Napięcie rośnie w Warszawie wokół Muzeum Literatury. Wybory na stanowisko dyrektora dobiegły końca, ale oficjalne ogłoszenie wyników przez władze Mazowsza wciąż każe na siebie czekać. Coś tu śmierdzi, bo od głosowania minęło już sześć dni, a w biuletynie województwa panuje głucha cisza. Czyżby wygrana kandydatka miała powtórzyć los poprzedniczki, której kadencja zakończyła się kontrowersyjnie niecały rok temu?
Czyżbyśmy obserwowali polityczne przeciąganie liny zamiast transparentnego wyboru?
5 grudnia odbyło się kluczowe posiedzenie komisji konkursowej, której zadaniem było wyłonienie nowego szefa Muzeum Literatury. W kontekście niedawnych zawirowań historycznych – przypomnijmy, że Agnieszka Celeda, wybrana na dyrektora niecały rok temu, została nagle odsunięta od sterów, a na jej miejsce tymczasowo powołano Beatę Michalec – atmosfera wokół procedury jest gęsta jak smoła. Władze Mazowsza, reprezentowane przez ekipę marszałka Struzika, zdają się jednak celowo zwlekać z komunikacją kluczowych decyzji. Mija już szósty dzień od głosowania, a na oficjalnych stronach województwa próżno szukać jakichkolwiek informacji o przebiegu konkursu, protokołu z obrad czy, co najważniejsze, uchwały powołującej nowego dyrektora. To rodzi pytania: czy mamy do czynienia z biurokratyczną opieszałością, czy może z bardziej zawoalowanym manewrem politycznym?
Beata Michalec: Doświadczenie czy polityczny kapitał?
Nowym (potencjalnym) dyrektorem, osobą, którą radni i urzędnicy wskazali jako zwycięzcę, jest Beata Michalec. To nazwisko nie jest przypadkowe w warszawskim środowisku. Michalec to radna KO, co od razu ustawia ją w politycznym kontekście, silnie powiązanym z obecnym układem władzy na Mazowszu. Co więcej, jest żoną burmistrza Wawra, również wywodzącego się z tej samej formacji politycznej. Sama Beata Michalec to varsavianistka, posiadająca doświadczenie w zarządzaniu, choć jej ostatnie dokonania zawodowe to stanowisko p.o. dyrektora placówki, którą teraz najpewniej ma objąć na stałe, oraz wcześniejsze kierowanie przedszkolem. Wybór ten, po kontrowersyjnym odwołaniu poprzedniczki, budzi skrajne emocje. W środowisku kultury panuje niepokój, czy priorytetem będzie merytoryczny rozwój sztuki, czy raczej utrzymanie wpływów partyjnych w kluczowej instytucji kultury stolicy. Jak donoszą niektóre źródła, sytuacja wokół Muzeum jest „napięta”.
Sześć dni ciszy – co to mówi o zarządzaniu kulturą?
Zwłoka w ogłoszeniu oficjalnego werdyktu po konkursie, który powinien być procesem transparentnym i szybkim, wywołuje niezdrowe spekulacje. W demokracji procedury wyboru na stanowiska publiczne, zwłaszcza w instytucjach kultury, powinny być nienaganne i szybkie. Opóźnianie ogłoszenia wyniku do sześciu dni, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek komunikacji na stronie MW (Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego), sugeruje, że być może pojawiają się trudności w formalnym sfinalizowaniu procesu. Czyżby zależało komuś na przemyśleniu strategii komunikacyjnej, albo – co gorsza – na wypracowaniu politycznego kompromisu już po fakcie? Patrząc wstecz na losy Agnieszki Celedy, która z objęcia sterów w Muzeum Literatury zrezygnowała po tym, jak „przeforsowano” na p.o. dyrektora właśnie Beatę Michalec, opieszałość urzędników wydaje się być sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich, którzy liczyli na czystą dyplomację kulturalną. Proces ten, który miał być dowodem na to, że „władze Mazowsza” po prostu wybrały najlepszą kandydatkę, zaczyna wyglądać jak klasyczny przykład politycznego paraliżu lub kalkulacji.