Tesla właśnie ogłosiła koniec ery Autopilota – swojego podstawowego systemu asystującego kierowcy. Firma stawia wszystko na Full Self-Driving (Supervised), licząc na boom subskrypcji, ale w tle czai się skandal z Kalifornią i oskarżenia o wprowadzanie w błąd. Czy to desperacka próba ratowania wizerunku, czy krok ku prawdziwej autonomii?

Dlaczego Tesla kasuje Autopilota z nowych samochodów?
Wyobraź sobie: jedziesz Teslą, a system, który miał cię wspierać w codziennej jeździe, nagle znika z oferty. Dokładnie to zrobiła Tesla, wycofując podstawowy Autopilot na rzecz bardziej zaawansowanego Full Self-Driving (Supervised). Powód? Chęć napędzania adopcji droższej wersji, ale kontekst jest gęsty od problemów prawnych. W grudniu sędzia w Kalifornii orzekł, że Tesla przez lata prowadziła mylącą kampanię marketingową, wyolbrzymiając możliwości Autopilota i FSD. W efekcie firma stanęła w obliczu 30-dniowego zawieszenia licencji produkcyjnych i dealerskich w największym rynku USA – największym motorze sprzedaży.
Autopilot, wprowadzony w latach 2010., łączył Traffic Aware Cruise Control (utrzymujący prędkość i dystans do auta przed tobą) z Autosteer (centrowanie w pasie i skręty w zakrętach). Teraz nowe Tesle standardowo dostają tylko ten pierwszy element. Strona konfiguracyjna Tesli jasno to stwierdza: „Nowe samochody wyposażone są tylko w Traffic Aware Cruise Control”. Nie wiadomo, czy obecni właściciele stracą coś w update’ach, ale zmiana boli tych, którzy ufali staremu pakietowi.
To nie przypadek. Tesla negocjowała kiedyś z Google’em (dziś Waymo), ale rozmowy fiaskiem skończyły się w 2013. Od kwietnia 2019 Autopilot był standardem we wszystkich modelach. Dziś? Kasowany pod presją regulatorów.
Full Self-Driving tylko na subskrypcji – rewolucja czy chwyt marketingowy?
Tesla nie poprzestaje na rebrandingu. Od 14 lutego rezygnuje z jednorazowej opłaty 8000 dolarów za FSD, przechodząc na model subskrypcyjny po 99 dolarów miesięcznie. CEO Elon Musk ostrzega jednak: cena wzrośnie wraz z ulepszeniami oprogramowania. Brzmi kusząco? Adopcja FSD zawsze kulała – w październiku 2025 CFO Vaibhav Taneja przyznał, że tylko 12% klientów zapłaciło za ten software.
Musk śni o „niesupervizowanym” FSD, gdzie kierowca mógłby „siedzieć na telefonie albo spać przez całą drogę”. W grudniu chwalił wersję pozwalającą na tekstowanie za kierownicą – choć to nielegalne w większości stanów USA. Czwartek przyniósł news o robotaxi w Austin: Model Y bez ludzkiego kierowcy w środku, nadzorowane zdalnie przez inne Tesle z zaawansowanym softem. Beta FSD wystartowała w 2020, ale Musk potrzebuje 10 milionów aktywnych subskrypcji do 2035, by zgarnąć pełny miliardowy pakiet płacowy.
Kontrowersje? Mnóstwo. NHTSA liczy setki kraks i 13 śmiertelnych wypadków z Autopilotem – kierowcy zbyt ufali systemowi, bo Tesla obiecywała cuda.
Musk i wizja autonomii – obietnice kontra rzeczywistość
Czy Tesla naprawdę jest gotowa na rewolucję? Musk wierzy w „unsupervised driving”, ale regulatorzy i dane mówią co innego. Zawieszenie licencji w Kalifornii? DMV dało 60 dni na poprawę – Tesla zareagowała, porzucając nazwę Autopilot. Czy to wystarczy? Kalifornia, z jej surowymi przepisami, może być testem dla całej branży.
Dla nas, kierowców, to znak czasów. Podstawowe systemy odchodzą w cień, a subskrypcje kuszą taniością – ale z haczykiem rosnących cen. Tesla stawia na FSD jako przyszłość, lecz historia pokazuje: obietnice Muska często wiszą w powietrzu. Robotaxi w Austin to krok naprzód, ale zdalne nadzór przypomina, że pełna autonomia wciąż jest snem. Czy zapłacisz 99 zeta miesięcznie za „sen za kierownicą”? Czas pokaże.