Rynek transportowy krwawi niepewnością, a prognozy zmuszają do zadawania trudnych pytań o przyszłość logistyki. Z jednej strony widzimy subtelne, ale konsekwentne wzrosty wskaźników, z drugiej zaś – głęboko zakorzenione problemy strukturalne, które nie dają sektora wytchnienia. Czy ten pozorny renesans utrzyma się, czy też branża znów wejdzie w fazę turbulencji? Przyjrzyjmy się najnowszym danym, które malują obraz rynku pełnego sprzeczności.

Niepewny wzrost: Kontrakty i wyjazdy w kontrze do niemieckiej słabości
Sytuacja na rynku transportowym przypomina jazdę po lodzie na lekkim gazie – niby jedziemy do przodu, ale wystarczy pomyłka, by zaliczyć poślizg. Dane cenowe, potwierdzone przez spostrzeżenia przedstawicieli Girteki oraz raport Upply–Ti–IRU, wskazują na zauważalny, choć ostrożny, wzrost. W ujęciu kwartalnym zarówno indeks stóp spot, jak i kontraktowych podniósł się o 1,7 punktu (do odpowiednio 134,3 i 134). Rocznie dynamika jest jeszcze wyraźniejsza: kurs spot wzrósł o 1,9 punktu, a kontraktowy aż o 3,1 punktu. Co ciekawe, ogólna wartość handlu detalicznego w Unii Europejskiej w sierpniu 2025 roku zanotowała solidne 1,1% wzrostu – to paliwo dla transportu.
Wskaźniki nastrojów potwierdzają, że klimat powoli się poprawia. Wskaźnik Nastrojów w Przewozie Drogowym za III kwartał uderzył w poziom 12,7, co stanowi imponujący wzrost o 4,5 punktu względem poprzedniego kwartału. Rosnąca liczba zleceń? Tak. Wyższe ceny frachtów? Oczywiście. Większość analityków patrzy w przyszłość z optymizmem, choć jest to optymizm pod znakiem zapytania. Aż 46,3% respondentów spodziewa się niewielkiego wzrostu stawek, podczas gdy wizja spadków (zaledwie 14%) jest najrzadsza od niemal dwóch lat. Rynek nie wierzy już w cofnięcie trendu.
Jednak dyrektor ds. rozwoju komercyjnego w Ti, Michael Clover, ostrzega przed nadmiernym entuzjazmem. Nawet jeśli perspektywy dla stawek w całej Europie wskazują na umiarkowaną presję wzrostową, napędzaną sezonowym dociążaniem magazynów przed świętami i lżejszym ożywieniem produkcji, to ożywienie to jest dalekie od równomiernego. Clover zauważa, że choć wzrost stóp kontraktowych odzwierciedla stabilizację aktywności produkcyjnej, to „ożywienie pozostaje kruche i nierównomierne w całej Europie, przy czym Niemcy nadal borykają się z problemami, a gospodarka Hiszpanii wykazuje znacznie silniejszą dynamikę”. Czy to oznacza, że transport europejski będzie funkcjonował na dwóch torach: silnej Południowej Europie i spowolnionych Niemczech? Zdecydowanie.
Koszty, czyli gdzie ucieka marża? Eurowiniety kontra paliwo
Jeśli myślimy, że wyższe stawki frachtowe automatycznie przełożą się na wyższe zyski przewoźników, to musimy szybko zrewidować nasze założenia. W drugim akcie tej logistycznej opery mamy do czynienia z armią rosnących kosztów operacyjnych. Dyrektywa eurowinietowa, niczym zimny prysznic, zafundowała branży mocne tąpnięcie.
Vincent Erard, starszy dyrektor ds. Strategii i Rozwoju IRU, nie pozostawia złudzeń co do tego, co obecnie najbardziej odciska się na budżetach firm transportowych. Stawki za transport drogowy idą w górę, i to szybko, przebijając nawet wskaźniki inflacji. Co jest motorem tej podwyżki? Jak podkreśla Erard: „opłaty drogowe stały się głównym czynnikiem napędzającym koszty operacyjne w całej UE, a stawki opłat za kilometr są zbliżone, a czasami nawet wyższe niż ceny paliw za kilometr”.
Pomyślmy o tym przez chwilę. Przez lata głównym wrogiem przewoźnika było wahadło cen ropy. Dziś musimy się równać z opłatami licencyjnymi, które po wdrożeniu dyrektywy stają się obciążeniem strukturalnym. To już nie jest kaprys rynku – to nowa norma regulacyjna, która wymusza radykalną rewizję biznesplanów. Presja ta wynika z bardziej złożonego i niepewnego otoczenia regulacyjnego, a nie tylko z prostego niedoboru taboru. W efekcie, podczas gdy popyt rośnie, a nastroje się poprawiają, koszty rosną w tempie, które pochłania wszelkie potencjalne zyski z wyższych stawek spot. W tym tańcu między popytem a regulacjami, kierowcy i przewoźnicy muszą wykazać się nie lada akrobacjami, by utrzymać się na powierzchni.