Niewiarygodne sceny na stacji benzynowej w Będzinie – dziwne zachowanie kierowcy forda zelektryzowało świadków i wymagało interwencji. Chwiejny chód i kompletny brak koordynacji sugerowały jedno, jednak testy alkomatem kompletnie zbiły wszystkich z tropu. Historia ta dowodzi, że pozory mylą, a za nietypowymi zachowaniami kryć się mogą zupełnie inne, mniej oczywiste powody.

Czy to kolejny przypadek „pod wpływem” w Będzinie?
Incydent, który miał miejsce na jednej z lokalnych stacji benzynowych w Będzinie, brzmiał jak typowy scenariusz dla lokalnych kronik kryminalnych. Mężczyzna kierujący pojazdem marki Ford, sprawiał wrażenie, jakby ledwo trzymał się na nogach. Świadkowie bronili się w myślach – „na pewno jest pijany albo naćpany” – obserwując jego chwiejny chód oraz nerwowe, nieskoordynowane ruchy. Atmosfera zgęstniała, gdy jeden z obecnych próbował powstrzymać go przed odjazdem. Zazwyczaj w takich sytuacjach interweniuje się siłą, ale kierowca zdołał uruchomić auto i zniknąć za rogiem.
Na szczęście, czujność nie zawiodła pracownika stacji, który natychmiast zaalarmował trzech policjantów będących akurat po służbie. Funkcjonariusze, wykazując się profesjonalnym refleksem, podjęli działania w celu uniemożliwienia dalszej jazdy tak niepewnemu kierowcy. Sytuacja eskalowała, gdy mężczyzna, zamiast zastosować się do poleceń, stał się agresywny. Według informacji przekazanych przez śląską policję, „nie reagował on na polecenia, był pobudzony psychoruchowo i odpychał interweniujących”. Dopiero zdecydowana postawa świadków i przybycie patrolu pozwoliły na odebranie kluczyków i zakończenie niebezpiecznej szarpaniny.
Niespodziewany zwrot akcji: choroba zamiast procentów
Teraz robi się ciekawie. Po doprowadzeniu uspokojonego już kierowcy do patrolu i rutynowym badaniu alkomatem, wynik był jednoznaczny: mężczyzna był trzeźwy. To moment, w którym proste założenie o spożyciu alkoholu zamienia się w zagadkę diagnostyczną. Medycy, którzy zbadali kierowcę na miejscu, szybko zasugerowali trop, który kompletnie zmienił perspektywę całego zdarzenia. Stwierdzili oni, że jego nietypowe zachowanie – pobudzenie i dezorientacja – mogło wynikać ze stanu chorobowego.
To nie był odosobniony incydent tego samego dnia. Kilka godzin wcześniej, ten sam mężczyzna był już obiektem interwencji policyjnej. Inny patrol został wezwany przez osobę zaniepokojoną jego nietypowym zachowaniem na parkingu, po którym „chodził, zachowywał się nietypowo, a następnie wsiadł do audi i odjechał w sposób sugerujący, że może być pod wpływem alkoholu lub narkotyków”. W tamtej kontroli również alkomat nie wykazał obecności alkoholu, ale jego komunikacja i ruchy były kompletnie niespójne.
„Przekaż ode mnie telefon” – wyjaśnienia partnerki
Kulminacja tej detektywistycznej zagadki nadeszła, gdy funkcjonariusze mieli problem z nawiązaniem jakiegokolwiek logicznego kontaktu z kierowcą. W desperackim geście, mężczyzna zadzwonił do swojej partnerki i po prostu podał telefon jednemu z policjantów. To ona ostatecznie rozjaśniła tę mgłę psychofizycznego zamieszania. Kobieta wyjaśniła, że stan, w jakim znajdował się jej partner, nie był efektem używek, lecz wynikał z choroby.
Po tej klarownej informacji, choć niebezpieczeństwo zostania pijanym kierowcą minęło, policjanci podjęli racjonalne kroki. Nie pozwolili mu na kontynuowanie jazdy, żądając przekazania pojazdu znajomemu, który przyjechał po kluczyki. Co więcej, w ramach protokołu bezpieczeństwa, funkcjonariusze skierowali kierowcę na ponowne badania lekarskie. To kluczowe, by ustalić, czy stan zdrowia pozwala mu w ogóle na prowadzenie pojazdów mechanicznych, niezależnie od tego, czy jest pod wpływem substancji psychoaktywnych, czy też przechodzi właśnie ostry epizod medyczny.