Wiatr w żaglach czy zimna krew decydentów? Sensacyjne doniesienia z amerykańskich wód międzynarodowych rzucają nowe światło na operacje antynarkotykowe prowadzone przez Pentagon. Czy elitarne jednostki amerykańskie przekroczyły granicę między egzekwowaniem prawa a bezwzględnym mordem na wodzie? Capitol Hill huczy od pytań, a nazwisko sekretarza obrony, Pete’a Hegsetha, pada coraz częściej w kontekście domniemanego rozkazu „bądź bez litości”.

Czy Pentagon faktycznie wydał rozkaz „Zabić wszystkich”? Operacja, która mrozi krew w żyłach morskich wilków
Amerykańskie uderzenia z powietrza na łodzie przemytników narkotyków na wodach międzynarodowych to chleb powszedni współczesnych operacji antynarkotykowych. Jednak ostatnie doniesienia, które ujawnił dziennik „The Washington Post”, sugerują, że jedna z akcji — ta z 2 września — wykracza poza standardowe protokoły działań operacyjnych. Mówimy tu o incydencie, który, jeśli potwierdzi się jego przebieg, może mieć dalekosiężne konsekwencje polityczne i prawne dla kierownictwa resortu obrony.
Według siedmiu anonimowych źródeł cytowanych przez Waszyngtoński Post, elitarna grupa antyterrorystyczna, znana jako SEAL Team 6, podjęła działania wymierzone w łódź z jedenastoma osobami na pokładzie. Pierwsze uderzenie było precyzyjne — zniszczono jednostkę pociskiem wystrzelonym z wybrzeży Trynidadu. Problem zaczął się później, gdy z drona monitorującego zgliszcza wyłonił się obraz mówiący sam za siebie: na pozostałościach wraku kurczowo trzymało się dwóch rozbitków. I tu pojawia się najcięższy zarzut.
Egzekucja na wodzie: Rola sekretarza obrony w dramacie po ataku
Z relacji wynika, że w obliczu widocznych rozbitków, dowódca operacji miał otrzymać ustny rozkaz, który zszokowałby nawet najbardziej zahartowanych w bojach. Miano mu przekazać słowa sekretarza obrony Pete’a Hegsetha: „Zabić wszystkich”. Choć SEAL Teams są szkolone do działania w ekstremalnych warunkach, zasady dotyczące unikania ofiar cywilnych i rozbitków są fundamentalne. Nakazanie drugiego uderzenia, tym razem celującego w dwójkę ludzi desperacko walczących o przeżycie, budzi fundamentalne wątpliwości etyczne i prawne.
Siedmiu informatorów twierdzi, że po tym poleceniu dowódca wydał rozkaz ponownego ataku, mającego na celu „dobicie rozbitków”. Czy ci, którzy zostali na wodzie, byli jeszcze przemytnikami, czy stali się ofiarami własnej łodzi, a potem wojskowej precyzji zaostrzonej do granic absurdu? To pytanie wisi nad Kapitolem.
Kto zapłaci za domniemany rozkaz likwidacji? Polityczne trzęsienie ziemi
Informacje te wywołały natychmiastową reakcję na Kapitolu. Politycy, niezależnie od frakcji, domagają się natychmiastowego i przejrzystego dochodzenia. Skoro — jak donosi prasa — Pentagon miał przeprowadzić wtórny atak celujący w osoby, które przeżyły pierwszą detonację, to kto ponosi odpowiedzialność za to, co dla wielu jest definicją zbrodni wojennej lub przynajmniej rażącego nadużycia władzy?
Głosy ekspertów podkreślają, że jeśli okaże się prawdą, iż Pentagon świadomie i celowo zaatakował ludzi pozbawionych możliwości obrony, to Pete Hegseth, jako osoba, która miała wydać ten kontrowersyjny ustny nakaz, musi ponieść polityczne konsekwencje. To nie tylko kwestia naruszenia procedur, ale fundamentalnego zaufania do tego, jak amerykańskie siły zbrojne prowadzą operacje, nawet te wymierzone w grupy przestępcze. Woda, która miała być polem bitwy z kartelami, stała się sceną dla możliwego politycznego kryzysu.