Wielki Marsz Niepodległości znów przeszedł ulicami Warszawy, a zorganizowane obchody po raz kolejny stały się areną dla starcia porządku prawnego z narodowym zapałem. Choć według oficjalnych szacunków miasto zgromadziło imponującą liczbę uczestników, to właśnie zarekwirowane materiały pirotechniczne i kontrowersyjne zachowanie polityka rzucają cień na tegoroczne świętowanie. Czy marsz wymknął się spod kontroli, zanim na dobre się rozpoczął?

Pirotechniczny bilans: Ile „ognia” zabrakło na stołecznych ulicach?
Kiedy dziesiątki tysięcy ludzi maszerują pod hasłem „Jeden naród – silna Polska”, można się spodziewać, że emocje sięgną zenitu. W tym roku, jak co roku, urzędy postanowiły dmuchać na zimne, wprowadzając restrykcje, które miały uchronić miasto przed chaosem. Mowa tu o zakazie noszenia broni, wydanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, oraz kluczowym dla pirotechników – zakazie przenoszenia materiałów pirotechnicznych, ogłoszonym przez wojewodę mazowieckiego. Dodatkowo, ustawa jasno reguluje zasady odpalania rac na zgromadzeniach.
Efekt działań prewencyjnych? Policja dokonała imponującego „żniwa”. Zarekwirowano ponad osiemset sztuk różnego rodzaju materiałów pirotechnicznych. To liczba, która budzi pytania: czy ta lawina zakazanych „świec dymnych” miała posłużyć do stworzenia spektakularnej oprawy, czy też mogła być zapowiedzią poważniejszych incydentów? Biorąc pod uwagę, że 800 petard, rac i innych fajerwerków to spory arsenał, widać, jak daleko poszła asertywność organizatorów – lub tych, którzy chcieli ich użyć wbrew prawu.
Polityk z pochodnią w dłoni kontra przepisy: Czy immunitet zostanie złamany?
Tytułem największej politycznej sensacji Marszu Niepodległości 2025 z pewnością zasłużyło sobie pojawienie się na trasie Sławomira Mentzena, posła Konfederacji, który, zamiast demonstrować z godnością, postanowił uczynić to w najbardziej prowokacyjny sposób – trzymając w dłoni płonącą racę.
Dla każdego uczestnika zgromadzenia publicznego odpalenie racy jest naruszeniem obowiązujących przepisów. Jednak w przypadku osoby objętej immunitetem poselskim, sytuacja staje się prawniczo bardziej skomplikowana. Teraz cała uwaga skierowana jest na działania organów ścigania. Jak donoszą źródła, Policja nie zamierza odpuścić. Funkcjonariusze nie tylko publikują wizerunki osób, które pragną ukarać za naruszenia przepisów, ale także zamierzają złożyć formalny wniosek o uchylenie immunitetu Sławomira Mentzena. To kolejny, być może najbardziej z medialnych, cios wymierzony w posła. Czy to sygnał, że nawet na Marszu Niepodległości politycy nie mogą bezkarnie ignorować prawa regulującego bezpieczeństwo publiczne? Jest to istny teatr prawny na gruncie patriotycznym.
Ocena ogólna: Czy to był najspokojniejszy marsz w historii?
Choć wizualne i prawne potyczki wokół pirotechniki były na pierwszym planie, warto spojrzeć na szerszy obraz. Według szacunków Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego miasta stołecznego, w proteście wzięło udział około 100 tysięcy osób. Imponująca liczba, która tradycyjnie świadczy o sile mobilizacyjnej środowisk niepodległościowych.
Policja, podsumowując wydarzenie, sugeruje, że tegoroczny Marsz był „jednym z najspokojniejszych”. Jak to pogodzić z rekwizycjami na kwotę prawie tysiąca zakazanych przedmiotów i dążeniem do uchylenia immunitetu jednemu z liderów opozycji? To pokazuje paradoks tego typu zgromadzeń. Z jednej strony, brak masowych bójek i dewastacji, co stanowi sukces logistyczny. Z drugiej strony, uporczywe łamanie konkretnych restrykcji, zwłaszcza tych dotyczących bezpieczeństwa, przez uczestników i – co ważniejsze – osoby publiczne. W tym kontekście, „spokój” może oznaczać jedynie brak eskalacji do poziomu zamieszek na dużą skalę, a nie całkowite przestrzeganie porządku prawnego.