Czy to już koniec chemii w pielęgnacji terenów zielonych? Wizja założyciela Naware, Marka Boysena, to powrót do podstaw, ale z najnowocześniejszym sznytem – para wodna zamiast toksycznych oprysków. Pożegnanie z pestycydami wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale droga do tego celu była zaskakująco długa i pełna parowych prototypów.

Od lasera do pary: Jak garnek do parzenia ubrań stał się bronią w wojnie z chwastami
W epoce, gdy startupy rzucają się na głęboką wodę za pomocą agentic AI i miliardowych wycen, Naware jawi się jako klasyczna, garażowa opowieść o innowacji. Ojciec założyciel, Mark Boysen, miał osobistą motywację; jego rodzina w Dakocie Północnej doświadczyła tragedii związanych z rakiem, co skłoniło go do poszukiwania alternatyw dla chemii rolniczej. Początkowe próby były – delikatnie mówiąc – ambitne: Boysen eksperymentował z 200-watowym laserem do eliminacji niechcianej flory. Szybko jednak ta wizja spłonęła na panewce. Ryzyko pożaru było zbyt duże, a to, co działa na papierze, w praktyce często okazuje się receptą na katastrofę. Po nieudanych testach z kriogeniką, Naware postawiło na coś bardziej przyziemnego, choć wcale nie mniej innowacyjnego w zastosowaniu: parę wodną.
To właśnie to rozwiązanie, zaprezentowane na TechCrunch Disrupt 2025, budzi największe emocje. System Naware wykorzystuje zaawansowaną wizję komputerową, by precyzyjnie identyfikować chwasty na trawnikach, polach golfowych, a w przyszłości zapewne i na boiskach sportowych. A co z nimi robi? Zabija je parową wodą. Technologia jest modułowa – można ją zamontować na kosiarce, traktorze, a nawet ATV. Jak podkreśla Boysen, w tym momencie firma jest elastyczna, a on sam wydaje się niecierpliwy, by jego pomysł rozprzestrzenił się równie szybko, co intruzi, których zwalcza.
Wyzwanie „zielone na zielonym” i parowe prototypy z Amazonu
Rozwój samej technologii parowej był wyzwaniem inżynieryjnym, ale Boysen nie ukrywa, że największą batalią okazało się nauczenie algorytmów rozpoznawania wroga. W świecie, gdzie AI doskonale radzi sobie z identyfikacją wzorców, problem pojawiał się, gdy system musiał odróżnić chwast od zdrowej, pożądanej roślinności – tzw. problem „zielone na zielonym”. Proces ten musiał zachodzić w czasie rzeczywistym, podczas gdy maszyna sunęła nad polem. Jak możemy się domyślać, w walce tej nie zabrakło mocy obliczeniowej Nvidii, która napędza te systemy wizyjne.
Jednak zanim doszło do implementacji GPU klasy high-end, były testy z niższej półki. Boysen wspominał, że ich pierwsze badania nad skutecznością pary wodnej rozpoczęły się od zakupu „rinky dink” parownicy do ubrań z Amazona. Wkrótce na testy trafiło ich siedem. Jak stwierdził Boysen:
„Oni (te parownice) nie są prawdziwie przemysłowe. I tak wymagało to mnóstwa badań, aby dojść do punktu: 'jak sprawić, by to było skuteczne i powtarzalne, by mogło skalować?’”
To klasyczny przykład myślenia inżynierskiego: zacznij od najprostszego narzędzia, zrozum jego ograniczenia, a potem zbuduj dedykowane, przemysłowe rozwiązanie.
Czy Naware zmieni zasady gry w zarządzaniu terenami zielonymi? Ogromne oszczędności w zasięgu ręki
Naware celuje w rynek profesjonalny – firmy zajmujące się pielęgnacją boisk sportowych i pól golfowych. I tu robi się konkretnie. Boysen twierdzi, że dzięki eliminacji chemii, jego klienci mogą zaoszczędzić „od 100 000 do 250 000 dolarów rocznie na samych chemikaliach”. To kwoty, które z miejsca przyciągają uwagę zarządów. Do tego dochodzi redukcja kosztów pracy związanej z zatrudnianiem osób do samego opryskiwania.
Firma nie siedzi z założonymi rękami; prowadzi już płatne pilotaże, które pozwalają na dopracowanie produktu. Co ważniejsze, zainteresowanie jest tak duże, że Naware wchodzi w zaawansowane rozmowy strategiczne. Boysen zdradza, że rozmawia z gigantami sektora:
„Idziemy po partnerstwa strategiczne. Prowadzimy rozmowy z firmami wartymi 5 miliardów dolarów zajmującymi się produkcją sprzętu, które są zainteresowane naszym produktem. I jesteśmy w połowie tych rozmów – nie mogę podać ich nazw, ale sami się domyślicie” – zaśmiał się.
Sukces, według Boysena, będzie trójczłonowym równaniem: udane partnerstwa, zabezpieczenie patentów i oczywiście, odpowiednie finansowanie. Dotychczas firma była bootstrapowana, ale Boysen zapowiada, że w najbliższych miesiącach otworzy pierwszą rundę finansowania. Jego determinacja jest jednak twarda:
„Muszę przeprowadzić rundę finansowania, która zmiecie każdego innego, kto o tym myśli. Muszę dowieść obietnicy, że potrafię zwalczać chwasty, i że to jest skuteczne. Zrobimy, żeby to działało. Nie martwię się o to.”