Czy metropolia to poligon dla narcyzów? Badania sugerują, że pewne typy osobowości kwitną w miejskim zgiełku, szczególnie gdy chodzi o zdobywanie kontaktów. Przygotujcie się na zaskakujące wnioski dotyczące męskiego uroku i jego mrocznych korzeni, bo to, co działa na ulicy, rzadko przekłada się na udany związek.

Narcystyczna ofensywa na podryw: Co nauka mówi o miejskich łowcach?
Mówi się, że wielkie miasta to tygiel niezliczonych możliwości, ale dla osób z pewnymi cechami osobowości stają się one wręcz placem zabaw. Psychologia osobowości od dawna przygląda się zjawisku narcyzmu – tej gładkiej fasadzie pewności siebie, która często maskuje głęboką potrzebę podziwu. Najnowsze doniesienia, płynące prosto z badań naukowych, rzucają nowe światło na to, jak narcyzi radzą sobie w interakcjach społecznych, zwłaszcza tych powierzchownych. Czy ich strategia podrywu jest skuteczna? Okazuje się, że tak, ale tylko w jednym, specyficznym wymiarze.
Dr hab. Anna Czarna, prof. UJ, psycholożka pracująca w Instytucie Psychologii Stosowanej UJ, specjalizująca się w psychologii narcyzmu i tak zwanych „ciemnych cechach osobowości”, ma dla nas konkretne dane. Jej zespół przeprowadził badanie, które precyzyjnie mierzyło skuteczność tych działań w miejskim środowisku. Wynik jest co najmniej intrygujący.
W jednym z badań wykazaliśmy, że podczas spaceru po ulicach miasta, narcystyczni mężczyźni zebrali najwięcej numerów telefonu od obcych kobiet.
Zatrzymaliśmy się tu na chwilę, by przeanalizować tę deklarację. To nie jest byle co. W dynamicznym, anonimowym środowisku miejskim, gdzie czas jest cennym towarem, narcyz potrafi zaimponować na tyle, by przełamać barierę nieufności. Dlaczego akurat oni? Eksperci od psychologii społecznej często wskazują, że to ich fasada – przesadna ekspozycja własnej wartości, magnetyzm wynikający z braku zahamowań i skupienia na sobie – może być chwilowo atrakcyjna. Dla wielu osób łatwiej jest ulec chwilowemu oczarowaniu niż dostrzec subtelne sygnały ostrzegawcze.
Czy „zdobyty numer” to faktycznie sukces partnerski?
I tu dochodzimy do sedna, czyli do gorzkiej konkluzji, która powinna stanowić dzwonek alarmowy dla wszystkich, którzy romantyzują tego typu zachowania. To, że narcystyczny mężczyzna jest „mistrzem zbierania numerów”, nie czyni go nagle kandydatem godnym uwagi w kontekście długoterminowej relacji.
Nie oznacza to bynajmniej, że są dobrymi kandydatami na partnerów.
Dlaczego tak jest? Osobowość narcystyczna, a w szczególności jej trudniejsze aspekty (jak na przykład wielkościowy narcyzm połączony z unikaniem bliskości), opiera się na ciągłym zasilaniu – admiracji. Ulotne spotkanie na ulicy, zdobycie numeru, to szybki zastrzyk walidacji. Jest to transakcja natychmiastowa, nie wymagająca budowania zaangażowania, empatii czy wzajemnego wsparcia, cech kluczowych dla zdrowego partnerstwa. Kobiety, które dają swój numer, reagują na spektakl, a nie na prawdziwą głębię. To różnica między krótkotrwałym odpaleniem świateł reflektorów a stabilnym, ciepłym światłem domowego ogniska.
Ekspertka od ciemnych cech w centrum uwagi
Warto przyjrzeć się osobie stojącej za tymi badaniami. Dr hab. Anna Czarna, zasiadająca w radzie doradczej prestiżowej European Association of Personality Psychology oraz redagująca Social Psychological and Personality Science, wnosi do debaty solidną dawkę akademickiego rygoru. Jej doświadczenie, w tym staż podoktorski na Uniwersytecie w Bernie, cementuje jej pozycję jako autorytetu w dziedzinie psychologii osobowości.
Gdy badaczka, która na co dzień zajmuje się analizowaniem mechanizmów narcyzmu, mówi nam, że metropolitalny „sukces” w podrywie jest mylący, powinniśmy słuchać uważnie. Oznacza to, że jej wnioski nie są oparte na plotkach czy anegdotach, lecz na metodycznym, naukowym podejściu do tego, jak cechy ciemnej triady – narcyzm, makiawelizm i psychopatia – manifestują się w codziennych, miejskich interakcjach. To nie jest romans, to socjologiczny eksperyment z zaskakującym, choć logicznym, wynikiem. Przebojowość nie jest tożsama z dojrzałością emocjonalną.