Czy sztuczna inteligencja to nowy apokaliptyczny zwiastun dla rynku pracy, czy może rodząca się szansa na rewolucyjny wzrost produktywności? Dyskusje gorączkują, a eksperci dzielą się na dwa obozy – tych, którzy widzą tylko masowe zwolnienia, i tych, którzy przepowiadają erę niespotykanych innowacji. Prawda, jak zwykle, leży prawdopodobnie pośrodku, ale droga do niej wcale nie musi być prosta.

Prognozy jak wróżenie z fusów: Dlaczego nikt tak naprawdę nie wie, co się stanie?
Mówienie dzisiaj o tym, jaki będzie precyzyjny wpływ AI na funkcjonowanie firm i do jakiego stopnia zastąpi pracowników, prowadząc do wielkich zwolnień, to czyste „wróżenie z fusów”. Jak zauważają analitycy, ludzie, którzy to robią, generalnie się mylą. Dlaczego? Bo mierzą się z przyszłością, której sami nie znają. Sztuczna inteligencja to zjawisko określane jako technologia ogólnego zastosowania (general purpose technology). Jest powszechna, stale udoskonalana, innowacyjna i, co kluczowe, sama generuje kolejne innowacje.
Jej wpływ na organizacje i całe społeczeństwo będzie zatem bez wątpienia istotny – i to już czujemy, rozmawiając choćby z popularnym czatem. Czy ostatecznie doprowadzi to do masowych redukcji etatów, czy może do kolosalnego podniesienia produktywności? Tego po prostu nie wiemy. Prawdopodobnie i jedno, i drugie, ale z pewnością w perspektywie średnio- i długoterminowej, a nie natychmiastowej. Tymczasem giganci technologiczni – Microsoft, Amazon, Google czy Oracle – pompują w ten sektor miliardy dolarów, budują serwerownie, a zapotrzebowanie na energię, którą AI „żre w kosmicznym tempie”, rośnie lawinowo. Wszyscy piszą książki o cywilizacji zmierzającej ku technologicznej przyszłości, w której AI będzie absolutnie kluczowa.
Wygodna wymówka czy konieczność? Dlaczego firmy zwalniają, używając AI jako tarczy
Coraz częściej napotykamy komunikaty o zwolnieniach w wielkich korporacjach. Czy rzeczywiście firmy muszą to robić? Być może. Jednak AI stała się obecnie najwygodniejszą wymówką dla restrukturyzacji, i to nie tylko na rynku amerykańskim.
Znacznie lepiej dla inwestorów brzmi bowiem komunikat typu: „Przeprowadzamy zwolnienia, ponieważ wdrażamy na masową skalę najnowocześniejszą technologię ogólnego zastosowania, czyli AI, co kosztuje miliardy i będzie kosztować miliardy, zatem musimy ciąć koszty, by zarządzać rosnącym zadłużeniem”. To brzmi o niebo lepiej niż: „Zwalniamy najmniej efektywnych pracowników, redukujemy zatrudnienie z powodu spowolnienia gospodarczego, wojen handlowych czy po prostu presji na wynik kwartalny”. W biznesie narracja jest równie ważna jak wyniki, a narracja o rewolucji AI jest obecnie niezwykle nośna w przestrzeni inwestycyjnej.
Presja rynkowa i ciche eliminowanie najmłodszych
Presja na cięcie kosztów jest ogromna. Przez dekadę niemal nieprzerwanie rosła wartość spółek giełdowych – indeks S&P 500 urósł o ponad 230 procent, a Dow Jones poszedł w górę o około 200 procent. Teraz zmiana sytuacji gospodarczej, tarcia celne i niestabilność geopolityczna sprzyjają ostrożności inwestorów. Widać to choćby po drastycznych spadkach wycen takich firm jak Oracle czy Facebook (Meta).
Dlatego, jeśli korporacje chcą utrzymać pozytywną ocenę w oczach Wall Street, muszą jednocześnie komunikować swoje „adaptacyjne zmiany” związane z AI i agresywne redukcje kosztów. Dane z globalnej gospodarki pokazują, że faktycznie dochodzi do zwolnień, ale niekoniecznie są one masowe i „nadmiarowe”. Co niepokojące, pojawił się natomiast wyraźny trend spadkowy w zatrudnianiu, zwłaszcza młodych ludzi. Być może to jest najgroźniejszy skutek: AI zostanie najszybciej wykorzystana do przejmowania prostych, standaryzowanych zadań, które normalnie wykonywali pracownicy z relatywnie niewielkim doświadczeniem – czyli juniorzy i osoby na początku kariery.
Gdzie uderzy najmocniej? Rywalizacja w strefie superkonkurencyjnej
Wpływ AI będzie zróżnicowany geograficznie i sektorowo, ale można postawić tezę, że najsilniej odczują go te firmy, które już teraz są na szczycie – te najlepsze, „superkonkurencyjne”. To one dysponują kompetencjami i zasobami, by wdrożyć AI na maksymalną skalę. To stąd płyną komunikaty o zwolnieniach od Amazona, Oracle czy Microsoftu. Tam AI może być autentycznym powodem redukcji etatów, ponieważ technologia ta staje się dźwignią ich przewagi.
W efekcie, jedynym pewnym skutkiem, jaki obserwuję, jest drastyczne pogłębienie trudności w konkurowaniu z tymi absolutnie najlepszymi firmami. Ich przewaga konkurencyjna będzie rosła w tempie wykładniczym, a rynek jako całość stanie się mniej otwarty i konkurencyjny. Oczywiście, wszystko to może się odwrócić. Ale na razie wydaje się, że AI konsoliduje władzę kapitału w rękach tych, którzy już ją mają.