Przeszukaj serwis

Czego szukasz?

Wiadomość, miejscowość albo temat.

Nowa Ruda: kot wrócił z raną wskazującą na postrzał, policja bada sygnały

Serwis Klodzko24.eu opisał relację mieszkańców Nowej Rudy o kocie, którego obrażenie lekarz miał uznać za postrzał. Materiału pozwalającego jednoznacznie potwierdzić to nie zabezpieczono.

Według serwisu Klodzko24.eu rodzina z Nowej Rudy zgłosiła, że ich kot wrócił kilka dni wcześniej z obrażeniem i intensywnie interesował się raną. Lekarz miał uznać, że obrażenie wskazywało na postrzał. Pocisku nie zabezpieczono, bo zwierzę miało samodzielnie usunąć ciało obce z rany.

Brak zabezpieczonego materiału oznacza, że nie da się jednoznacznie określić, z czego zwierzę zostało zranione. Relacja z wizyty u weterynarza brzmiała tak: "Jak pojechaliśmy do weterynarza, okazało się, że już sobie to wyjął, ale dziura została".

Kobieta przekazała serwisowi, że weterynarz miał powiedzieć rodzinie o wcześniejszym badaniu innego kota z podobną raną postrzałową. "Chwilę wcześniej też ktoś był z postrzelonym kotem. To nie jest pierwsza sytuacja" – relacjonowała mieszkanka. Serwis zaznaczył, że informacji o drugim przypadku nie potwierdził niezależnie w dokumentacji weterynaryjnej i przedstawia ją jako relację właścicieli pierwszego zwierzęcia.

Rozmówczyni wspominała też o kolejnym kocie, który ostatnio kulał, ale nie wiadomo, co spowodowało jego uraz i nie ma podstaw do wiązania obu zdarzeń. Według relacji niepokojące zdarzenia mają dotyczyć przede wszystkim rejonu ulic Łużyckiej, Anny i Strzeleckiej.

Serwis podał również, że pojawiła się informacja o kobiecie, która miała zauważyć w tej części miasta osobę przemieszczającą się z przedmiotem przypominającym broń.

Źródłoklodzko24.eu

Dalsza lektura

Więcej do przeczytania

4 materiały
Głos czytelników

Dołącz do rozmowy

1 komentarz

Napisz, co o tym myślisz. Konto nie jest potrzebne, a rzeczowe wypowiedzi publikujemy po krótkiej moderacji.

ludwik

Mam lecznice na wsi pod Kłodzkiem i powiem wprost: koty z dziurami po śrutu przynoszą tu co kilka tygodni, tylko nikt tego nie zgłasza, bo po co, skoro i tak nikt nie przyjedzie. Ale skoro pocisk wyjęły same i wyrzucili, to policja może sobie tą sprawą szufladkować latami. Ilu z was zgłosiłoby takie coś dalej, gdyby weterynarz sam nie uprzedził, że to i tak nic nie da?