Polska Marynarka Wojenna szykuje się na rewolucję w rozpoznaniu. Nowe okręty typu Delfin, budowane z polskim sercem i szwedzką precyzją, staną się oczami i uszami floty na Bałtyku. Czy te „niewidzialne szpiedzy” zmienią układ sił na morzu? Przekonajmy się, kto i jak je tworzy.

Kto stoi za polskimi Delfinami?
Wyobraź sobie okręt, który nie strzela salwami, ale nasłuchuje szeptów wrogich radarów. To właśnie rola okrętów typu Delfin, a ich realizacja to mieszanka polskiego przemysłu i skandynawskiego doświadczenia. Głównym graczem jest szwedzki koncern Saab, który bierze na siebie ciężar ogólnego projektu. Jak podaje źródło: > Koncern jest odpowiedzialny za ogólny projekt jednostek oraz za integrację wszystkich zaawansowanych systemów misji, a także za dostarczenie i montaż kluczowych sensorów radioelektronicznych (wywiadowczych) oraz systemów komunikacji.
Saab nie poprzestaje na tym – zapewni też pełny pakiet wsparcia logistycznego podczas eksploatacji. Ale kadłub i serce okrętu? Tu wkracza polska Stocznia Remontowa Shipbuilding jako kluczowy podwykonawca. > Stocznia Remontowa Shipbuilding jest w tym kontrakcie podwykonawcą odpowiedzialnym za budowę platform, czyli budowę samych okrętów. Stocznia buduje kompletne, wyposażone jednostki wraz z napędem i systemami okrętowymi.
Do tego dochodzą próby portowe (HAT) i morskie (SAT), by potwierdzić, że wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. A polskie biuro MMC Ship Design & Marine Consulting Ltd.? Ono wspiera Saaba projektowo. > Wcześniej biuro to było podwykonawcą Saaba w czasie realizacji kontraktu dla Marynarki Wojennej Szwecji na dostawę okrętu rozpoznania radioelektronicznego Artemis (A 202), na którego projekcie oparte są polskie Delfiny (kadłub Artemisa zbudowała Stocznia Remontowa „Nauta” należąca do PGZ).
Nie brakuje też innych polskich firm jako podwykonawców, choć ich nazwy na razie owiane tajemnicą. > Jako podwykonawcy w projekt budowy okrętów typu Delfin zaangażowanych ma być także kilka innych polskich przedsiębiorstw. Ich nazw dotychczas jednak nie ujawniono. To pokazuje, jak polski przemysł morski rośnie w siłę – od stoczni po biura projektowe.
Nowe okręty, czyli uszy i oczy polskiej floty
Te jednostki to nie zwykłe kutry, to morscy detektywi. Zbierają dane w pełnym spektrum radioelektronicznym: SIGINT i ELINT. Krótko mówiąc, podsłuchują i analizują sygnały radarowe oraz komunikacyjne. > Nowe okręty będą służyć do pozyskiwania danych rozpoznawczych w pełnym spektrum radioelektronicznym (SIGINT/ELINT), w tym do przechwytywania i analizy sygnałów radiolokacyjnych oraz komunikacyjnych, a także rozpoznania hydroakustycznego.
Szczegóły wyposażenia? Tajemnica państwowa. Ale wiemy, że złapią każdy sygnał w morskim paśmie częstotliwości – od COMINT po ELINT. Do tego zaawansowane optoelektronika na cele nawodne (IMINT) i sonary na podwodne szmugle. > Wiadomo natomiast, że wyposażenie jednostek umożliwi przechwytywanie i analizę sygnałów radiolokacyjnych (ELINT) oraz komunikacyjnych (COMINT) w całym zakresie częstotliwości stosowanych na morzu. W zakresie rozpoznania obrazowego (IMINT) okręty wyposażone mają być w zaawansowane systemy optoelektroniczne do monitorowania celów nawodnych, a w zakresie rozpoznania hydroakustycznego w systemy monitorowania sytuacji pod powierzchni wody i analizy sygnałów akustycznych jednostek pływających.
Czy to wystarczy, by Polska nie dała się zaskoczyć? W erze hybrydowych zagrożeń – na pewno. Delfiny to krok ku flocie, która myśli szybciej niż wróg działa.
Polskie Delfiny kontra światowi rywale
A co z kontrowersjami? Niektórzy pytają: po co nam szwedzkie systemy, skoro mamy własny geniusz? Ale prawda jest taka, że współpraca z Saabem to nie kapitulacja, lecz transfer technologii. Bazując na Artemisie, budujemy coś lepszego, szytego na bałtyckie realia. Inni podwykonawcy tylko wzmacniają ten łańcuch. Te okręty nie tylko nasłuchują – one dają Polsce przewagę informacyjną, której Rosja czy Chińczycy mogą позazdrościć. Krótko: Delfiny to inwestycja w przyszłość, nie fanaberia.