Żonglerka dyplomatyczna wokół Ukrainy osiągnęła punkt wrzenia. Podczas gdy Kijów intensywnie negocjuje, narasta poczucie, że niektóre propozycje pokojowe, promowane przez Waszyngton, w rzeczywistości idą na rękę Moskwie. Sytuacja komplikuje się, gdy pojawiają się doniesienia o asymetrycznej presji – Ukrainie wywierana jest silniejsza, niż Kremlowi. Czy ten pataż ma szansę na pomyślne rozwiązanie, zanim impas stanie się permanentny?

Czy Waszyngton pcha Zełenskiego pod rosyjski walec?
Po tygodniach intensywnych manewrów dyplomatycznych, z Kijowa dochodzą głosy sugerujące, że amerykański plan pokojowy ma pewne zapisy, które wyjątkowo sprzyjają narracji Moskwy. Jak donosi Axios, ukraińscy oficjele mają wrażenie, że Stany Zjednoczone wywierają nieproporcjonalnie dużą presję na stronę ukraińską, ignorując lub minimalizując nacisk na Władimira Putina. Oczywiście, przedstawiciele władz USA stanowczo dementują te sugestie, zapewniając, że również Kreml był obiektem stanowczych żądań, by złagodził swoje stanowisko.
Sedno sporu koncentruje się wokół dwóch kluczowych, lecz diametralnie różnych punktów. Rosja, jak zwykle, gra va banque, żądając przekazania pod kontrolę Moskwy całego Donbasu – to terytorium, którego wojska rosyjskie, bądźmy szczerzy, jeszcze fizycznie nie zajęły. Z kolei Ukraina, mając w pamięci niedawne doświadczenia, domaga się żelaznych, namacalnych gwarancji bezpieczeństwa od Waszyngtonu, które faktycznie odstraszyłyby Rosję przed kolejną agresją. To jest ten klasyczny dylemat – ustępstwa terytorialne kontra realna ochrona.
Prezenty od Kushnera i Witkoffa, czyli „sprzedawanie” rosyjskich żądań
Sytuacja nabrała rumieńców po niedawnej wizycie wysłanników USA, Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, w Moskwie. Według relacji jednego z ukraińskich urzędników, oferta amerykańska, jaką otrzymano po powrocie delegacji, wydawała się wręcz pogorszona w porównaniu do wcześniejszych wersji. Co więcej, panowie Witkoff i Kushner wydawali się oczekiwać natychmiastowej akceptacji ze strony Wołodymyra Zełenskiego.
— Wyglądało to tak jakby USA próbowały sprzedać nam w różny sposób rosyjskie pragnienie zajęcia całego Donbasu i Amerykanie chcieli, żeby Zełenski zaakceptował to wszystko podczas rozmowy telefonicznej — przekazało źródło, odnosząc się do rozmowy, która odbyła się po trzydniowych negocjacjach na Florydzie.
Ironia losu? Amerykański urzędnik miał być tym faktem zaskoczony, argumentując, że zaktualizowana propozycja została przekazana dzień wcześniej. Ukraiński urzędnik kontruje jednak, że część dokumentów dotarła z opóźnieniem, tuż przed krytycznym telefonem. Sam Donald Trump zanotował publicznie swoje rozczarowanie, twierdząc, że Zełenski nie zdążył nawet przeczytać propozycji. To brzmi jak chaos organizacyjny albo celowe zagranie pod publiczkę.
Propozycja ta, jak twierdzi ukraińska strona, zawierała surowsze zapisy dotyczące kontroli nad terytoriami, w tym nad Zaporoską Elektrownią Atomową, pozostawiając jednocześnie kluczowe kwestie gwarancji bezpieczeństwa w sferze mglistych domysłów. Pytania pozostają otwarte: kto faktycznie kontroluje dany obszar, kto się wycofuje i jaki mechanizm zagwarantuje, że wycofanie linii frontu nie przełoży się na natychmiastową eskalację walk.
Europejski kontrapunkt i narastająca wściekłość w Białym Domu
Równolegle do amerykańskiej presji, administracja Trumpa ma ambiwalentny stosunek do ostatnich konsultacji europejskich. Spotkanie w Londynie z przywódcami Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec zostało odebrane jako „niepomocna próba zyskania na czasie” przez niektórych w Waszyngtonie.
Wygląda na to, że USA chcą odizolować Zełenskiego, by wywierać na niego bardziej bezpośredni nacisk. Problem polega na tym, że europejscy sojusznicy doradzają ostrożność i cierpliwość, podczas gdy Amerykanie żądają szybkich decyzji. Jak podsumował jeden z ukraińskich urzędników: — Zełenski nie może podejmować tak dramatycznych decyzji bez konsultacji z kluczowymi sojusznikami w Europie.
Ta rozbieżność widocznie doprowadza do furii członków Białego Domu, którzy postrzegają Europejczyków jako „dużą przeszkodę” na drodze do szybkiego zawarcia jakiegokolwiek porozumienia. A Zełenski? Zapowiedział, że Ukraina przedstawi swój, dwudziestopunktowy, zaktualizowany plan pokojowy, choć przyznał, że kompromis w kwestii terytoriów wciąż pozostaje poza zasięgiem. Dyplomacja balansuje na cienkiej linie, a każda strona wydaje się mieć własną definicję „pokoju”.