Oto jest moment, w którym system prawny wydaje się znów tańczyć, a Trybunał Konstytucyjny, pod kontrolą obozu rządzącego, orzeka w sprawie fundamentalnej dla wymiaru sprawiedliwości. Decyzja ta uderza bezpośrednio w zasadę losowego przydziału spraw sędziom, co budzi szereg poważnych wątpliwości natury konstytucyjnej i politycznej. Czyżbyśmy byli świadkami kolejnego aktu demontażu niezależności sądownictwa poprzez biurokratyczne rozporządzenia, które teraz zyskują „legalizację” w kontrolowanym organie?

Trybunał w roli arbitra: Koniec losowości na papierze?
Ostatnie dni przyniosły orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które wywołało niemałe poruszenie w środowisku prawniczym. Trzyosobowy skład TK uznał za niekonstytucyjne przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości, które – zdaniem krytyków – otwierały furtkę do odejścia od sztywnej reguły losowego przydzielania wokand sędziom. Sprawa ta dotyczyła rozporządzenia wydanego przez ministra Waldemara Żurka pod koniec września, które modyfikowało regulamin urzędowania sądów powszechnych.
Zestawienie sił wokół tej sprawy jest znamienne: Wniosek do TK w tej sprawie złożyli prezydent Karol Nawrocki oraz, co istotne, upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa (KRS). Podstawowy zarzut, jaki podnosili, dotyczył właśnie tego, że minister Żurek swoim rozporządzeniem miał naruszyć ustawową zasadę losowości. To sedno sporu – czy akt wykonawczy, jakim jest rozporządzenie, może uchylać, czy choćby modyfikować fundamentalne zasady określone w ustawie.
Rozporządzenie zamiast Ustawy: Czy to nie jest „pogłębianie stanu anarchii”?
W debacie prawniczej narasta fundamentalne pytanie o hierarchię aktów prawnych. Zasada losowości, która ma gwarantować równe traktowanie spraw i uniemożliwiać „dobieranie” sędziów do konkretnych, często drażliwych politycznie postępowań, jest zapisana w ustawie. Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości poprzez rozporządzenie, czyli akt niższej rangi, usiłowało ten porządek zmodyfikować.
Jak argumentował podczas rozprawy przed Trybunałem sędzia dr Maciej Nawacki, reprezentujący KRS ukształtowaną pod wpływem Prawa i Sprawiedliwości, sytuacja ta jest niedopuszczalna z formalnego punktu widzenia. Wskazał on dosadnie:
- Zasada losowości jest określona w ustawie. Nie można od niej odstąpić rozporządzeniem, które może regulować wyłącznie kwestie techniczne. Mamy do czynienia z pogłębianiem stanu anarchii – mówił w środę na rozprawie przed TK sędzia dr Maciej Nawacki, przedstawiciel nowej KRS.
Te słowa, wypowiedziane przez przedstawiciela organu, który sam jest przedmiotem kontrowersji w kontekście ustrojowym, mają podwójne dno. Z jednej strony, potwierdzają one jasną prawną regułę: rozporządzenie nie może wykraczać poza delegację ustawową. Z drugiej strony, samo orzeczenie TK, które unieważnia te zapisy, stawia pod znakiem zapytania, dlaczego w ogóle doszło do próby de facto ominięcia regulacji ustawowej na tak wysokim szczeblu.
Czy wyrok TK to zabezpieczenie, czy polityczny ruch?
Orzeczenie Trybunału, uznające zapisy rozporządzenia za niekonstytucyjne, formalnie zamyka drogę do odejścia od losowości via rozporządzenie ministra. Jest to swoisty powrót do porządku proceduralnego, ale opisywana sytuacja uwypukla napięcie między władzą wykonawczą a formalnym procesem legislacyjnym. Jeśli ministerstwo, nawet pod nadzorem KRS, próbuje tak istotne kwestie regulować aktem wykonawczym, to rodzi się pytanie o intencje stojące za tym manewrem. Czy chodziło o techniczne usprawnienie, czy może o stworzenie mechanizmów pozwalających na bardziej elastyczne, a przez to potencjalnie mniej transparentne, zarządzanie obciążeniem pracą sędziów?
Prawnicy wskazują, że zasada losowości przydziału spraw jest kordonem ochronnym dla niezawisłości sędziowskiej. Każde odstępstwo od niej, nawet jeśli próbowano je zakodować w rozporządzeniu, zawsze będzie analizowane pod kątem tego, czy nie służyło do wpływania na skład orzekający w sprawach o znaczeniu politycznym.