Historia Prawa i Sprawiedliwości to pasmo nieustannych rozłamów i wewnętrznych potyczek, które niczym trzęsienia ziemi regularnie wstrząsają formacją Jarosława Kaczyńskiego. Od epokowych odejść, które miały potencjał zmienić polską prawicę, po bieżące, zażarte spory o program i przyszłe przywództwo – ta partia rzadko kiedy może pochwalić się monolitem. Ale czy ten cykliczny chaos, zamiast niszczyć, paradoksalnie wzmacnia centralną władzę Prezesa?

Kiedy Ziobro, Kurski i Cymański odeszli: geneza rozłamów
Historia PiS-u zaczyna się od pewnego rodzaju kolektywnego rozczarowania, które materializowało się w bolesnych dla ugrupowania odsunięciach. Prawdziwym wstrząsem, który na zawsze zmienił krajobraz prawicy, był rok 2011. Wtedy to Komitet Polityczny podjął decyzję o wykluczeniu ze swoich szeregów trójki znaczących polityków: Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Konsekwencją tego ruchu było powstanie Solidarnej Polski, ugrupowania, które początkowo stanęło w wyraźnej opozycji do Macierzy.
Nie był to jednak odosobniony incydent. Historia partii jest usiana odejściami i „wykluczeniami”. Osoby takie jak Adam Bielan czy Jarosław Sellin również opuszczały pokład, by po latach, jak echo, wracać do łask lub pozostawać na politycznym wygnaniu. Najbardziej spektakularne były te rozstania, po których część byłych członków stała się zaciętymi oponentami PiS – mowa tu o postaciach takich jak Kazimierz Marcinkiewicz, Paweł Kowal, Jan Filip Libicki czy Joanna Kluzik-Rostkowska. To dowód na to, że wyjście z kręgu Kaczyńskiego często oznaczało diametralną zmianę politycznych barw.
Im bardziej Kaczyński wzmacniał się jako prezes, tym bardziej osłabiał PiS
Analizując te sejsmiczne przesunięcia, nasuwa się gorzka konstatacja: każdy rozłam, choć miał swoją unikalną przyczynę, wpisywał się w szerszy, powtarzalny schemat. Wzmacnianie scentralizowanej władzy prezesa Jarosława Kaczyńskiego często szło w parze z erozją partyjnej siły. Co ciekawe, mimo tych pęknięć, rozłamy nie zrodziły skutecznej konkurencji. Jak zauważono, politykom, którzy odeszli z PiS, „zwykle nie udawało się zbudować nowej partii z sukcesem konkurującej z ugrupowaniem macierzystym”. Żadne z powstałych wówczas ugrupowań nie zakorzeniło się trwale na scenie politycznej.
Mimo to, cena za wewnętrzną dyscyplinę była wysoka. Każdy punkt procentowy stracony przez zbuntowane frakcje, choć nie wystarczył do obalenia Kaczyńskiego jako lidera prawicy, boleśnie osłabiał ogólną siłę formacji. Najważniejszy wniosek historyczny jest prosty: okresy podziałów i walk wewnętrznych w PiS to z reguły czasy, gdy partia pozostawała na opozycji. Formacja ta triumfowała wtedy, gdy potrafiła zapomnieć o ambicjach jednostek i zjednoczyć się wokół celu. Niestety, obecnie znowu mamy do czynienia z powrotem sporów i zgrzytów.
Wewnętrzna wojna PiS rozsadza partię od środka – kto przejmie program?
Obecna sytuacja w partii, choć daleka od beznadziejnej, jest naznaczona głębokimi pęknięciami. Jak podają źródła, w PiS panuje realne napięcie pomiędzy obozem byłego premiera Mateusza Morawieckiego a frakcją skupioną wokół Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego, Jacka Sasina i Przemysława Czarnka. To nie jest ideologiczna walka o duszę partii; to realny spór o to, „kto będzie tworzył program PiS”.
Formalnie Szefem Rady Programowej PiS jest profesor Piotr Gliński, ale w przestrzeni tej chce się wykazać wielu graczy. Mamy grupę Morawieckiego, ziobrystów (choć ci formalnie poza partią, ich wpływ jest duży), tzw. maślarzy z Bocheńskim na czele oraz utwardzone skrzydło Zakonu Porozumienia Centrum (PC). O wpływy walczą tacy gracze jak Beata Szydło, Patryk Jaki, Przemysław Czarnek, a przede wszystkim Mateusz Morawiecki.
Były premier, mimo że Jarosław Kaczyński zadeklarował, że to on ma być szefem rządu w kolejnej kadencji, stał się kością niezgody. Ta deklaracja wywołała w partii niespokojne wrzenie, co znalazło odzwierciedlenie w ograniczeniu roli Morawieckiego w pracach nad kluczowymi dokumentami programowymi. To zamieszanie, ta wewnętrzna walka o dominację nad narracją, przypomina stare, bolesne lekcje historii PiS – czas podziałów zawsze był czasem osłabienia i utraty cennych punktów procentowych.