Unia Europejska szykuje się do podpisania monumentalnego porozumienia handlowego, które ma stworzyć największą strefę wolnego handlu na świecie. Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, zapowiada historyczny moment – finalizację negocjacji z Mercosurem po ćwierćwieczu oczekiwania. Czy ta ambitna wizja otworzy rynki dla europejskich producentów, czy też wywoła rolnicze protesty na niespotykaną skalę?

Czy UE pisze historię, czy otwiera puszkę Pandory dla rolników?
Ursula von der Leyen, tuż przed wylotem do Asuncion, stolicy Paragwaju, nie kryła entuzjazmu: „UE »napisze historię«. Po 25 latach negocjacji podpiszemy porozumienie z krajami Mercosuru. Stworzymy największą strefę handlową na świecie”. Tego samego miesiąca KE celuje w finalizację rozmów z Indiami, co tylko podkreśla skalę jej handlowej ofensywy.
Dla Komisji Europejskiej umowa z blokiem Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj) to recepta na odzyskanie utraconych udziałów rynkowych na południu Ameryki Południowej. Obecnie europejskie towary przemysłowe, takie jak samochody, maszyny czy tekstylia, uderzają w 35-procentowe cła, co skutecznie hamuje handel. Wicedyrektorka ds. międzynarodowych w Business Europe, Luisa Santos, ostrzegała, że UE traci grunt pod nogami na rzecz Chin. Jak zauważyła: „Chińskie towary takie jak samochody elektryczne są tańsze. Różnica w cenie jest tak duża, że nawet 35-proc. stawka celna daje Chińczykom przewagę”. Porozumienie ma zatem zabezpieczyć pozycję Europy.
Rolnicza burza: Dlaczego europejscy farmerzy boją się argentyńskiej wołowiny?
Najbardziej zapalnym punktem umowy jest moduł dotyczący rolnictwa. Proces finalizacji prac nad porozumieniem utonął w falach protestów rolników rozsianych po całej Europie, w tym w Polsce. Główny lęk? Zalew unijnego rynku tańszą żywnością z Ameryki Południowej, a zwłaszcza mięsem. Europejscy rolnicy podnoszą argument o fundamentalnej niesprawiedliwości: z jednej strony UE nakłada na własnych producentów tytaniczne, wyśrubowane standardy środowiskowe i produkcyjne, by za chwilę otworzyć furtkę dla importu z krajów, które takich rygorów po prostu nie znają lub je ignorują.
Obawy te doprowadziły do jasnego sprzeciwu politycznego. Spośród państw członkowskich, formalnie przeciwko umowie głosowały Polska, Francja, Austria, Irlandia i Węgry. Dyskusja, jak widać, mocno polaryzuje kontynent.
Wzmocniona klauzula ochronna: Czy to plaster na rosnącą ranę?
Komisja Europejska próbowała uspokoić nastroje, proponując wzmocnioną klauzulę ochronną. Tego typu mechanizmy są standardem we wszystkich umowach handlowych UE, mają zapewniać bufor bezpieczeństwa w przypadku rynkowych zaburzeń. W przypadku Mercosuru postawiono jednak na mocniejszy wariant.
Klauzula ta może aktywować wyłączenie korzyści celnych dla towarów wrażliwych – wołowiny, drobiu, nabiału, cukru i etanolu – jeżeli import gwałtownie wzrośnie lub ceny drastycznie spadną na rynku unijnym. Eksperci podkreślają, że w toku prac legislacyjnych znacząco zaostrzono kryterium. Zamiast pierwotnie proponowanego przez KE 10-procentowego progu spadku cen, przyjęto 5 proc. Oznacza to, że reakcja na ewentualne zaburzenia będzie mogła nastąpić znacznie szybciej.
Mimo to, KE twierdzi, że scenariusze destabilizacyjne są mało prawdopodobne, głównie ze względu na restrykcyjne kontyngenty na towary objęte niższymi cłami. Weźmy na przykład wołowinę: umowa nie daje bezcłowego dostępu. Pozwoli na wprowadzenie 99 tysięcy ton mięsa po obniżonej stawce celnej wynoszącej 7,5 proc. Brzmi groźnie, ale w skali UE to zaledwie 1,5 proc. całkowitej produkcji, a w stosunku do produkcji Mercosur, to zaledwie 0,6 proc. Rocznie zwolnione z cła będzie także 180 tys. ton drobiu, co stanowi 1,3 proc. unijnej produkcji.
Polityczne przepychanki i szantaż legislacyjny
Mimo zapewnień KE, walka przenosi się na parkiet Parlamentu Europejskiego. Izba ma głosować nad tym, czy w ogóle zaskarżyć porozumienie do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jeśli Parlament zdecyduje się na ten krok, może to opóźnić ratyfikację umowy o kilka miesięcy – co dla zwolenników szybkiego działania jest równoznaczne z sabotażem dyplomatycznym.
Rolnicze związki zawodowe mobilizują siły, zapowiadając dużą demonstrację przed Parlamentem Europejskim w Strasburgu. W obliczu tej presji, polski rząd nie zamierza odpuszczać. Minister rolnictwa Stefan Krajewski jasno zadeklarował, że jeśli skarga PE okaże się nieskuteczna, wówczas rząd RP będzie dążył do przygotowania własnej skargi. Pozostaje niejasne, czy Komisja Europejska zdecyduje się na ścieżkę traktatową, która pozwala na wejście umowy w życie jeszcze przed ostatecznym zatwierdzeniem przez cały Parlament Europejski. To będzie prawdziwy test siły woli Brukseli wobec rosnącego europejskiego oporu.