Rynek samochodowy w Polsce przeżywa prawdziwy renesans, a dane za październik 2025 roku malują obraz dynamicznego przyspieszenia, który zaskakuje nawet sceptyków. Czy to tylko chwilowy impuls napędzany końcem roku, czy może sygnał głębszych zmian w nawykach zakupowych Polaków? Zanurzmy się w najnowsze statystyki i sprawdźmy, co dokładnie winduje sprzedaż zarówno aut nowych, jak i jak radzi sobie mniej oczywisty rynek pojazdów używanych.

Dlaczego polski rynek motoryzacyjny depta po piętach Europie?
Aktualne trendy cenowe i wolumeny sprzedaży w Polsce budzą zazdrość na tle reszty Unii Europejskiej. Instytut Samar donosi, że w październiku 2025 roku na polskie drogi wyjechało 52,7 tysiąca nowych samochodów osobowych. To wzrost o solidne 9,6 procent w porównaniu z poprzednim rokiem i 5,8 procent zaledwie w stosunku do września. Od początku roku skumulowany wynik to już ponad 480,6 tysiąca zarejestrowanych aut – o 7,6 procent więcej niż rok temu! Prognozy na koniec roku, zakładające skromne 593 tysiące rejestracji, wydają się być na granicy konserwatyzmu – dynamika wzrostu sugeruje, że korekta w górę jest niemal pewna.
Co ciekawe, polski rynek pędzi niczym bolid, podczas gdy reszta Europy zaledwie się toczy. Dane ACEA dla całej UE pokazują, że skumulowany wzrost od stycznia do września wyniósł zaledwie mizotarny 0,9 procent. Choć sam wrzesień przyniósł dziesięcioprocentową poprawę, główne motory napędowe to były nowe modele wchodzące na rynek – polska fabryka popytu działa wyraźnie intensywniej.
Firmy w szale zakupowym, czyli pośpiech przed zmianami podatkowymi
Dlaczego nagle Polacy, a przede wszystkim polskie firmy, rzucili się do salonów pod koniec roku? Odpowiedź jest prosta i pachnie klasycznym zarządzaniem finansami przedsiębiorstwa. Jak co roku o tej porze, wzmożone zakupy napędzane są przez chęć „upchnięcia” inwestycji przed zmianą przepisów.
Kluczowym czynnikiem jest zbliżający się koniec roku 2025, który jest ostatnią szansą na skorzystanie z korzystniejszych zasad amortyzacji. Przedsiębiorcy, którzy chcą zaliczyć do kosztów zakup samochodu z limitem 150 tysięcy złotych, muszą zdążyć z rejestracją przed 1 stycznia 2026 roku, kiedy to próg ten magicznie spadnie do 100 tysięcy złotych. To realne, wymierne oszczędności, które wywołują istny szał zakupowy.
Ta gorączka przekłada się bezpośrednio na agresywną politykę dealerów. Aby zrealizować cele sprzedażowe wyznaczone przez importerów, stają oni do walki o klienta promocjami, które w tym okresie bywają bezprecedensowe. Jak zauważa Oskar Jedliński, dyrektor działu rozwoju rynku w Superauto.pl:
Obserwujemy wysyp ofert samochodów z rabatami znacznie przekraczającymi zwyczajowe, rynkowe wartości.
Nie chodzi tu już o symboliczne 5 czy 10 procent. Coraz częściej dealerzy oferują obniżki przekraczające 20 procent ceny katalogowej, po prostu po to, by te egzemplarze zniknęły z placów przed końcem roku fiskalnego. To świetny moment dla firm, ale co z rynkiem aut używanych?
Czy drożejące nowe modele utrzymają ceny „prawie nowych”?
Choć gwałtowny wzrost rejestracji nowych aut zwykle zwiastuje zalew rynku wtórnego i ewentualny spadek cen, na razie na rynku wtórnym obserwujemy zaskakującą stabilizację, szczególnie w segmencie pojazdów „prawie nowych” – czyli tych, które mają rok lub dwa lata.
Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, inflacja i ogólne podnoszenie cen nowych samochodów sprawiają, że wartość rezydualna pojazdów kilkuletnich utrzymuje się na wysokim poziomie. Rynek po prostu wycenił, że wartość samochodu sprzed roku jest wciąż bardzo wysoka, ponieważ zamiennik jest droższy. Po drugie, wysoki popyt firm na nowe auta amortyzowane będzie z opóźnieniem, a jednocześnie firmy, które kupują teraz, będą chciały szybko wymienić flotę, ale nie w tym roku, tylko w przyszłym.
Wzrost popularności aut w segmencie premium również ma swoje wytłumaczenie. Choć przeciętny Kowalski musi uważać na budżet, zamożniejsi klienci, nieograniczeni limitami amortyzacji, traktują zakup luksusowego pojazdu jako lokatę kapitału lub po prostu korzystają z dostępnych promocji. Ich apetyt na topowe modele pozostaje nienaruszony, co dodatkowo stabilizuje ceny w wyższych segmentach. Krótko mówiąc, rynek adaptuje się do nowej rzeczywistości cenowej – stabilizacja na wysokim poziomie to nowa norma, dopóki nie nastąpi znacząca korekta podaży na rynku wtórnym.