Czy da się odzyskać pieniądze z polisy, która okazała się finansową pułapką? Wygląda na to, że tak, nawet jeśli już raz coś z niej wyciągnąłeś. To orzeczenie, które zapadło po interwencji Rzecznika Finansowego, pokazuje, że ubezpieczyciele nie zawsze mogą spać spokojnie, gdy w grę wchodzą skomplikowane produkty inwestycyjne.

Polisa UFK – miód na ustach, gorycz w portfelu
Sprawa, która właśnie znalazła swój prawomocny finał, dotyczy klasycznego problemu ostatnich lat – umowy ubezpieczenia na życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym (UFK). Czytając prospekt, klient widział obietnicę wzrostu kapitału i elastyczności. W praktyce? Dostali ochłapy. Te polisy, łączące protekcję na wypadek śmierci z inwestowaniem części składki w fundusze zamknięte, brzmią niesamowicie, dopóki nie zderzysz się z rzeczywistością rynkową. Gdzieś między obietnicą zysku a ryzykiem lokowania kapitału w certyfikatach inwestycyjnych, zniknęły środki.
Gdy klient postanowił odzyskać to, co wpłacił, okazało się, że po rozwiązaniu umowy otrzymał zaledwie około 5 tysięcy złotych tytułem tzw. wykupu. Kwota ta była drastycznie niska w porównaniu z sumą wpłaconych środków. Mówi o tym mec. Łukasz Owczarski, który prowadził tę sprawę z ramienia Rzecznika Finansowego:
– Tak też było w przedstawionym przypadku. Klient po rozwiązaniu umowy, uzyskał tylko niewielką część pieniędzy – około 5 tys. zł z tytułu tzw. wykupu umowy – wyjaśnia mec. Owczarski.
Inwestycyjna naiwność kontra spryt ubezpieczyciela
Najbardziej niepokojący jest profil klienta. Nie był to wytrawny gracz giełdowy, a osoba szukająca po prostu bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności. Problem polega na tym, że polisy UFK, choć nominalnie ubezpieczeniowe, niosą ze sobą dwa potężne ciosy: ryzyko inwestycyjne (brak gwarancji zysku, potencjalny spadek wartości kapitału) oraz koszty likwidacyjne i zarządzania, które potrafią zżerać rentowność w zastraszającym tempie.
Ubezpieczyciel miał czelność prezentować ten produkt jako „umiarkowanie bezpieczny”. To klasyczne mydlenie oczu. Prawnicy Rzecznika Finansowego wykazali, że towarzystwo ubezpieczeniowe kompletnie zignorowało interes klienta. Co więcej, konstrukcja produktu nie przewidywała żadnych zabezpieczeń na wypadek, gdy podmiot zarządzający funduszem – w tym przypadku inwestującym w certyfikaty – postanowi wstrzymać wykup jednostek. To oznaczało, że klient nie miał dokąd uciec, gdy wartość spadła.
Prawomocny cios: Ostateczny zwrot gotówki
W obliczu niesprawiedliwości, interwencja Rzecznika Finansowego przyniosła skutek, którego niejedna osoba poszkodowana przez podobne produkty może pozazdrościć. Wyrok jest prawomocny. A to oznacza rewolucję finansową dla poszkodowanego.
Mecenas Owczarski podsumowuje finał tej batalii z satysfakcją, która brzmi jak bat na całą branżę:
– Orzeczenie jest prawomocne, co oznacza, że klient otrzyma zwrot zatrzymanych przez ubezpieczyciela środków – około 20 tys. zł, zamiast wypłaconych wcześniej z tytułu tzw. wykupu polisy. ok. 5 tys. zł – mówi mec. Łukasz Owczarski, który prowadził tę sprawę z ramienia Rzecznika Finansowego.
Dwadzieścia tysięcy złotych zwrotu zamiast zaledwie pięciu – to jest różnica między traktowaniem klienta jak partnera a traktowaniem go jak anonimowe źródło zysku dla korporacji. Ta sprawa pokazuje, że nawet po latach i po wypłacie minimalnego wykupu, batalia prawna może odwrócić niekorzystny los inwestycji, zwłaszcza gdy ubezpieczyciel nie zadbał o podstawowe zasady rzetelności informacyjnej przy sprzedaży produktów obarczonych tak wysokim ryzykiem.