Rosja wydaje więcej na wojnę, ale traci na gospodarce. Europa ma szansę dorównać jej potencjałowi militarnemu, choć będzie to wymagać drastycznych decyzji finansowych i politycznych. Czy Europa zdąży przed kolejnym uderzeniem? Przyjrzyjmy się rzeczywistości podziału sił pomiędzy Moskwą a Zachodem.

Zbrojeniowy wyścig: jak Putin zwiększa wydatki na obronę
Rosja istotnie podniosła swoje wydatki na obronę do 6,5 procent produktu krajowego brutto. To liczba, która może budzić niepokój, ale warto ją postawić w odpowiednim kontekście historycznym. Pod koniec Związku Radzieckiego wydatki sięgały aż 12 procent PKB. Tym razem jednak sytuacja gospodarcza kraju jest zdecydowanie słabsza.
„Ale los Związku Radzieckiego zaczyna prześladować rządzących dziś krajem” – ostrzegają analitycy. I to nie bez powodu. Klasa średnia w Rosji systematycznie się kurczy, co stanowi poważne zagrożenie dla stabilności reżimu. Historia uczy nas, że systemy autorytarne, pozbawione silnej warstwy średniej, upadają niespodziewanie szybko.
Wydawało by się, że obciążenie wojskowe o taką skalę musi mieć spore źródła finansowania. Tymczasem rosyjskie wpływy z sektora energetycznego – tradycyjnie największa źródło dochodów budżetu – dramatycznie spadły. Gazprom, gigant paliwowy, będący dla Kremla czymś w rodzaju bankomatu, teraz żenuje się przed kredytorami.
Energia jako broń zmienia właściciela
Strategia Putina opierała się na jednej przesłance: Rosja kontroluje energię, więc Europa musi się poddać. Ta logika okazała się błędna. Europejska inwazja energetyczna, która wydawała się być atakiem wykończającym, zamieniła się w katalizator zmiany.
Kraje Unii Europejskiej zdołały ograniczyć import ropy i gazu aż o połowę. To spektakularny wynik dla kontynentu, który zaledwie kilka lat temu zdawał się całkowicie zależny od rosyjskich dostaw. Ale to nie wszystko – Europa rychło stała się potęgą w dziedzinie odnawialnych źródeł energii. Słoneczne panele, farmy wiatrowe, magazynowanie energii. To nie są już projekty przyszłości, to rzeczywistość dzisiejsza.
Gazprom będzie stracić około 160 miliardów dolarów w latach 2025–2030 z powodu utraty europejskiego rynku. To kwota, którą niemożliwe jest zrekompensować eksportem do Chin czy Indii, gdzie ceny są znacznie niższe. Dodatkowo ceny ropy na światowych rynkach pozostają na relatywnie niskich poziomach. Dochody Rosji ze sprzedaży nośników energii spadły do zaledwie 600 milionów dolarów dziennie – to połowa przychodów z roku 2022.
Przewaga Rosji jest rzeczywista, ale wąska
Mimo ekonomicznych problemów, Rosja dysponuje Military Arsenal, który nie powinien być ignorowany. Niestety dla Europy, przewaga rosyjskich sił zbrojnych w niektórych kluczowych obszarach jest całkowicie rzeczywista.
„Rosja zachowuje dużą przewagę nad Europą, gdy idzie o niektóre aspekty potencjału wojskowego” – przyznają analitycy. Ta przewaga dotyczy przede wszystkim sił lądowych i artylerii. Moskwa może zmobilizować aż 550 tysięcy żołnierzy piechoty i 400 tysięcy Gwardii Narodowej. To liczby, które znacznie przekraczają możliwości mobilizacyjne europejskich państw.
Czy Europa może coś z tym zrobić? Teoretycznie tak. Kraje takie jak Dania, Niemcy czy Szwecja mogłyby częściowo zniwelować tę przewagę poprzez przywrócenie poboru. Jednak przepaść między deklaracją a wdrożeniem bywa czasami przepastna. Zrekrutowanie, wyszkolenie i uzbrojenie setek tysięcy żołnierzy to proces wymagający lat, a my żyjemy w czasach, gdy decyzje podejmuje się z dnia na dzień.
Gdzie Europa ma rzeczywistą przewagę
Europejskie karty do gry znajdują się jednak w innych rejonach. Przewaga w przestrzeni powietrznej to nie tylko liczba samolotów – to równanie technologiczne. Nowoczesne myśliwce, drony, systemy obronno-lotnicze europejskie i zachodnie znacznie wyróżniają się jakością i zdolnościami. Polska, Niemcy, Francja, Wielka Brytania – wszystkie dysponują zaawansowanym systemami, których Rosja nie ma.
Równie istotna jest dominacja w przestrzeni kosmicznej. To obszar, w którym zachodnia technologia jest niepodważalnie superior. Satelity, łączność, nawigacja – wszystkie te systemy dają Zachodowi niemałą przewagę, choć rzadko się o tym mówi.
Jednak eksperci nie pozostawiają złudzeń. Aby utrzymać i wzmocnić tę przewagę, Europa musi dokonać trudnych wyborów finansowych. Postulat, aby krajów NATO zwiększyły wydatki na obronę do 5 procent PKB (wciąż mniej niż Rosja, ale znacznie więcej niż obecnie), nie jest już teorią. To konieczność.
Atut, który przywiązuje Europę do USA
Bezpieczeństwo nuklearne Europy opiera się na parasolu atomowym Stanów Zjednoczonych. Rosja dysponuje potencjałem jądrowym, któremu nawet połączone siły Francji i Wielkiej Brytanii nie byłyby w stanie dorównać na wypadek, gdyby Ameryka zdecydowała się go wycofać.
To jest punkt zapalny. Z Donaldem Trumpem w Białym Domu nic nie jest pewne. Przepowiednie eksppertów tracą na wartości z każdą kolejną wypowiedzią. Na razie jednak wszelkie scenariusze wskazują, że Ameryka pozostanie zaangażowana w europejskie bezpieczeństwo – choć pod zmienionymi warunkami i z nowymi wymaganiami finansowymi dla sojuszników.