Donald Trump powołuje własną „Radę Pokoju dla Gazy”, a na jej czele staje on sam. Czy ta nietypowa inicjatywa, z udziałem takich postaci jak Tony Blair, ma realne szanse na deeskalację konfliktu, czy też jest to jedynie polityczny teatr? W obliczu narastającego kryzysu, świat z niepokojem obserwuje, jakie faktyczne narzędzia i kompetencje otrzyma ten nowy gremium, które ma wdrażać kontrowersyjny 20-punktowy plan pokojowy byłego prezydenta USA.

Kto zasiądzie w nowym gremium? Gwiazdy dyplomacji i finansów w ekipie Trumpa
W piątek, 16 stycznia, Biały Dom oficjalnie ujawnił składy kluczowych osób, które będą współtworzyć i realizować wizję Donalda Trumpa dotyczącą Strefy Gazy. W samym centrum tej operacji stoi sam Donald Trump, obejmując rolę przewodniczącego tej nowo powołanej Rady Pokoju. To od razu sygnalizuje, że jego osobisty wkład i wizja będą absolutnie centralne dla całego przedsięwzięcia.
Skład rady jest równie intrygujący, co potencjalnie kontrowersyjny. Obok Trumpa, na czołowych pozycjach zobaczymy byłego premiera Wielkiej Brytanii, Tony’ego Blaira. Czy powrót Blaira, postrzeganego przez wielu jako architekt interwencji w Iraku, do aktywnej dyplomacji na Bliskim Wschodzie jest znakiem nadziei, czy raczej historycznym przypomnieniem o złożoności tego regionu? Do zespołu dołączy także Sekretarz Stanu Marco Rubio, a także Steve Witkoff, pełniący funkcję specjalnego wysłannika. Nie zabrakło również Jareda Kushnera, zięcia byłego prezydenta USA, którego rola w poprzednich inicjatywach bliskowschodnich była szeroko komentowana.
Międzynarodowi gracze i kapitał w akcji
Rada Pokoju dla Gazy przestrzega zasady maksymalnej dywersyfikacji kompetencji. Nie ograniczono się tylko do polityków i doradców. Wśród członków znaleźli się także potężni gracze ze świata finansów i międzynarodowych organizacji. Mamy tu prezesa Banku Światowego, Ajaya Bangę, co sugeruje, że aspekt odbudowy infrastruktury i stabilizacji ekonomicznej regionu jest traktowany priorytetowo.
„Nowo powołana struktura ma odegrać kluczową rolę w dalszym wdrażaniu 20-punktowego planu pokojowego Donalda Trumpa dla Strefy Gazy” – czytamy w oświadczeniu Białego Domu, co podkreśla wagę tego dokumentu dla całego projektu. Oprócz Bangi, swoje miejsce w radzie zapewnił sobie także Robert Gabriel, doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, co gwarantuje, że plan ma solidne podstawy strategiczne. Uzupełnieniem składu jest amerykański miliarder, Marc Rowan. To wyraźna aluzja do tego, że bez zaangażowania prywatnego kapitału, nawet najbardziej ambitne plany geopolityczne pozostaną jedynie na papierze.
Czy Tony Blair to gwarancja sukcesu czy powrót do przeszłości?
Obecność Tony’ego Blaira w tej nowej strukturze wywołuje naturalnie najwięcej pytań. Dla jednych jest to powrót doświadczonego dyplomaty, który zna zawiłości międzynarodowych negocjacji. Dla innych, jego zaangażowanie w projekt zdominowany przez Donalda Trumpa brzmi jak swoisty powrót do gorących lat dwudziestych XXI wieku, kiedy to USA i Wielka Brytania działały w ścisłej koordynacji.
Zadaniem tej rady jest bezpośrednie przełożenie założeń 20-punktowego planu Trumpa na konkretne działania. Plan ten, dotyczący przyszłości Strefy Gazy, jest rozbudowany i ambitny, a jego realizacja wymagać będzie nie tylko zdolności politycznych, ale i twardej ręki w egzekwowaniu decyzji. Czy ta mieszanka byłych szefów rządów, finansistów i doradców bezpieczeństwa stworzy wystarczająco silny front, by przeforsować zmiany w regionie tak niestabilnym? To pytanie pozostaje otwarte, ale jedno jest pewne: Trump buduje zespół, który ma być zdolny do działania, a nie tylko do narad.