Czy Trump postawił na geotermię? Chociaż zielona energia często znajdowała się pod ostrzałem administracji Donalda Trumpa, okazuje się, że gorące wnętrze Ziemi zyskało niespodziewaną przychylność. Ta pozornie niepozorna decyzja ma głębokie implikacje dla miksu energetycznego USA i może być strategicznym ukłonem w stronę potężnego przemysłu. Czy mamy do czynienia z pragmatyzmem, czy może to po prostu zbieg okoliczności podyktowany ekonomią surowcową?

Geotermia: Ciepło z podziemi i polityczny kompromis
Kiedy Donald Trump zasiadał w fotelu prezydenta, jego zamiar był jasny: promować paliwa kopalne. Wydane przez niego rozporządzenie wykonawcze jasno opowiadało się za ograniczonym miksem energetycznym, który obejmował węgiel, gaz, ropę, energię jądrową, biopaliwa, hydroenergię i, co ciekawe, energię geotermalną. Nie była to czysta rewolucja „zielona”, ale raczej pragmatyczne pójście na kompromis, mające zabezpieczyć krajowe zasoby energetyczne.
Jednak prawdziwy test lojalności dla odnawialnych źródeł energii przyszedł z ustawą „One Big Beautiful Bill”, podpisaną przez prezydenta w lipcu. W tym akcie prawnym uderzono w ulgi podatkowe dla farm wiatrowych i słonecznych, które często stanowią kość niezgody w konserwatywnym skrzydle polityki energetycznej. Ku zaskoczeniu wielu, geotermia wyszła z tego starcia stosunkowo cało, zachowując w dużej mierze zwolnienia podatkowe, zwłaszcza te związane z ogrzewaniem i chłodzeniem geotermalnym.
Czym w ogóle jest ta energia, której administracja nie zdecydowała się karać? Energia geotermalna to po prostu ciepło pochodzące prosto z wnętrza skorupy ziemskiej, zgromadzone w skałach i płynach. Aby je wydobyć, konieczne jest wiercenie głębokich otworów, które dają dostęp do gorącej wody lub pary. Tę zmagazynowaną energię można z powodzeniem przekierować do instalacji, by produkować prąd, zapewniać ciepło miejskie lub obsługiwać procesy przemysłowe wymagające wysokiej temperatury.
Czy to zasługa ropy i gazu? Geotermia ma „rodzinne” powiązania
Pojawia się tu intrygujący wątek: aż do 80 procent inwestycji w projekty geotermalne opiera się na technikach, które są doskonale znane i rutynowo stosowane w przemyśle naftowym i gazowym. Czy właśnie ten silny związek z sektorem kopalnym tłumaczy, dlaczego administracja Trumpa traktowała geotermię z taką łagodnością?
To nie jest tylko kwestia politycznej sympatii; to czysta ekonomia i dywersyfikacja ryzyka. Rozwój inwestycji w głębokiej energii cieplnej otwiera perspektywy dodatkowych zleceń i daje firmom działającym w sektorze upstream (poszukiwanie i wydobycie węglowodorów) szansę na znalezienie nowego, stabilnego gruntu pod nogami. Dla sektora, który często musiał tłumaczyć się z cen ropy i gazu, geotermia mogła stać się bezpieczną przystanią.
Stany Zjednoczone – światowy lider, który przyspiesza
Nie od dziś wiadomo, że kraje z łatwo dostępnymi zasobami geotermalnymi od lat czerpią z nich obficie. Liderem na tym globalnym placu zabaw jest właśnie Waszyngton. Według stanu na styczeń 2025 roku, moc zainstalowana w USA wynosiła imponujące 3937 MW. Na kolejnych pozycjach plasują się giganci tacy jak Indonezja (2653 MW), Filipiny (1984 MW), Turcja (1734 MW) i Nowa Zelandia (1207 MW). Europa ma swój fantastyczny, choć mniejszy przykład w postaci Islandii, która, wykorzystując ciepło Ziemi, ogrzewa ponad 90 procent swoich budynków – wizja, której Amerykanie mogą pozazdrościć.
Amerykańska administracja, widząc potencjał, nie zamierzała spocząć na laurach, a wręcz przeciwnie – dąży do przyspieszenia tempa. Wprowadzono procedury awaryjnego wydawania pozwoleń. Zamiast czekać miesiącami, a czasem latami na zatwierdzenie priorytetowych projektów na gruntach federalnych, cel to skrócenie tego okresu nawet do 28 dni.
Doug Burgum, sekretarz spraw wewnętrznych, mocno podkreślił strategiczne znaczenie tej energii: ,– Energia geotermalna to niezawodne źródło energii, które może zasilać kluczową dla bezpieczeństwa narodowego infrastrukturę i wspierać niezależność energetyczną – mówił w maju tego roku. To hasło o „niezawodności” i „niezależności energetycznej” uderza prosto w serce amerykańskiej polityki energetycznej, niezależnie od tego, kto akurat zasiada w Białym Domu. Zatem, choć wiatr i słońce mogą być politycznie niewygodne, gorąca skała pod stopami okazuje się nieocenionym sprzymierzeńcem.