Oto znów gorąco w Afryce Zachodniej! Gwinea Bissau, kraj powszechnie znany jako przejściowy punkt dla kokainy płynącej do Europy, ponownie staje w ogniu politycznego kryzysu, podsycanej atmosferą chaosu i wzajemnych oskarżeń o pucze. Czy najnowsze doniesienia o rzekomym aresztowaniu prezydenta to kolejny akt tej niekończącej się telenoweli, czy może jednak prawdziwa próba sił?

Prezydent w cieniu zamachu: Czy Embalo jest bezpieczny, czy to tylko gra pozorów?
Gwinea Bissau, dom dla około dwóch milionów ludzi, rozciągająca się między dynamicznym Senegalem a Gwineą, od dawna zmaga się z niestabilnością, będąc jednocześnie kluczowym – i niestety, bolesnym – elementem na trasie przemytu kokainy na nasz kontynent. Najnowsza fala niepokoju dotyczy samego prezydenta, Umaro Sissoco Embalo. Status jego zatrzymania pozostaje mglisty, co jest charakterystyczne dla politycznej scenerii tego państwa. Według niepotwierdzonych informacji, powoływanych przez agencję Reutera, prezydent miał przebywać w biurze szefa sztabu armii – co w kontekście kraju przyzwyczajonego do interwencji wojskowych brzmi jak kiepskie alibi.
Rywal prezydenta: „Zamach stanu to mistyfikacja!”
W trakcie gdy media spekulują o losie Embalo, jego polityczny antagonista ostro kontratakuje, sugerując, że cała historia to wyreżyserowany spektakl polityczny. Fernando Dias, który przegrał batalię prezydencką, ogłosił w środowym nagraniu, że posiada wolność i znajduje się w bezpiecznej enklawie. Co więcej, Dias otwarcie zarzuca obecnej władzy, że całe zamieszanie ma na celu zdyskredytowanie jego zwycięstwa wyborczego. Cytuje się jego słowa:
„- Jesteśmy celem fałszywego zamachu stanu przeprowadzonego tylko z tego powodu, że wygrałem wybory”
Ta narracja podważa wiarygodność doniesień o wojskowym przewrocie. Co ciekawe, na celowniku rzekomych spiskowców miał znaleźć się także były premier, Domingos Simoes Pereira – postać, która straciła prezydenturę na rzecz Embalo w 2019 roku i poparła diasowską kandydaturę. W tym regionie historia lubi się powtarzać, ale tym razem opowieść może mieć równie dobrze drugie dno, zorganizowane przez sam urząd prezydencki.
Kraj, który kocha wojskowe przewroty: Czy kryzys jest instrumentem politycznym?
Gwinea Bissau ma jeden z najbogatszych repertuarów wojskowych przewrotów na świecie. Od uzyskania niepodległości w 1974 roku, kraj ten doświadczył aż dziewięciu udanych lub nieudanych puczów do 2020 roku. Prezydent Embalo sam chwalił się, że za jego kadencji udało się zdusić w zarodku trzy takie próby. Jednak krytycy, jak zwykle, widzą to inaczej. Sugerują, że zamiast stabilizować kraj, Embalo cynicznie wywołuje kryzysy. Dowodem na tę tezę może być grudzień 2023 roku, kiedy to po rzekomym udaremnieniu kolejnej próby zamachu, Embalo rozwiązał parlament. Od tego czasu Gwineę Bissau paraliżuje brak organu władzy ustawodawczej. Do tego dochodzi niedawna, pod koniec października, informacja o aresztowaniu grupy oficerów podejrzanych o spiskowanie przeciwko rządowi. Czy najnowsze wydarzenia to kontynuacja strategii eliminowania opozycji pod pretekstem bezpieczeństwa?
W tej skomplikowanej geopolitycznej łamigłówce reagują także potężniejsi gracze. Unia Afrykańska i ECOWAS (Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej) wydały wspólne oświadczenie, w którym wyrażają swoje „głębokie zaniepokojenie” całą sytuacją, wskazując przy tym na aresztowania urzędników odpowiedzialnych za proces wyborczy. W tym dyplomatycznym zamieszaniu głos zabrała także Portugalia, dawny metropolia, która wezwała do natychmiastowego ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich. W Gwinei Bissau polityka i wojsko wydają się być nierozerwalnie splecione z pragnieniem utrzymania władzy i kontroli nad lukratywnymi szlakami narkotykowymi.