Trwają gorączkowe negocjacje w sprawie zakończenia konfliktu, a na stole leżą propozycje, które budzą równie wielkie nadzieje, co kontrowersje. Czy wizja Donalda Trumpa dotycząca pokoju w Europie Wschodniej jest realnym planem działania, czy tylko politycznym przeciąganiem liny? Kluczowe punkty sporne koncentrują się wokół terytoriów i ostatecznych gwarancji bezpieczeństwa, które mają zdefiniować nową architekturę europejskiego bezpieczeństwa.

Ostra linia frontu: Dwa ogniska zapalne negocjacji
Obecnie dyskusje dyplomatyczne skupiają się na dwóch fundamentalnych, wręcz polaryzujących kwestiach. Z jednej strony mamy rosyjskie żądanie, które wydaje się twarde jak beton – chodzi o wycofanie się Ukrainy z kontrolowanej przez nią części Donbasu. To, bagatela, około 20% terytorium obwodu donieckiego – tereny, które Kijów zdążył ufortyfikować i przygotować jako swoistą tarczę przeciwko ewentualnej dalszej rosyjskiej ofensywie. Z drugiej strony, Ukraina stawia sprawę jasno: potrzebuje konkretnych, silnych gwarancji bezpieczeństwa od Stanów Zjednoczonych, które miałyby stanowić skuteczną zaporę przed przyszłą rosyjską agresją.
Poglądy na przyszłość tych ziem są dalekie od zbieżności. Jak podkreślał Wołodymyr Zełenski w rozmowie z agencją Bloomberga, „nie ma jednego punktu widzenia” na kwestię Donbasu. Kijów uparcie nalega na oddzielne porozumienie concerning gwarancje bezpieczeństwa od zachodnich sojuszników. Zełenski jasno to zdefiniował: „Nie ma co do tego wątpliwości, że ja – i wszyscy Ukraińcy – chcemy znać odpowiedź na pytanie: jeśli Rosja znów zacznie wojnę, co zrobią nasi partnerzy?”. To fundamentalne pytanie o wiarygodność zachodnich zobowiązań pozostaje w centrum ukraińskiej agendy.
Plan Trumpa: 28 punktów, które mogą zmienić bieg historii
W kontekście tych napięć, świat spogląda na propozycje, które miały być przedstawione przez administrację Donalda Trumpa – tak zwaną pierwotną wersję 28-punktowego planu, opublikowaną przez serwis Axios. Jest to propozycja, która balansuje na krawędzi akceptowalności dla obu stron, mieszając ustępstwa terytorialne z formalnymi gwarancjami bezpieczeństwa.
Kluczowe tezy planu to m.in. potwierdzenie ukraińskiej suwerenności (pkt 1) i zawarcie porozumienia o nieagresji między Rosją, Ukrainą a Europą (pkt 2), regulującego wszystkie sporne kwestie z ostatnich trzydziestu lat. Jednak zaraz potem pojawiają się punkty dotyczące ograniczenia ekspansji NATO (pkt 3) i wstępnego ograniczenia rozmiaru armii ukraińskiej do 600 tysięcy żołnierzy (pkt 6).
Kontrowersje budzi szczególnie punkt 7, zakładający, że Ukraina zapisze w konstytucji brak członkostwa w NATO, a Sojusz zgodzi się nie przyjmować jej w przyszłości. Cała machina gwarancji bezpieczeństwa USA (pkt 10) jest skomplikowana: USA miałyby otrzymać rekompensatę, a gwarancje zostałyby unieważnione, gdyby Ukraina zaatakowała Rosję lub przeprowadziła atak rakietowy na Moskwę. W przypadku rosyjskiej agresji, oprócz odpowiedzi militarnej, sankcje miałyby być przywracane automatycznie.
Co jednak najbardziej uderza w kontekście terytorialnym, to punkt 21: Krym, Ługańsk i Donieck miałyby zostać uznane de facto za rosyjskie, w tym przez USA. W Chersoniu i Zaporożu proponowano zamrożenie konfliktu na linii kontaktu. Co więcej, ukraińskie siły miałyby wycofać się z części obwodu donieckiego, tworząc neutralną, zdemilitaryzowaną strefę buforową, uznawaną międzynarodowo za terytorium Federacji Rosyjskiej. To są ustępstwa, które dla wielu mogą okazać się nie do przełknięcia.
Odbudowa kontra aneksja: Czym zapłaci Ukraina?
Plan Trumpa nie zapomina o ekonomicznej przyszłości Ukrainy, co jest kluczowe dla utrzymania poparcia wewnętrznego dla jakiegokolwiek porozumienia. Proponowany jest „ogromny pakiet środków mających na celu odbudowę Ukrainy”, obejmujący m.in. Ukraiński Fundusz Rozwoju, wspólne zarządzanie infrastrukturą gazową oraz przyspieszenie wysiłków przez Bank Światowy (pkt 12).
Równie istotny jest plan reintegracji Rosji do globalnej gospodarki (pkt 13) poprzez stopniowe znoszenie sankcji i długoterminową współpracę gospodarczą w kluczowych sektorach. W kwestii zamrożonych aktywów finansowych Rosji nastąpiłaby swoista „recyrkulacja kapitału”: 100 miliardów dolarów miałoby trafić do amerykańskich inwestycji na Ukrainie, a Europa miałaby przeznaczyć kolejne 100 miliardów dolarów na odbudowę (pkt 14).
Jednak cena tego ekonomicznego „resetu” może być zbyt wysoka z perspektywy Kijowa, zwłaszcza biorąc pod uwagę doniesienia o nastrojach panujących po niedawnych spotkaniach amerykańskich wysłanników z rosyjskimi władzami. Jak sugeruje jeden z przedstawicieli administracji w Kijowie, propozycja planu pokojowego przedstawiana przez USA okazała się gorsza po wizycie Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera na Kremlu. To sugeruje, że dynamika negocjacji, nawet tych nieoficjalnych, może skłaniać się ku ustępstwom terytorialnym, na które Ukraina, póki co, nie zamierza się godzić. Ostateczny kształt tego porozumienia, jeśli w ogóle powstanie, zadecyduje o przyszłym kształcie Europy Wschodniej.