Czy na horyzoncie majaczy pokój, czy może kolejna geopolityczna pułapka czasowa? Doniesienia z Genewy, gdzie delegacje ukraińska i amerykańska prowadziły intensywne rozmowy, wywołały falę spekulacji na temat potencjalnego porozumienia zaaranżowanego przez administrację Donalda Trumpa. Te „produktywne i konstruktywne spotkania” brzmią obiecująco, ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach – zwłaszcza gdy mowa o 28-punktowym planie, który niektórzy nazywają hołdem dla rosyjskich żądań.

Genewska gorączka: Nadzieje Umerowa a cień kontrowersyjnego planu
Wydaje się, że po rozmowach w Genewie pojawiło się światełko w tunelu, a przynajmniej taka jest oficjalna retoryka. Uposażony w pewien optymizm Rustem Umerow, członek delegacji, podzielił się wrażeniami na platformie X: „Doceniamy produktywne i konstruktywne spotkania, które odbyły się w Genewie między delegacjami ukraińską i amerykańską, a także niezachwiane wysiłki prezydenta Trumpa na rzecz zakończenia wojny. Nasze delegacje osiągnęły zrozumienie ws. kluczowych warunków porozumienia omawianego w Genewie.” Co więcej, widać wyraźny pośpiech w finalizacji tych ustaleń, gdyż Umerow dodał: „Z niecierpliwością oczekujemy zorganizowania wizyty prezydenta Ukrainy w USA w najbliższym możliwym terminie w listopadzie, aby sfinalizować ostatnie etapy i zawrzeć porozumienie z prezydentem Trumpem”. Choć wizyta i sfinalizowanie porozumienia wydają się być na wyciągnięcie ręki, powracają echa pierwotnej wersji planu pokojowego, która wzbudziła polityczny huragan.
28 punktów, które podzieliły Waszyngton: Czy to kapitulacja?
Pierwotny dokument, rzekomo opracowany przez administrację Donalda Trumpa, wywołał burzę krytyki. Analitycy i politycy z obu stron Kongresu nie szczędzili gorzkich słów, sugerując, że plan ten realizuje niemal w całości postulaty Kremla przedstawione podczas szczytu Trump–Putin na Alasce. To właśnie ten 28-punktowy schemat stał się osią sporu, ponieważ jego zapisy uderzały bezpośrednio w strategiczne interesy Kijowa.
Przyjrzyjmy się kluczowym elementom, które sprawiły, że krytycy uznali go za skrajnie niekorzystny dla Ukrainy:
- Status terytorialny i NATO: Najbardziej palące punkty dotyczyły suwerenności i jej ograniczenia. W planie zawarto: Krym, Ługańsk i Donieck zostaną uznane de facto za rosyjskie, także przez Stany Zjednoczone (punkt 21). Co więcej, Ukraina miałaby obowiązek wpisać do konstytucji zakaz ubiegania się o członkostwo w NATO, a Sojusz miałby zagwarantować, że Ukraina nigdy nie zostanie przyjęta (punkt 7).
- Demilitaryzacja i kontrola sił zbrojnych: Dokument przewidywał drastyczne ograniczenie liczebności ukraińskiej armii do 600 tysięcy żołnierzy (punkt 6) oraz zakaz stacjonowania wojsk NATO na terytorium Ukrainy (punkt 8).
- Restytucja Rosji: Plan zakładał powrót Rosji do światowej gospodarki, zniesienie sankcji (uzgadniane etapami) oraz zaproszenie Moskwy do ponownego dołączenia do G8 (punkt 13).
- Zarządzanie energią: W punkcie 19 mowa była o tym, że Zaporoska Elektrownia Jądrowa ma być zarządzana pod nadzorem MAEA, a wytworzony prąd dzielony po równo, 50 do 50, między Rosję i Ukrainę.
Jak podawał „Wall Street Journal”, pierwotna wersja planu miała być silnie inspirowana przez Kiryła Dmitriewa, szefa Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) i specjalnego wysłannika Kremla. To wywołało oburzenie w USA; niektórzy kongresmeni Partii Republikańskiej i Demokratycznej twierdzili, że sekretarz stanu USA Marco Rubio miał nawet określić ten 28-punktowy plan jako „zapis rosyjskich postulatów”. Rubio później temu zaprzeczał, sugerując, że uwzględniono aspiracje obu stron.
Gwarancje bezpieczeństwa kontra faktyczna neutralność
Ciekawym oksymoronem w tym dokumencie jest konstrukcja gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy (punkt 5). Choć miałyby być „wiarygodne”, ich skuteczność była natychmiast testowana warunkami. Na przykład, gwarancje USA miałyby wygasnąć, jeśli Ukraina najechałaby Rosję, ale także w przypadku, gdyby Rosja naruszyła warunki – wtedy sankcje miałyby zostać przywrócone, a nowe terytoria uznane przez Rosję pozostałyby poza sporem (choć de facto uznane za jej terytorium). Dodatkowo, Ukraina miałaby zgodzić się być krajem nieatomowym (punkt 18).
Plan zakładał również szereg działań rehabilitacyjnych dla Ukrainy, w tym ogromny pakiet odbudowy finansowany w dużej mierze z zamrożonych rosyjskich aktywów. Konkretnie, 100 miliardów dolarów zamrożonych funduszy Rosji miało zostać przeznaczone na inwestycje na Ukrainie, a USA miały otrzymać 50% zysków z tego projektu (punkt 14). Europa miała dołożyć kolejne 100 miliardów.
Jednak każda próba zakończenia konfliktu, bazująca na tak drastycznych ustępstwach terytorialnych i strategicznych, budzi uzasadnione wątpliwości co do jej długowieczności. Ostateczne zawieszenie broni miało wejść w życie natychmiast po tym, jak obie strony wycofają się do wskazanych miejsc i zaczną wdrażać porozumienie (punkt 28). Jak widać, ustalone warunki wymagają natychmiastowego, radykalnego resetu geopolitycznego, opartego na kompromisach, które dla wielu stron – zwłaszcza ukraińskiej – wydają się nie do przełknięcia bez względu na obietnice odbudowy i gwarancje Trumpa jako „szefa Rady Pokoju” monitorującej wdrożenie porozumienia (punkt 27). Powstaje pytanie: czy obecne „zrozumienie kluczowych warunków” w Genewie faktycznie odrzuciło najbardziej kontrowersyjne punkty oryginału, czy też są to tylko taktyczne uściski dłoni przed ostatecznym podpisaniem?