Debata o podatkach i zgiełk wojny na wschodzie – czy Polacy są gotowi na dodatkowe obciążenia finansowe w obliczu globalnych napięć? Najnowsze sondaże rzucają ciekawe światło na nastroje społeczne, jednocześnie zza naszej wschodniej granicy docierają doniesienia o eskalacji konfliktu, która ma bezpośredni wpływ na nasze bezpieczeństwo.

Czy Polacy popierają nowe obciążenia? Dane z sondażu IBRIS
Dyskusje na temat potencjalnych nowych form opodatkowania budzą w społeczeństwie silne emocje, zwłaszcza w kontekście aktualnej sytuacji geopolitycznej. Badanie przeprowadzone przez IBRIS na zlecenie „Rzeczpospolitej” ujawnia nieprzychylne nastawienie do idei wprowadzenia kolejnego podatku, którego charakter mogłyby sugerować obecne okoliczności. Jak się okazuje, zdecydowana większość ankietowanych jest na nie. Liczby nie pozostawiają wątpliwości: 58 proc. badanych stwierdziło, że taki podatek nie powinien zostać wprowadzony. Analizując te dane głębiej, widzimy rozkład tej opozycji: 30,4 proc. respondentów wybrało odpowiedź „raczej nie”, podczas gdy 27,4 proc. określiło swoje stanowisko jako „zdecydowanie nie”. Oznacza to, że blisko sześciu na dziesięciu Polaków rezerwuje swój portfel dla siebie.
Z drugiej strony barykady znajduje się mniejszość, choć wciąż znacząca – około 32 proc. ankietowanych oceniło pomysł pozytywnie. W tej grupie 24,2 proc. skłania się ku opcji „raczej tak”, a zaledwie 8,2 proc. badanych jest „zdecydowanie za” taką inicjatywą. Pozostałe 9,1 proc. respondentów nie wypracowało sobie jeszcze jednoznacznego zdania w tej kwestii, pozostając w strefie zawieszenia. To interesujący mikrokosmos politycznych i ekonomicznych nastrojów – chęć wsparcia państwa kontra niechęć do osobistego uszczuplania dochodów.
Powietrzna ofensywa i jej echa nad Polską
Podczas gdy debaty fiskalne toczą się w politycznym salonie, na Ukrainie trwa intensywna konfrontacja, której dalekosiężne skutki niejednokrotnie odczuwamy również na polskim terytorium. Ostatnia doba przyniosła wzmożoną aktywność lotniczą po stronie rosyjskiej, ukierunkowaną między innymi na Kijów i obwód kijowski. To właśnie te działania wymusiły podjęcie nadzwyczajnych kroków ze strony polskiego państwa. Pojawiły się informacje o wstrzymaniu działań dwóch polskich lotnisk, co było bezpośrednią konsekwencją monitorowania aktywności rosyjskiego lotnictwa wojskowego nad Polską. Kiedy na wschodzie toczy się wojna, bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej staje się priorytetem numer jeden.
W wyniku nocnego ataku na obwód kijowski, według danych gubernatora obwodu, Mykoły Kałasznyka, celem była przede wszystkim infrastruktura krytyczna. Skutki tego ostrzału są tragiczne. W rejonie fastiwskim zginęła 74-letnia osoba, której ciało odnaleziono podczas gaszenia pożaru jej domu. Uszkodzone zostały liczne nieruchomości – jeden wielopiętrowy budynek mieszkalny i siedem domów jednorodzinnych. Poza tym ucierpiały zakłady produkcyjne oraz przestrzeń magazynowa. Sławutycz, jak poinformowano, został całkowicie pozbawiony dostaw energii elektrycznej, a wszystkie obiekty infrastruktury krytycznej musiały przejść na zasilanie awaryjne.
W samym Kijowie sytuacja również była napięta. Timur Tkaczenko, szef kijowskiej miejskiej administracji wojskowej, informował o pożarze w rejonie obołońskim. Uszkodzeniu uległo drugie piętro trzypiętrowej placówki medycznej, z której ewakuowano personel i pacjentów. Niestety, w zaatakowanym budynku znaleziono zwłoki jednej osoby, a dwie osoby zostały ranne. Ołeksandr Honczarenko raportował o bilansie tych ataków z 4 stycznia.
Rosyjskie straty i dezinformacja – zderzenie z rzeczywistością
Konflikt generuje nie tylko zniszczenia cywilne, ale i ogromne straty militarne, o których relacjonowanie jest równie skomplikowane, co weryfikacja doniesień ze strefy walk. Według danych podawanych przez stronę ukraińską, Rosjanie mieli utracić w ciągu doby 990 żołnierzy, a także 8 czołgów i 2 pojazdy opancerzone. Lista strat obejmuje również znaczące straty w sprzęcie: 29 zestawów artyleryjskich, 2 wyrzutnie rakietowe oraz 704 drony. Do tego dochodzi utrata 169 pojazdów, w tym cystern. Takie liczby, jeśli są prawdziwe, wskazują na niesamowity rozmach i intensywność starć.
Tymczasem na terytorium Rosji również odnotowano incydenty związane z fragmentami zestrzelonych obiektów powietrznych. Pożar w strefie przemysłowej miasta Jelec, jak poinformował gubernator obwodu lipieckiego Igor Artamonow, został wywołany szczątkami strąconego drona. To miejsce ma strategiczne znaczenie, gdyż zlokalizowane jest tam przedsiębiorstwo wytwarzające baterie, akumulatory i źródła zasilania dla zastosowań przemysłowych i wojskowych – w tym dla dronów. W ataku nikt nie ucierpiał, a ogień szybko opanowano. Odnotowano też zestrzeliwania nad Moskwą, gdzie Siergiej Sobianin potwierdził strącenie jednego z nich przez obronę przeciwlotniczą. W niedzielę Rosjanie informowali o zneutralizowaniu aż 41 dronów na podejściach do stolicy.
W rejonie Donbasu walki nadal trwają w rejonie Łymania, gdzie, jak podaje szef biura prasowego Zgrupowania Wojsk „Zachód” Iwan Bigma, kontratak mieli przeprowadzić żołnierze 92. Brygady Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy. Z kolei Dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy informowało o zrzucaniu bomb lotniczych na określone obwody, co potęguje dynamikę tego skomplikowanego frontu. Wizualizacja przedstawiająca mapę działań w 1411 dniu tej wojny stanowi ponure przypomnienie o skali trwającego konfliktu.