Czy Polska utknie w erze „kopciuchów” na kolejne dekady? Perspektywy wymiany milionów starych pieców węglowych i drzewnych rysują się niepokojąco, a mechanizm programu „Czyste Powietrze” budzi coraz więcej kontrowersji. Zamiast transformacji energetycznej, mamy impas, który może kosztować nas zdrowie i czas. Czy wizje szybkiego oczyszczenia powietrza to tylko mrzonki urzędników, czy może błędy wdrożeniowe blokują realną pomoc dla Polaków?

Alarmujące prognozy: 30 lat do czystego powietrza?
Zapowiadana walka z zanieczyszczeniem powietrza, symbolizowana przez wymianę pozbawionych certyfikatów, tak zwanych „kopciuchów”, wydaje się utknąć w martwym punkcie. Polak alarmuje, że jeśli obecne tempo adopcji programu się utrzyma, Polacy będą musieli czekać na wymianę 2,5 miliona starych kotłów na węgiel lub drewno ponad trzy dekady! To scenariusz, który trudno zaakceptować, biorąc pod uwagę skalę problemu smogu w naszym kraju. W obliczu tych wyliczeń, optymistyczne szacunki Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) mówiące o osiągnięciu celu do roku 2032 r., brzmią jak życzeniowe myślenie.
Właśnie ta rozbieżność w prognozach sugeruje, że system wsparcia – choć teoretycznie szczytny – w praktyce boryka się z poważnymi przeszkodami strukturalnymi. Jak zauważa przedstawiciel samorządu: „Szczególnie martwi nas fakt, że w praktyce dostęp do nowej wersji programu dla osób o niskich dochodach jest bardzo ograniczony”. To jest sedno sprawy. Dla wielu gospodarstw domowych dopłaty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych na nowoczesne źródło ciepła pozostają kwotą nieosiągalną bez natychmiastowego, efektywnego wsparcia.
Problem staje się narastający kryzys finansowy dla realizatorów. Tomasz Ożóg, zastępca burmistrza Skawiny, wskazuje na fiasko mechanizmu prefinansowania: „Tych ludzi nie stać na założenie kilkudziesięciu tysięcy złotych na inwestycję. Ten problem miał być rozwiązany przez mechanizm prefinansowania, ale obecnie wiele firm nie chce realizować projektów w tej formule, obawiając się, że nie otrzymają płatności z programu”. To tworzy toksyczne błędne koło: właściciele domów nie mogą znaleźć wykonawców gotowych pracować na kredyt zaufania do funduszu, a gminy, które – notabene – nie mają wpływu na obsługę beneficjentów przez wojewódzkie fundusze, zbierają gorzkie owoce frustracji mieszkańców.
NFOŚiGW kontratakuje: Liczby nie kłamią, czyżby?
W tle narastającej krytyki, zwłaszcza tej dotyczącej niedawnej przerwy w naborze wniosków (trwającej od końca listopada 2024 r. do 31 marca 2025 r.), przedstawiciele NFOŚiGW starają się uspokoić nastroje. Przerwa ta, argumentowana koniecznością „uszczelnienia” programu przed nadużyciami, spotkała się z ostrą reakcją, bo dla wielu oznaczała zamrożenie działań proekologicznych.
Fundusz stanowczo odpiera zarzuty o „zapaść” w programie, przedstawiając dane sugerujące powolne, ale systematyczne odbicie po przestoju. Analizując miesięczne statystyki składanych wniosków po wznowieniu 31 marca bieżącego roku, widać pewien trend wzrostowy. Miało być 182 wnioski średnio w kwietniu, by wzrosnąć do 969 w maju i aż 1924 w lipcu – choć październik pokazał niewielkie cofnięcie do 1394. W samym NFOŚiGW podkreślają: „Liczba wniosków w programie jest przyjmowana na bieżąco, wniosków systematycznie przybywa od wznowienia programu 31 marca br. Do końca lipca notowano systematyczny wzrost – z ok. 1,7 tys. do ponad 2 tys. wniosków tygodniowo”.
Patrząc na twarde liczby realizacji finansowej do 14 listopada 2025 roku, złożono 42,7 tysiąca wniosków o dofinansowanie w ramach nowej formuły. Rozpatrzono z nich 26,7 tysiąca. Całkowite wypłacone środki, obejmujące zaliczki i częściowe płatności, to 63,3 miliona złotych. Choć te kwoty w kontekście całego kraju i koniecznych, gigantycznych inwestycji mogą wydawać się kroplą w morzu, NFOŚiGW zdaje się podkreślać, że mechanizm ruszył i generuje realne przepływy finansowe. Pytanie brzmi: czy to tempo jest wystarczające, by uniknąć scenariusza trzydziestoletniego oczekiwania na czyste powietrze? Z pewnością samorządy i alarmujące organizacje mają na ten temat inne zdanie.