Wyobraźcie sobie tę sytuację: sędzia, który powinien wymierzać sprawiedliwość, staje się obiektem łowieckim organów ścigania. Sławomir Bezak to nie jest fikcja literacka; to jedyny w Polsce sędzia, za którym wystawiono list gończy. Jak to się stało, że wymiar sprawiedliwości sam stał się uciekinierem i co teraz grozi człowiekowi, który jeszcze niedawno zasiadał w sądzie warszawskim?

Sędzia na tropie: Dlaczego sędzia Sądu Rejonowego w Warszawie stał się poszukiwanym?
Przypadek Sławomira Bezaka rzuca niepokojące światło na system, który z założenia ma być kwintesencją praworządności. Mamy tu do czynienia z sytuacją, która budzi co najmniej zdumienie – sędzia Sądu Rejonowego miasta stołecznego Warszawy jest osobą poszukiwaną międzynarodowo. Mówimy tu o procedurze, która uruchamiana jest tylko w najpoważniejszych przypadkach, a w kontekście urzędnika państwowego z sejmową immunitetem (lub jego pozostałościami) nabiera szczególnego ciężaru gatunkowego.
Prokuratura nie szczędzi mu zarzutów. W tle pojawia się osiem poważnych przewinień, które oscylują wokół sfery urzędniczej i, co gorsza, korupcyjnej. Dla każdego obywatela, który wierzy, że sądy to ostoja etyki, takie oskarżenia są jak policzek. Bezak uciekał przez ponad sześć lat, odnajdując tymczasowe schronienie – najpierw – jak donoszą źródła – na Ukrainie, by ostatecznie przenieść się do Kanady. To nie jest spontaniczny urlop; to długotrwała strategia unikania odpowiedzialności karnej.
Pensja, nagrody i dyscyplina pod Ziobrą: Paradoksy polskiego wymiaru sprawiedliwości
Co jest najbardziej bulwersujące w tej historii? Fakt, że mimo iż sędzia Bezak ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, nadal cieszył się pewnymi przywilejami. Czytamy, że „wciąż pobiera część wynagrodzenia, dostał nawet nagrodę jubileuszową”. To rodzi fundamentalne pytania o mechanizmy kontrolne w sądownictwie. Jak to możliwe, że osoba poszukiwana listem gończym jest formalnie traktowana jako podlegająca prawu pracy, a co więcej – nagradzana przez instytucję, przed którą ucieka?
Dopiero niedawno, po latach postępowania dyscyplinarnego, które, jak zaznaczono, „przedłużało się w czasach Zbigniewa Ziobry”, doszło do fizycznego pozbawienia go stanowiska sędziego. To orzeczenie, choć symboliczne, nie kończy sprawy. Wyrok ten, jak to bywa w skomplikowanych prawnie batalii, nie jest prawomocny.
Decyzja Sądu Najwyższego: Czas na ostateczne rozstrzygnięcie?
Obrona Bezaka nie zamierza odpuścić. Obrońca sędziego złożył odwołanie do Sądu Najwyższego, żądając zdecydowanych kroków. W piśmie procesowym sformułowano konkretne żądania: albo całkowite uchylenie orzeczenia o pozbawieniu urzędu i skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia, albo, co byłoby jeszcze bardziej spektakularne, uniewinnienie sędziego. Stanowisko obrony jest jasne i agresywne. W obliczu listu gończego i poważnych zarzutów korupcyjnych, takie wezwanie do uniewinnienia jest prawniczym szaleństwem lub desperacką próbą wykorzystania wszelkich dostępnych ścieżek odwoławczych. Cała uwaga skupia się teraz na tym, jak Sąd Najwyższy rozpatrzy to odwołanie. Czy system obroni własną integralność, czy też proces Bezaka stanie się dowodem na skuteczność prawnych manewrów uciekiniera?