Czy stylistyka retro to tylko moda, czy ukryta broń polityczna? Łukasz Adamski demaskuje powiązania między nostalgią za latami 80. a współczesną polityką. Od Rambo po Donalda Trumpa – filmy kształtują światopogląd milionów. A kino? Przetrwa, ale w zaskakującej formie, z nową falą polskich twórców.

Stylistyka retro nie może istnieć bez polityki
Wyobraź sobie świat, gdzie wszystko jest proste: Amerykanie – dobrzy, Rosjanie i Chińczycy – źli. Brzmi jak fabuła z dawnych hitów Hollywood? Dokładnie tak. Łukasz Adamski podkreśla, że zwycięstwo Donalda Trumpa nie jest oderwane od tego, że przez dekady Amerykanie oglądali filmy pokroju „Rambo”, „Rocky’ego”, czy nawet „Niezniszczalnych” – produkcje gloryfikujące maczyzm, siłę fizyczną i patriotyzm. Ronald Reagan, mistrz popkultury, perfekcyjnie to wykorzystywał, budując wizerunek twardego lidera. Dziś Trump to żywy archetyp „twardego Amerykanina”, prosto z reaganowskiej playbooki.
Ale retro to nie tylko nostalgiczne wspominki. W dzisiejszym chaosie, gdzie granice między dobrem a złem się zacierają, stylistyka lat 80. staje się ucieczką. „Stranger Things” pokazuje Rosjan jako tych złych – to znowu czyni świat zrozumiałym – zauważa Adamski. Dla zmęczonych współczesnością to narkotyczna pociecha: powrót do binarnego podziału, który koi niepokój. Polityka w retro? To nie przypadek – to świadoma strategia, gdzie popkultura staje się narzędziem władzy.
Kino przetrwa, ale nie tak jak myślimy
James Cameron prorokuje rządy wielkich spektakli w IMAX? Adamski nie kupuje tego. Porażka finansowa „Dzikiego” Macieja Kawulskiego dowodzi, że publika nie pójdzie na coś do IMAX-u tylko dlatego, że jest to droga produkcja. Ludzie wolą klasykę. Sale pękają w szwach na seansach „Szczęk” czy „Łowcy jeleni”. Tam nikt nie wygrzebuje smartfonów – to rytuał, doświadczenie wspólnoty, zanurzenie w kulturze, które łączy pokolenia.
Zmiana nadchodzi z Polski. Nowe pokolenie filmowców, wychowane na blokowiskach transformacji ustrojowej, patrzy na lata 90. bez różowych okularów. Reżyserzy tacy jak Piotr Domalewski patrzą na lata 90. inaczej – nie z nostalgią, ale z empatią i zarazem krytycznie. To zapowiedź nowego retro: szczerego, bez cukru, osądzającego chaotyczny czas przemian. Kino nie umrze – ewoluuje, wracając do korzeni, ale z bagażem真实ności. Czy blockbusterom starczy rozmach, by konkurować z taką głębią? Czas pokaże.