Wielkie platformy internetowe postawione pod ścianą! Czy to koniec anonimowości w sieci, jaką znaliśmy? Najnowszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w rumuńskiej sprawie C-492/23 wywraca do góry nogami dotychczasowe zasady odpowiedzialności operatorów. Teraz, zanim Twoje ogłoszenie ujrzy światło dzienne, ktoś z góry musi sprawdzić, czy nie naruszasz niczyich praw. Czy to w ogóle wykonalne?

Administratorzy danych czy tylko pasywni gospodarze? TSUE ma inne zdanie
Wyobraźmy sobie scenariusz: na popularnym portalu ogłoszeniowym ląduje wiadomość zawierająca nasze intymne dane – zdjęcia, numer telefonu, sugerujące usługi seksualne – opublikowane bez naszej zgody. Brzmi jak koszmar, prawda? Tak właśnie stało się w przypadku kobiety, której sprawa trafiła aż do samego TSUE. Jej dane, wraz ze zdjęciami, zostały bezceremonialnie wrzucone na platformę handlową Publi24.ro. Choć wydawca, spółka Russmedia Digital, usunął treść po zgłoszeniu, szkoda została już wyrządzona – ogłoszenie rozprzestrzeniło się po sieci.
Poszkodowana nie odpuściła i ruszyła do sądu, domagając się zadośćuczynienia za naruszenie wizerunku, czci, dobrego imienia, prywatności oraz przepisów RODO. Kluczowe pytanie, które trafiło do Luksemburga, brzmiało: jaka odpowiedzialność spoczywa na operatorze platformy internetowej? Odpowiedź Trybunału jest jednoznaczna i, szczerze mówiąc, mrożąca krew w żyłach dla gigantów internetowych.
Trybunał orzekł, że platforma taka jak Russmedia Digital „jest administratorem danych osobowych – w rozumieniu RODO – zawartych w ogłoszeniach publikowanych na jego internetowej platformie handlowej”. Dlaczego? Ponieważ choć ogłoszenie zamieszcza użytkownik, to właśnie platforma decyduje o jego obecności w sieci. To absolutna zmiana perspektywy, która każe traktować operatorów jako aktywnych uczestników procesu publikacji.
Obowiązek prewencji: Weryfikacja przed publikacją to nowy standard RODO
Co wynika z tego stanowiska dla codziennego funkcjonowania portali? Mecenas Litwiński zwraca uwagę, że „każdy portal musi się liczyć z ewentualną odpowiedzialnością za naruszenia użytkowników, nawet gdy nie ma o nich wiedzy”. To oznacza koniec komfortu wynikającego z pasywnej postawy. Obowiązkiem usługodawcy internetowego, jak stanowi wyrok TSUE, jest wprowadzenie mechanizmów „skutecznie zabezpieczających dane osobowe”. Brzmi rozsądnie, ale diabeł tkwi w szczegółach implementacji.
TSUE poszedł o krok dalej, precyzując, co konkretnie oznacza ta „skuteczna ochrona” w kontekście ogłoszeń zawierających wrażliwe dane:
– W konsekwencji operator platformy powinien przed opublikowaniem ogłoszeń, za pomocą odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, zidentyfikować ogłoszenia, które zawierają dane wrażliwe, takie jak te, których dotyczy niniejsza sprawa, i zweryfikować, czy użytkownik zamierzający zamieścić takie ogłoszenie, jest osobą, której dane wrażliwe się w nim znajdują – wyjaśnił TSUE.
A jeśli użytkownik to nie właściciel danych? Wtedy platforma musi pójść dalej i sprawdzić, czy osoba, której dane są publikowane, „udzieliła wyraźnej zgody na opublikowanie”. Jeśli zgody brakuje, Trybunał jasno wskazał: „operator internetowej platformy handlowej powinien odmówić opublikowania ogłoszenia, chyba że jest ono objęte jednym z pozostałych wyjątków przewidzianych w RODO”.
Czy największe platformy są w stanie udźwignąć ten ciężar?
To rodzi fundamentalne pytanie techniczne i organizacyjne. Największe platformy, giganci e-commerce czy serwisy społecznościowe, przetwarzają miliony, jeśli nie miliardy wpisów dziennie. Jak w praktyce wymagać od nich, aby za pomocą „odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych” sprawdzały każde ogłoszenie pod kątem wrażliwych danych osobowych i weryfikowały zgodę podmiotów danych?
Jak zauważa się w analizach, „Problem w tym, że może to okazać się niemożliwe. Zwłaszcza w przypadku największych platform, które nie są w stanie moderować wszystkich zamieszczanych na nich treści”. To jest ten punkt zapalny. Prawo unijne w teorii wymaga ochrony na najwyższym poziomie (pamiętajmy, że maksymalna kara to nawet 20 milionów euro!), ale metodologia egzekwowania tego wymogu przed publikacją u milionów użytkowników pozostaje wyzwaniem. Algorytmy muszą być chirurgicznie precyzyjne, a przecież platformy od lat broniły się, argumentując, że pełna prewencja jest nierealna. TSUE właśnie tę linię obrony najprawdopodobniej zdmuchnął w tej konkretnej sprawie, stawiając na pierwszym miejscu ochronę praw jednostki nad swobodą techniczną gigantów.