Donald Trump rzuca bombę dyplomatyczną: proponuje Radę Pokoju z udziałem kontrowersyjnych liderów. Zaproszenie dla Alaksandra Łukaszenki budzi największe emocje, bo Białoruś była dotąd na czarnym liście Zachodu. Czy to krok ku światowemu porozumieniu, czy ryzykowna gra z dyktatorami?
Kontrowersje wokół Łukaszenki – izolatka Białoruś wraca na salony?
Największe kontrowersje wzbudziła zgoda białoruskiego przywódcy Alaksandra Łukaszenki na dołączenie do Rady Pokoju. Białoruś była dotąd izolowana przez Zachód ze względu na łamanie praw człowieka oraz wsparcie dla rosyjskiej agresji na Ukrainę. > Zaproszenie wpisuje się jednak w szersze ocieplenie relacji między Waszyngtonem a Mińskiem.
To zaskakujący zwrot. Trump, znany z nieprzewidywalnych posunięć, najwyraźniej stawia na pragmatyzm ponad ideologię. Białoruski dyktator, oskarżany o represje wobec opozycji, nagle dostaje bilet VIP do elitarnego klubu pokojowego. Krytycy grzmią: czy to zdrada wartości demokratycznych? Zwolennicy ripostują, że dialog to jedyna droga do zmian. A w tle? Były prezydent Polski Andrzej Duda komentuje zaproszenie skierowane do prezydenta Karola Nawrockiego, sugerując, że Polska mogłaby zadbać o swoje interesy w tym układzie.
Rosja i Chiny – poprą Trumpa czy zablokują Radę Pokój?
Jak na pomysł Donalda Trumpa zareagują Chiny i Rosja? Na razie cisza. Rosja nie poinformowała dotąd, czy zamierza dołączyć do Rady Pokoju, podobnie jak Chiny. Relacje Moskwy z Waszyngtonem uległy ostatnio wyraźnemu ociepleniu, gdy Trump rozpoczął dialog z Władimirem Putinem, jednocześnie oskarżając Kijów o blokowanie rozmów pokojowych. Pekin natomiast, mimo napięć z USA, zawarł niedawno z administracją Trumpa porozumienie handlowe.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie pozostawia złudzeń: > przekazanie miliarda dolarów byłoby możliwe tylko w przypadku odblokowania rosyjskich aktywów w Stanach Zjednoczonych.
Oba mocarstwa to stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta. Mogą ostrożnie podchodzić do inicjatyw postrzeganych jako osłabiające ich pozycję w strukturach ONZ. Trump, który wielokrotnie krytykował Organizację Narodów Zjednoczonych jako nieskuteczną, zapewnia jednak: > Uważam, że ONZ powinno się pozwolić działać dalej, bo jej potencjał jest ogromny – powiedział w tym tygodniu.
Czy to szczere? A może sprytny chwyt, by ominąć biurokrację ONZ własną radą?
Sojusznicy USA w szoku – nie każdy chce grać w tę grę
Nie wszyscy chcą uczestniczyć w Radzie Pokoju. Inicjatywa Trumpa spotkała się z chłodnym przyjęciem wśród części bliskich sojuszników USA, szczególnie w kontekście sporów transatlantyckich dotyczących Grenlandii, ceł i polityki handlowej. Europa patrzy z nieufnością – czy Ameryka pod Trumpem naprawdę szuka pokoju, czy buduje nową koalicję na swoich warunkach?
To prowokuje pytanie: czy Rada Pokoju okaże się game-changerem w globalnej dyplomacji, czy kolejnym balonem spekulacyjnym? Trump gra va banque, mieszając wrogów z przyjaciółmi. Świat wstrzymuje oddech.