Szykuje się prawdziwa rewolucja w polskim sądownictwie, a jej epicentrum ma być nowa ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt, który ma przywrócić konstytucyjny porządek, ale już teraz wiadomo, że nie obędzie się bez kontrowersji i trudnych kompromisów. Czy to krok w dobrą stronę, czy jedynie polityczna gra pozorów, która zostawia w systemie prawnym tykającą bombę?

Nowe rozdanie w sądach, czyli jak uzdrowić Krajową Radę Sądownictwa?
Zmiany w sądownictwie, które zaszły po 2015 roku, przez wielu prawników i obserwatorów sceny politycznej zostały uznane za demontaż państwa prawa. Symboliczny stał się los Krajowej Rady Sądownictwa, której kadencję przerwano i zmieniono sposób wyboru sędziowskich członków – od tego momentu wybierali ich politycy, a nie, jak wcześniej, samo środowisko sędziowskie. Teraz rządzący próbują ten proces odwrócić. Sędzia Waldemar Żurek, jedna z twarzy oporu przeciwko poprzednim zmianom, nie owija w bawełnę, oceniając minione lata.
- Kluczem zamachu na państwo prawa było skrócenie ustawą konstytucyjnej kadencji Krajowej Rady Sadownictwa. To była rzecz bez precedensu po czasach komunizmu. Po demokracji nastąpił czas łamania konstytucji poprzez zwykłe ustawy – mówił sędzia Żurek na początku konferencji.
Receptą na uzdrowienie sytuacji ma być powrót do korzeni, ale w nowocześniejszej formie. Nowy projekt zakłada, że piętnastu sędziów-członków KRS będzie wybieranych w wyborach powszechnych, równych i bezpośrednich przez wszystkich sędziów w Polsce. Co istotne, za organizację i transparentność tego procesu ma odpowiadać Państwowa Komisja Wyborcza, co ma zagwarantować bezstronność i uciąć wszelkie spekulacje. To fundamentalna zmiana, która ma przywrócić Radzie niezależność od władzy wykonawczej i ustawodawczej.
Kompromis, który budzi emocje, czy furtka dla neosędziów?
Diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Największe dyskusje i spory wywołuje propozycja kompromisu. Zgodnie z nowym projektem, o miejsce w nowej, legalnie wybranej KRS, będą mogli ubiegać się również sędziowie, którzy otrzymali awans z udziałem obecnej, upolitycznionej Rady. Dla części środowiska to gorzka pigułka do przełknięcia i swoiste zalegalizowanie statusu tak zwanych neosędziów. Z drugiej strony, autorzy projektu próbują wprowadzić bezpieczniki. Kandydować do KRS będą mogli tylko sędziowie o ugruntowanej pozycji i doświadczeniu.
Projekt stawia twarde warunki: kandydat musi legitymować się co najmniej dziesięcioletnim stażem orzeczniczym. To nie wszystko – dodatkowo musi przepracować minimum pięć lat w sądzie, w którym aktualnie pełni służbę.
- Chcemy, żeby tam były osoby z pewnym niedużym, ale jednak doświadczeniem pracy w sądzie – stwierdził Żurek.
To ma być gwarancją, że do Rady trafią osoby z realną wiedzą o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości, a nie nominaci z szybkiej ścieżki awansu. Co więcej, poszerzono krąg podmiotów uprawnionych do zgłaszania kandydatów. Oprócz samych sędziów, swoich przedstawicieli będą mogły wskazywać kluczowe samorządy zawodowe: Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych oraz Krajowa Rada Notarialna.
Społeczne oko na sędziów? Nadchodzi nowy organ doradczy
Nowa ustawa o KRS to nie tylko zmiany personalne i wyborcze. Projekt wprowadza zupełnie nową instytucję – Radę Społeczną, która ma działać przy Krajowej Radzie Sądownictwa. Ma to być organ o charakterze doradczym, składający się z przedstawicieli organizacji pozarządowych, uczelni wyższych i innych instytucji zaufania publicznego. Celem jest otwarcie hermetycznego dotąd świata sędziowskiego na głos obywateli i zwiększenie społecznej kontroli nad procesem powoływania i awansowania sędziów. Czy Rada Społeczna stanie się realnym ciałem recenzującym pracę KRS, czy tylko fasadową instytucją bez realnego wpływu? Czas pokaże, ale sam pomysł jest odważnym krokiem w kierunku transparentności, której wymiarowi sprawiedliwości tak bardzo dziś potrzeba.