Zagrożenie numer jeden w świecie zachodnim wciąż ewoluuje, a NATO wydaje się w końcu dostrzegać konieczność radykalnej zmiany paradygmatu. O ile dotąd Sojusz reagował raczej defensywnie na ciągłe prowokacje Rosji, tak teraz sygnały płynące z najwyższych szczebli dowodzenia wskazują na gruntowną rewizję tej strategii. Czy „bardziej agresywne” podejście do rosyjskich działań hybrydowych to zapowiedź realnej eskalacji czy może po prostu konieczny akt samoobrony?

Czy NATO wreszcie zrywa z polityką uległości wobec działań hybrydowych?
Od lat obserwujemy, jak Federacja Rosyjska systematycznie testuje granice cierpliwości państw NATO poprzez szereg działań, które wymykają się tradycyjnym definicjom wojny. Mamy do czynienia z cyberatakami, aktami sabotażu wymierzonymi w kluczową infrastrukturę, a także celowymi naruszeniami przestrzeni powietrznej, które mają na celu destabilizację i wywiadowcze rozeznanie. Do niedawna odpowiedź NATO bywała ostrożna, balansująca na granicy dyplomatycznego protestu i symbolicznych kontrposunięć. Jednak atmosfera w Sojuszu najwyraźniej się zmieniła. Kluczowe słowa padły z ust admirała Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO.
W rozmowie z prestiżowym dziennikiem „Financial Times”, admirał otwarcie przyznał, że Sojusz rozważa przyjęcie znacznie bardziej zdecydowanej postawy. To nie są już tylko puste deklaracje; to sygnał, że Sojusz może być gotów na „bardziej agresywne” działania w odpowiedzi na ciągłe naruszenia bezpieczeństwa. Trzeba to jasno nazwać: dotychczasowa taktyka nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, a Rosja traktowała liberalną politykę powstrzymywania jako zaproszenie do dalszych działań.
Sabotaż i drony: Od Morza Czarnego po Bałtyk
Admirał Dragone odniósł się do konkretnych przykładów, które zmuszają dowództwo do przewartościowania strategii. Jako jeden z najświeższych i najbardziej uderzających incydentów, przywołano sytuację związaną z rzekomym udziałem tankowca Boracay w operacjach monitorowania duńskich wód przez rosyjskie drony. Takie zdarzenia, choć z pozoru operacje wywiadowcze, są klasycznym elementem wojny hybrydowej – testowaniem granic, zbieraniem danych wywiadowczych i tworzeniem atmosfery ciągłego zagrożenia.
„W rozmowie z 'Financial Times’ admirał Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, przyznał, że Sojusz rozważa 'bardziej agresywne’ działania Sojuszu w odpowiedzi na cyberataki, sabotaż infrastruktury i naruszenia przestrzeni powietrznej” – to sedno komunikatu. Ten zwrot, „bardziej agresywne”, jest tutaj kluczowy. W terminologii militarnej i strategicznej oznacza to odejście od czystej obrony na rzecz działań prewencyjnych lub proaktywnych, które mają na celu podniesienie kosztów działań kontrpartnera do poziomu nieopłacalnego. Nie chodzi tu o otwartą wojnę, lecz o zwiększenie ryzyka dla podmiotów rosyjskich, które włączają się w działania poniżej progu konfliktu zbrojnego.
Co oznacza „bardziej agresywna” odpowiedź NATO?
Przejście na „bardziej agresywne” tory wymaga zdefiniowania, co dokładnie kryje się za tym pojęciem w kontekście działań hybrydowych. W świecie cyberprzestrzeni i podwodnych kabli komunikacyjnych, tradycyjne doktryny obronne są niewystarczające. Wzrost agresywności może przybrać kilka form, z których każda niesie ze sobą poważne implikacje geopolityczne.
Po pierwsze, chodzi o zdolności obronne i szybkość reakcji. Jeśli infrastruktura krytyczna – energetyczna, telekomunikacyjna – jest celem, Sojusz musi być w stanie nie tylko natychmiast wykryć atak, ale też szybko go zneutralizować lub, co ważniejsze, przypisać winę (attribution) w sposób wiarygodny i szybki. W kontekście cyberataków, możliwość odpowiedzi w tej samej domenie, ale z większą siłą rażenia, jest często dyskutowana.
Po drugie, może to oznaczać zmianę w podejściu do naruszeń przestrzeni powietrznej czy morskiej. Incydenty z tankowcami czy dronami, które stanowią element szarej strefy, mogą spotkać się z bardziej asertywnym przechwytywaniem, a potencjalnie nawet z interwencjami uniemożliwiającymi operacje rozpoznawcze. Dla państw frontowych, takich jak kraje bałtyckie czy Polska, taka zmiana jest absolutnie fundamentalna dla poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli Rosja testuje granice, NATO musi pokazać, że te granice są twarde i ich przekroczenie spotka się z natychmiastową, wymierną konsekwencją. Ta nowa perspektywa zakłada, że lepsze odstraszanie osiąga się przez demonstrację gotowości do realnej i asymetrycznej odpowiedzi.