Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” rzuca cień na optymizm dotyczący przyszłości konfliktu na Ukrainie. Ciągle napływające doniesienia o stratach i nowych atakach pokazują, jak daleka jest perspektywa stabilizacji. Czy zbliżający się Nowy Rok przyniesie realną zmianę, czy tylko kolejną odsłonę wyniszczającej konfrontacji? Przyjrzyjmy się najnowszym doniesieniom z frontu i zza kulis wojny.

Czy Polacy wierzą w szybki pokój? Mroczne nastroje i rosyjskie deficyty
W świetle najnowszych danych, nastroje społeczne dotyczące zakończenia wojny na Ukrainie wydają się być dalekie od huraoptymizmu. Jak wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, obywatele mają powody, by wątpić w rychłe ustanie działań wojennych, co zresztą potwierdzają doniesienia z frontu, gdzie Rosja ponosi znaczące straty, lecz jednocześnie intensyfikuje ataki na infrastrukturę ukraińską. Chaos informacyjny i ciągła eskalacja zdają się cementować pesymistyczne prognozy.
Tymczasem, według doniesień ukraińskiego Ministerstwa Obrony, Rosja traci potężne ilości sprzętu i personelu. W ciągu jednej doby miała odnotować straty rzędu około dziewięciuset dziesięciu żołnierzy. Do tego dochodzi sześć czołgów, czterdzieści dwa zestawy artyleryjskie i aż pięćset dziewięćdziesiąt dronów. Jednak paradoksalnie, Rosja sama raportuje o rekordowych zestrzeleniach ukraińskich bezzałogowców. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało, że od godziny 16.00 do 23.00 czasu moskiewskiego 1 stycznia strącili 201 ukraińskich dronów. Nad samym obwodem biełgorodzkim miało spaść aż 51 maszyn. Czy te liczby to zimna kalkulacja strat, czy może element szerszej gry informacyjnej?
Cyrk dronów nad Rosją i ataki na terytorium wroga
Rosyjska przestrzeń powietrzna, zwłaszcza w okolicach strategicznych miast, stała się areną intensywnej wojny dronowej. Mer Moskwy, Siergiej Sobianin, informuje o strąceniu kolejnego bezzałogowca na podejściu do stolicy, a przez cały czwartek na tym obszarze miało być zneutralizowanych 33 ukraińskie drony. W efekcie tego „deszczu” z powietrza, wstrzymano ruch lotniczy na lotniskach w Samarze, Penzie, Saratowie oraz na podmoskiewskim Domodiedowo i Żukowskij. To są poważne zakłócenia logistyczne, które mają bezpośredni wpływ na gospodarkę i codzienne życie.
Nie lepiej sytuacja przedstawia się na Ukrainie. Gubernator obwodu zaporoskiego, Iwan Fedorow, poinformował o pożarach w stolicy obwodu po nocnym ataku dronów, w tym w czteropiętrowym budynku mieszkalnym. Wygląda na to, że wojna dotyka już nie tylko linii frontu, ale staje się także koszmarem miejskim. Z kolei chersońska rada miejska donosi o tragicznych skutkach rosyjskich ostrzałów – w ciągu miesiąca zginęło kilkanaście osób, w tym jedno dziecko, a rannych zostało blisko 150 cywilów.
Walka na głowy i dezinformację: Od kolaborantów po partyzantkę
Podczas gdy toczą się walki fizyczne, trwa intensywna wojna wywiadów i walka o morale ludności cywilnej. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) pochwaliła się sukcesem w walce z kolaborantami. Aresztowano 28-latka, który według SBU współpracował z FSB, dostarczając zdjęcia skutków rosyjskich uderzeń na obiekty energetyczne w Zaporożu i Dnieprze, co umożliwiało precyzyjniejsze ataki. Mężczyzna został skazany na 15 lat więzienia. Prawdziwą perełką w tej kategorii jest jednak historia 64-latki z Makiejewki. Dyrektorka przedszkola, wdrażająca „rosyjskie standardy edukacyjne”, została zatrzymana w Kijowie, gdy próbowała ubiegać się o paszport UE. Miała ona gorliwie zachęcać rodziców do współpracy z okupantem.
Tymczasem, ruch partyzancki ATESZ donosi o akcjach na tyłach wroga, publikując na Telegramie zdjęcia rozwieszonych ulotek w okupowanym Ługańsku. Według ich relacji, nastroje są coraz gorsze: „Zmęczenie wojną i brak zaufania do rosyjskiej propagandy narastają, coraz więcej mieszkańców myśli o tym, jak uzyskać wpływ na to, co się dzieje” – czytamy we wpisie ukraińskiego ruchu oporu. Ta „wojna psychologiczna” jest równie ważna jak ostrzał artyleryjski.
W tym samym czasie, na froncie wsparcia materialnego, mer miasta Ołeksandr Symczyszyn ogłosił przekazanie dronów o wartości 5,5 miliona hrywien (około 465 tysięcy złotych), nazywając je „najlepszymi prezentami na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok”. Nawet mer Kijowa, Witalij Kliczko, odwiedził jednostki wojskowe, składając żołnierzom noworoczne życzenia, podkreślając znaczenie ciągłego wsparcia dla obrońców stolicy.