Stolica znów na rozdrożu komunikacyjnym! Podczas gdy radni dwóch sąsiednich dzielnic biją na alarm, domagając się natychmiastowego poprowadzenia linii tramwajowej przez kluczowe tereny Pola Mokotowskiego, prezydent Rafał Trzaskowski zdaje się grać na zwłokę, powołując się na społeczny opór. Paradoks polega na tym, że ów opór pochodzi od mieszkańców ekskluzywnych osiedli, które same powstały wbrew protestom. Czy Warszawa pójdzie na kompromis, czy też determinacja radnych przeważy nad malkontenctwem deweloperów i zamożnych mieszkańców?

Tramwaj na Polu Mokotowskim: Kiedy wreszcie pojedziemy? Determinacja kontra dyplomacja
Sprawa linii tramwajowej wzdłuż ulicy Rostafińskich na Polu Mokotowskim elektryzuje lokalnych decydentów i z pewnością powinna interesować każdego, kto na co dzień mierzy się z warszawskim chaosem komunikacyjnym. To nie jest przecież jakaś fanaberia urbanistyczna, lecz strategiczny krwiobieg dla spójnej siatki transportowej aglomeracji. Jak grzmią radni, odpowiedź jest krótka i bezpośrednia: „Jak najszybciej!”. Jednogłośne żądania z dwóch sąsiednich dzielnic to jasny sygnał dla stołecznego ratusza.
Tymczasem w odpowiedzi słyszymy głosy wahające się. Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, powtarza mantrę o niepewności w kontekście realizacji tego projektu. Cytując jego słowa: „Jest w planach, ale czy będziemy to realizować przy tym oporze społecznym, to się dopiero okaże”. Intrygujące jest to, że ów „opór społeczny”, na który powołuje się głowa miasta, bynajmniej nie wydaje się być masową falą niezadowolenia. Przynajmniej na razie nie odbił się on szerokim echem w debacie publicznej. To sugeruje, że sprzeciw może być skoncentrowany i pochodzić od wyjątkowo głośnej i wpływowej grupy interesu.
Infrastruktura kontra protest: Wygodnictwo ekskluzywnych osiedli górą?
W całej tej sytuacji uderza pewien dysonans poznawczy i polityczny. Z jednej strony mamy kluczową dla miasta inwestycję, która wymaga determinacji, a z drugiej – miękkie stanowisko władz w obliczu (prawdopodobnie) wąskiej, choć uprzywilejowanej grupy mieszkańców. I tu pojawia się ironia losu, a może raczej hipokryzja deweloperskiego boomu.
Jak donoszą źródła, ci sami mieszkańcy, których sprzeciw rzekomo blokuje kolejowy korytarz komunikacyjny, swoje luksusowe gniazdka zbudowali wbrew wcześniejszym protestom. Mamy tu do czynienia z sytuacją, w której „opór społeczny” jest używany selektywnie – kiedyś zignorowany dla celów deweloperskich, dziś staje się argumentem blokującym transport publiczny. To typowy scenariusz w polskim urbanizmie: wybudujmy sobie apartamentowce tam, gdzie jest przestrzeń, a potem zablokujmy planowane ułatwienia dla reszty miasta, bo, jakby to ujął potocznie lud, „zepsuje nam widok”.
Hale sportowe i obietnice tramwajowe: Gdzie tu logika inwestycyjna?
Kontrast w sposobie podejmowania decyzji staje się jeszcze bardziej widoczny, gdy przyjrzymy się drugiej stronie Pola Mokotowskiego – terenom Skry. Tutaj, w zupełnym przeciwieństwie do pragmatyzmu oczekiwanego w sprawie Rostafińskich, prezydent wykazał zadziwiającą stanowczość. Mowa o budowie hali sportowej na terenach Skry.
Decyzja ta zapadła wbrew sprzeciwom – i to jakim! Pamiętajmy o petycji z siedmioma tysiącami podpisów i o „wielkiej awanturze, która skończyła się rozpadem koalicji rządzącej Ochotą”. Mamy zatem do czynienia z sytuacją kuriozalną: 7000 podpisów i kryzys polityczny w dzielnicy nie są w stanie zatrzymać budowy areny, za to cichy sprzeciw być może zamożnych mieszkańców ul. Biały Kamień paraliżuje kluczową dla transportu linię tramwajową.
Co więcej, w kontekście budowy hali na Skrze, zastępczyni prezydenta, Renata Kaznowska, uspokajała społeczeństwo, zapewniając o „doskonałym dojeździe… tramwajem”. Czyli hala ma mieć świetny dojazd szynowy, ale sama linia, która ten dojazd miałby zapewnić na Polu Mokotowskim, utyka w urzędniczej martwej strefie z powodu… oporu społecznego. To jest klasyczny przykład, gdzie interes jednostki (lub wąskiej grupy) staje ponad strategicznym interesem miasta. Czas pokaże, czy determinacja radnych wymusi na ratuszu porzucenie tej wygodnej wymówki.