Zbrodnia w Kudowie-Zdroju, która wstrząsnęła spokojnym uzdrowiskiem, ujawnia mroczną sieć oszustw, desperacji i niewyobrażalnego okrucieństwa. Odkrycie zwłok małżonków w stanie zaawansowanego rozkładu zasiało ziarno niepokoju, ale prawdziwy szok nadszedł później, gdy śledczy powiązali tragedię z najbliższą rodziną ofiar. Jak długo można ukrywać tak bestialski czyn i co tak naprawdę pchnęło córkę do zamordowania własnych rodziców?

Sąsiedzi myśleli, że wyjechali do Anglii, a za ścianą kryła się makabra
W środowy wieczór, 20 kwietnia 2022 roku, ciszę na jednym z osiedli w Kudowie-Zdroju przerwał niepokojący telefon, który doprowadził do odkrycia niewyobrażalnej sceny. W mieszkaniu znaleziono ciała Barbary i Mieczysława S. – małżeństwa skrywającego mroczny sekret. Wstępne ustalenia śledczych nie pozostawiały złudzeń: doszło do zabójstwa.
Wszystko to wydarzyło się na długo przed interwencją służb. Prokuratura ustaliła, że zbrodnia miała miejsce już w styczniu 2022 roku. Przez kilka miesięcy trupem bliskich udawało się utrzymywać fasadę normalności. Mieczysław i Barbara S. byli osobami, które, jak wspominają sąsiedzi, często podróżowały – mieszkały zarówno w kraju, jak i za granicą.
„To byli bardzo ciepli, mili ludzie” – mówiła znajoma pary, podkreślając, jak bardzo ukochanym i wyczekiwanym dzieckiem była ich córka, Julianna.
Ta sielska wizja runęła, kiedy okazało się, że to właśnie Julianna S., wraz z dwoma innymi osobami, została zatrzymana w związku ze śmiercią rodziców. Kluczowym momentem, który doprowadził do demaskacji zbrodni, była interwencja spółdzielni mieszkaniowej. Sąsiedzi zgłosili problem – z mieszkania państwa S. ciekła woda.
Przedstawicielka spółdzielni relacjonowała radiu „Uwaga” TVN, jak próbowała skontaktować się z panią S. Odebrała kobieta, która podała się za córkę, informując, że: „Rodzice wyjechali do Anglii”. Kiedy pracownik chciał wejść do lokalu, Julianna S. podjęła energiczne działania, by temu zapobiec.
„Powiedziała, że nie trzeba, że jest w pobliżu. Potem wystawiła tylko głowę z mieszkania i powiedziała: Panowie, już nie jesteście potrzebni, zadzwoniłam do swojego hydraulika i wszystko jest załatwione” – opisywała przedstawicielka.
Chwilę później córka zabrała klucze, tłumacząc, że rodzice dawno wymienili zamki, chcąc zmylić trop i zyskać czas. Całe to zachowanie, jak zauważono, pozbawione było jakichkolwiek widocznych emocji.
Podwójne morderstwo obwarowane próbami tuszowania
Kiedy już policjanci weszli do mieszkania w kwietniu, zastali makabryczny widok. Dokładnie trzy miesiące po dokonaniu czynu, ciała małżonków, owinięte w dywany i pokryte larwami owadów, starały się ukryć zapachy. Użyto wentylatorów i dziesiątek odświeżaczy powietrza, by zamaskować rozkład. Sekcja zwłok ostatecznie potwierdziła przyczynę śmierci – obydwoje zostali zastrzeleni.
W akcie oskarżenia stanęły Julianna S. (45 lat) oraz jej koleżanka Karolina Z. (23 lata). Prokuratura ustaliła, że obie kobiety odwiedziły państwa S. w styczniu 2022 roku, a spotkanie zakończyło się śmiercią.
Według ustaleń śledczych, to Julianna S. oddała dwa śmiertelne strzały z pistoletu maszynowego Skorpion w kierunku matki, a następnie Karolina Z. użyła tej samej broni, zabijając ojca. Kluczową rolę odegrał tu Dariusz Z., trzeci oskarżony, który dostarczył broń, przeszkolił kobiety w jej obsłudze, a następnie pomógł w zacieraniu śladów.
Co szokujące, ta zbrodnia nie była pierwszą próbą pozbawienia życia rodziców. W Wigilię 2021 roku kobiety podały państwu S. ciasto z domieszką leku weterynaryjnego. Celem było uśpienie ofiar, aby następnie je udusić we śnie. Plan się nie powiódł – środek nie zadziałał. Druga próba, już z użyciem broni, okazała się tragicznie skuteczna.
Motywy: Nienawiść, długi i toksyczna zależność relacji
Dlaczego doszło do tak brutalnego czynu? Motywy sprawy są złożone, oscylując między chęcią osiągnięcia korzyści majątkowych a głęboką, osobistą nienawiścią. Prokuratura wskazywała na aspekt finansowy, choć Julianna S. przed sądem negowała, by pieniądze były motywem, argumentując, że rodzice zostawili po sobie jedynie długi.
Jednak karolina Z., która zdecydowała się na współpracę ze śledczymi, przedstawiła o wiele mroczniejszą wersję. Według jej zeznań, Julianna S. „nienawidziła swoich rodziców” i obarczała ich winą za swoje życiowe niepowodzenia. Dodatkowo, miała obawiać się, że rodzice odkryją kradzież sumy pieniędzy z ich konta.
„Powiedziała, że chce zastrzelić rodziców i jak to zrobi, to ich potnie” – zeznawała Karolina Z.
Karolina Z. zeznała również, że została zmuszona do udziału w zamordowaniu ojca Julianny poprzez groźby. Jej relacja z Julianną początkowo opierała się na wspólnej pasji do jeździectwa. Szybko jednak relacja ewoluowała w coś niezdrowego. Po tym, jak Karolina oskarżyła swojego ojca o molestowanie, przeniosła się do domu Julianny, która została jej opiekunem prawnym. Stała się od niej całkowicie zależna.
„Źle się z tym czułam, ale Julianna mówiła, że sama sobie nie poradzę” – wyznała, tłumacząc, dlaczego wykonywała polecenia swojej opiekunki.
Julianna S. próbowała odwrócić bieg narracji, sugerując, że to Karolina Z. nią manipulowała, czemu ta druga stanowczo zaprzeczała. To właśnie w kontekście przygotowań do zebrania pieniędzy na pomoc prawną dla Karoliny (za pośrednictwem drukowania ulotek) pojawił się Dariusz Z., którego znajomość z kobietami zacieśniła się na płaszczyźnie przestępczej.
Ostatecznie prawomocny wyrok w tej bulwersującej sprawie zapadł 23 kwietnia 2025 roku. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podtrzymał najsurowszą karę – dożywocie dla Julianny S., jako głównej planistki i wykonawczyni morderstwa rodziców. Karolina Z., dzięki skrusze i współpracy, otrzymała złagodzoną karę 11 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności, ustępując z pierwotnych 12 lat. Dariusz Z., za pomocnictwo, spędzi za kratami 13 lat i 6 miesięcy zamiast pierwotnie orzeczonych 15 lat.