Czy polska prokuratura działa na głodowym trybie i jakie napięcia tli się na samych szczytach władzy? Ostatnie wypowiedzi Prokuratora Krajowego rzucają nowe światło na finansowe bolączki aparatu sprawiedliwości oraz skomplikowane relacje personalne wewnątrz resortu. To, co słychać o budżecie i personaliach, może zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych obserwatorów polityczno-prawnej sceny.

Budżet prokuratury: Jak utrzymać jakość bez godziwych wynagrodzeń?
Odpowiedź Prokuratora Krajowego na pytanie dotyczące planowanego budżetu na przyszły rok jest naznaczona wyraźnym rozczarowaniem. Nie ma mowy o budżecie marzeń, a problem, który najbardziej zaprząta mu głowę, to niezdolność do podniesienia wynagrodzeń kluczowego personelu. Jak sam stwierdził, robi wszystko, co możliwe w ramach kompetencji Prokuratury Krajowej, by poprawić sytuację materialną urzędników i asystentów prokuratorskich, ale brakuje mu mocy sprawczej, by zapewnić im pensje, na jakie ich dorobek zawodowy w pełni zasługuje.
To naturalnie rodzi pytanie: jak zamierza wytłumaczyć tę sytuację swoim podwładnym? Prokurator Krajowy wyraźnie dystansuje się od bezpośredniej odpowiedzialności za ustalenie ostatecznych kwot, podkreślając, że nie on, ani nawet minister sprawiedliwości, decyduje o tym kształcie budżetu. Wskazuje natomiast na priorytety państwa: „Dzisiaj akcent jest przede wszystkim położony na obronę i ochronę polskich granic”. Rozumiejąc te strategiczne potrzeby budżetu państwa, Prokurator zapowiada jednoczesne działania kompensacyjne na własnym podwórku: „Będę rozmawiał z urzędnikami, będę też wprowadzał wszystkie możliwe oszczędności na poziomie Prokuratury Krajowej, by w jakiś sposób rekompensować brak podwyżki tych wynagrodzeń.” Zapewne będzie to wymagało żelaznej ręki w dyscyplinowaniu wydatków.
Zawiłe relacje i echa dawnego układu
Sprawy personalne w prokuraturze zawsze budzą emocje, zwłaszcza gdy w grę wchodzą postacie tak medialne jak prokurator Ewa Wrzosek. Zapytany o współpracę, Prokurator Krajowy unika prostych deklaracji, sugerując, że kluczowe decyzje dotyczące pani prokurator zapadają wyżej. Wskazuje, że „Pani prokurator współpracuje z ministrem Waldemarem Żurkiem”. Wyraża jednocześnie nadzieję, że Prokurator Generalny – będący także ministrem sprawiedliwości – „korzysta z dorobku zawodowego pani prokurator”. Nie szczędzi za to słów uznania dla jej kompetencji zawodowych: „Chciałbym jasno podkreślić, że pani prokurator Wrzosek jest prokuratorem z bardzo dużym doświadczeniem.”
Jednak to samo pytanie o współpracę z zastępcami z „poprzedniego rozdania” wydobywa na światło dzienne wyraźne podziały. Relacje Prokuratora Krajowego z większością tych osób wydają się być szczątkowe, jeśli nie wręcz nieistniejące. Wymienia z imienia i nazwiska jedynie Jacka Bilewicza, z którym utrzymuje stały kontakt, oraz Beaty Marczak, choć i w tym przypadku zaznacza: „z panią prokurator mamy zupełnie inną wizję funkcjonowania prokuratury”. Pozostałe relacje? Zwięzłe: „Z pozostałymi, choć są na stanowiskach, nie mam żadnych relacji.” To maluje obraz aparatu, w którym stare i nowe siły funkcjonują obok siebie, niekoniecznie w synergii.
Czy prokuratura faktycznie „przyspieszyła”, czy to tylko złudzenie optyczne?
Ostatnie tygodnie przyniosły wrażenie nagłego przyspieszenia prac prokuratorskich, szczególnie w głośnych sprawach. Prokurator Krajowy stanowczo prostuje tę narrację. Według niego, to nie przyspieszenie, lecz widoczne efekty długotrwałej i metodycznej pracy. Jak tłumaczy, to, co obserwujemy, to finał śledztw, które były prowadzone sprawnie, ale z konieczności czasochłonne.
Wielu ekspertów jest niecierpliwych, ale Prokurator Krajowy stawia na dokładność ponad szybkość: „To nie jest tak, że śledztwo od jego wszczęcia natychmiast jest możliwe do zakończenia.” Z goryczą przyznaje, że jest ostatnią osobą, która będzie poganiać śledczych w sprawach wymagających żmudnej pracy dowodowej. Podkreśla wręcz: „Przez wiele miesięcy próbowałem wytłumaczyć, że jest to bardzo żmudna, trudna, niejednokrotnie koronkowa robota dowodowa prokuratorów.”
Daje to jasny sygnał, że nowa era prokuratury, która „zaczęła funkcjonować de facto od wiosny ubiegłego roku”, wymaga cierpliwości. Jako flagowy przykład podaje sprawę Funduszu Sprawiedliwości, gdzie zgromadzono materiał w postaci „6000 tomów akt” i kilkunastu podejrzanych. Analiza takiego wolumenu danych i precyzyjne postawienie zarzutów konkretnym osobom to proces, który z definicji musi trwać, co dowodzi, że ostateczne efekty widać dopiero teraz.