Wokół szefa BBN zawrzało — czy debata o zdrowiu psychicznym ministra to polityczny atak, czy konieczność transparentności? Sprawa leczenia psychiatrycznego Sławomira Cenckiewicza wywołała lawinę komentarzy, ale źródło tej burzy może zaskakiwać. Zanim media i opinia publiczna weszły do gry, on sam zaprosił do środka, ekscytując się własnym triumfem prawnym.

Cenckiewicz sam otworzył drzwi do dyskusji o leczeniu?
Debata publiczna dotycząca stanu zdrowia psychicznego Sławomira Cenckiewicza, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), z pewnością nie rozpoczęła się z inicjatywy redakcji „Wyborczej”. Jak wynika z dostępnych informacji, to sam Cenckiewicz, publicznie celebrując korzystny dla siebie wyrok, nieświadomie (lub świadomie) dostarczył amunicji do dalszej analizy. Ujawnienie informacji o stanie zdrowia osoby zajmującej tak wrażliwe stanowisko wydaje się być sednem całego zamieszania. Dlaczego miliony Polek i Polaków borykają się z problemami psychicznymi, a w przypadku osoby na tak wysokim szczeblu politycznym, ta kwestia staje się nagle tematem publicznym? Odpowiedź leży w kluczowej zasadzie: osoba piastująca takie stanowisko nie może kłamać.
Sprawa nabrała tempa 20 października, po publikacji „Rzeczpospolitej”. Materiał ten dogłębnie omawiał pomyślny dla Cenckiewicza wyrok pierwszej instancji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Cenckiewicz, jak się okazało, publicznie „zachwycał się tekstem »Rz«”. To właśnie w tym tekście, powołując się na dokumenty sądowe, przedstawiono szczegółowe dane dotyczące jego historii medycznej.
Lista ujawnionych faktów: Sądowe szczegóły lądują w prasie
Fakt, że Cenckiewicz publicznie chwalił artykuł, w którym znalazły się niewygodne (lub, jak w przypadku prawnej oceny, „nieistotne”) szczegóły, jest kluczowy. W tekście „Rzeczpospolitej” pojawiły się – z podanymi datami – informacje, które wcześniej mogły pozostać w sferze prywatnej, ale teraz stały się elementem publicznej debaty o weryfikacji urzędników państwowych.
W świetle tej publikacji, jawność nabrały następujące elementy dotyczące szefa BBN:
konsultacje psychiatryczne z 2020 r.,
8-miesięczne leczenie farmakologiczne,
szczegółowe informacje o pięciu receptach na leki mające wpływ na Ośrodkowy Układ Nerwowy,
a także ocena tych samych leków przez sąd, uznająca je za „nieistotne z punktu widzenia Ankiety Bezpieczeństwa”.
Można zatem argumentować, że to nie dziennikarze sami „wywołali publiczną dyskusję o leczeniu psychiatrycznym”, lecz Cenckiewicz, chwaląc artykuł, który zamieszczał te detale, w zasadzie zatwierdził ich ujawnienie. Pytanie brzmi: czy osoba zarządzająca bezpieczeństwem narodowym musi być tak transparentna w kwestii swojego zdrowia, zwłaszcza gdy leki wpływają na Ośrodkowy Układ Nerwowy?
Dlaczego prawda o lekach staje się elementem weryfikacji stanowiska publicznego?
Chociaż intencją publikacji miało być rzekomo ukazanie, że „Artykuł »Wyborczej« nie miał na celu napiętnowania Sławomira Cenckiewicza za to, że miał problemy psychiczne. Mają je miliony Polek i Polaków”, sedno sprawy często sprowadza się do fundamentalnej kwestii zaufania i wiarygodności. Kiedy urzędnik najwyższego szczebla, zajmujący się bezpieczeństwem, ma za sobą historię leczenia psychofarmakologicznego, społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jak wpływa to na jego zdolność do podejmowania krytycznych decyzji.
Ważne jest tu rozróżnienie: samo doświadczenie problemów psychicznych nie dyskwalifikuje. Jak słusznie zaznaczono, „Mają je miliony Polek i Polaków”. Problem pojawia się, gdy te fakty są ukrywane lub gdy — jak sugerują krytycy — istniała próba wprowadzenia w błąd w procesie weryfikacyjnym. Jeśli sąd uznał leki za „nieistotne z punktu widzenia Ankiety Bezpieczeństwa”, to właśnie ten fragment staje się polem bitwy: dlaczego taka informacja miała trafić do opinii publicznej, skoro oficjalne procedury ją zbagatelizowały?
Ostatecznie, ujawnienie prawdy, skądkolwiek by ona nie pochodziła, w kontekście tak odpowiedzialnego stanowiska, stawia pod znakiem zapytania, czy praca na nim wymaga sterylnej czystości, czy wystarczająca jest „nieistotność” z punktu widzenia procedury.