Ruchy na szczycie niemieckiej logistyki budzą gorące emocje i spekulacje. Grupa Otto odzyskała pełną kontrolę nad Hermes Niemcy, ale czy to oznacza stabilizację, czy może ciszę przed burzą? W tle majaczą potężni gracze z Chin, a polski InPost, choć na chwilę zszedł ze sceny, wciąż pozostaje w grze o europejski rynek. Karuzela dopiero się rozkręca.

Wielka ucieczka czy genialny biznes?
Fundusze private equity takie jak Advent International nie działają z sentymentu. Ich celem jest kupić, zrestrukturyzować i sprzedać z zyskiem. Decyzja o pozbyciu się udziałów w Hermes Niemcy, na pierwszy rzut oka zaskakująca, idealnie wpisuje się w ten model. Dlaczego gigant inwestycyjny wycofał się z tak potężnego rynku? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać – pieniądze. Niemiecki rynek kurierski jest niezwykle konkurencyjny i brutalny, a marże są pod ciągłą presją. Inwestowanie w biznes, który nie przynosi oczekiwanych zwrotów, jest po prostu nieefektywne.
Eksperci wskazują, że ruch Adventu był częścią znacznie szerszej, strategicznej rozgrywki. Jak zauważa Marek Różycki:
Managing Partner Last Mile Experts Marek Różycki przypuszcza, że Advent pozbył się akcji Hermes Niemcy, ponieważ nie chciał już inwestować w nierentowny biznes. – Trzeba pamiętać, że wykupienie w 2020 roku akcji było częścią szerszej układanki; dzięki tej transakcji Advent przejął Hermesa UK, czyli dzisiejsze Evri, na którym ponoć zarobił bardzo dużo – przypomina Różycki.
To klasyczna dywersyfikacja ryzyka i maksymalizacja zysku. Pozbyto się trudniejszego, niemieckiego aktywa, koncentrując się na brytyjskiej perle w koronie, która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Co dalej z Hermesem? Burza mózgów i chiński smok w tle
Grupa Otto, odzyskując sto procent udziałów, uspokaja nastroje. Oficjalne komunikaty brzmią jednoznacznie, jak choćby ten z jesieni ubiegłego roku.
Prezes Hermes Niemcy Petra Scharner-Wolff zapewniła w październiku: „Nie mamy zamiaru sprzedawać Hermes Niemcy”.
Jednak w świecie wielkiego biznesu takie deklaracje bywają warte tyle, co papier, na którym je spisano. Analitycy już teraz kreślą możliwe scenariusze, a lista potencjalnych zainteresowanych robi wrażenie. Na giełdzie nazwisk pojawia się miliarder Daniel Kretinsky, kontrolujący konkurencyjną firmę GLS. Taka transakcja napotkałaby jednak poważne przeszkody.
Kretinsky mógłby być potencjalnym nabywcą; ma doświadczenie z trudnymi aktywami, jednak można przypuszczać, że ma obecnie pełne ręce roboty. Poza tym pojawiłyby się zapewne przeszkody regulacyjne ze względu na jego kontrolę nad GLS w Niemczech… chyba że na horyzoncie pojawiłby się kapitał z Chin – zastrzega prezes Last Mile Experts.
I tu zaczyna się najciekawsza część układanki. Chińscy giganci e‑commerce, tacy jak Temu, Shein, Alibaba czy JD.com, dysponują gigantyczną gotówką i prowadzą globalną ekspansję. Przejęcie dużej europejskiej firmy logistycznej byłoby dla nich strategicznym majstersztykiem, pozwalającym kontrolować cały łańcuch dostaw.
Możliwe jest także nowe partnerstwo lub przejęcie przez nowego inwestora np. Zalando (w tym AboutYou, dawniej OTTO Group) lub z głównym i dysponującym gotówką klientem jak Temu, Shein, Alibaba lub JD.com, który wykupił MediaMarkt Saturn.
Pojawia się też pytanie, czy ruch Otto Group to po prostu strategiczne porządki we własnym domu.
Dyrektor łańcucha dostaw w SHK Deutschland Jan Schneider zastanawia się czy zakup akcji przez Otto to tylko przegrupowanie szyków z pełnym skupieniem się na kontroli kosztów i dalszych usprawnieniach usług?
A co na to Inpost? Polski gigant czeka na swoją szansę
W całym tym zamieszaniu pojawia się również polski wątek. InPost, który sam był kiedyś w portfelu inwestycyjnym Adventu, od dawna wymieniany był jako potencjalny nabywca Hermes Niemcy.
Advent był także inwestorem w InPost (Advent pozostał z nieistotnymi udziałami w InPost) i żywe były spekulacje, że polska firma wykupi Hermes Niemcy.
Choć na razie do transakcji nie doszło, ambicje polskiej firmy są powszechnie znane. InPost od kilku lat inwestuje potężne pieniądze w rozwój na kluczowych rynkach europejskich – brytyjskim, francuskim, hiszpańskim i włoskim. Wejście z impetem na rynek niemiecki, poprzez przejęcie tak znanego gracza jak Hermes, byłoby naturalnym i logicznym krokiem w budowie paneuropejskiego imperium logistycznego. Na razie temat ucichł, ale w dynamicznie zmieniającej się branży KEP (przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych) sytuacja może zmienić się z dnia na dzień. Być może polski gigant po prostu czeka na bardziej sprzyjający moment, by wykonać swój ruch.