o dominację w sferze regulacyjnej. Wiceprezydent JD Vance skrytykował karę, zanim jeszcze została formalnie ogłoszona, argumentując, że „UE powinna wspierać wolność słowa, a nie atakować amerykańskie firmy z byle powodu”. Komisja Europejska stara się tonować nastroje, podkreślając, że DSA „nie ma nic wspólnego z cenzurą, a decyzja dotyczyła wyłącznie przejrzystości X”.
Jednakże, nastroje w obozie republikańskim są zdecydowanie bardziej konfrontacyjne. Sekretarz stanu USA Marco Rubio uderzył w równie mocne tony:
„140 mln dol. grzywny od Komisji Europejskiej to nie tylko atak na X, to atak na wszystkie amerykańskie platformy technologiczne i amerykański naród ze strony zagranicznych rządów. Dni cenzurowania Amerykanów w internecie się skończyły” – napisał Rubio na platformie X.
Stanowisko to odzwierciedla szerszy niepokój o protekcjonizm regulacyjny stosowany przez UE. Nawet Christopher Landau, zastępca sekretarza stanu, zaznaczył, że europejskie państwa nie mogą oczekiwać wsparcia USA w kwestiach bezpieczeństwa, jednocześnie „podważając bezpieczeństwo USA poprzez działania UE”. Z kolei Andrew Puzder, wysłannik Donalda Trumpa, ostro skrytykował decyzję jako „nadmierną i będącą efektem europejskiej nadregulacji wymierzonej w amerykańskie innowacje”, sygnalizując, że administracja Trumpa z sprzeciwem wobec takich działań wchodzi na scenę.