Nagle sytuacja diametralnie się zmieniła. Jeszcze wczoraj zapewniano, że Polki nie będą rodzić na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, a dziś już mamy rozporządzenie, które to umożliwia. Czy to oznacza rewolucję w opiece okołoporodowej, czy raczej desperacką próbę załatania dziur systemowych? Sprawdźmy, co kryje się za najnowszym ruchem wiceministra zdrowia. To, co wydarzyło się w Ministerstwie Zdrowia, budzi równie dużo pytań, co obietnic.

Czy SOR-y to nowy standard porodowy? Kontrowersyjne rozporządzenie wchodzi do gry
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski podjął decyzję, która z pewnością wywoła burzliwą dyskusję w środowisku medycznym i wśród przyszłych matek. Podpisanie rozporządzenia, które pozwala na wprowadzenie dyżurów położnych na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR) oraz izbach przyjęć, stawia nas przed faktem dokonanym. Ma to kluczowe znaczenie w sytuacjach nagłych, gdy standardowa opieka położniczo-ginekologiczna jest po prostu za daleko. Decyzja ta, opublikowana 30 października 2025 roku na stronach Rządowego Centrum Legislacji, daje zaledwie 21 dni na konsultacje publiczne, co samo w sobie sygnalizuje pilny tryb działania.
Wiceminister Maciejewski, zaledwie dzień przed podpisaniem dokumentu, zapewniał: – Polki nie będą rodziły na SOR-ach. Ta nagła zmiana kierunku wymaga wyjaśnienia. Dlaczego tak szybko zdecydowano się na tak radykalny krok? Jak zawsze w polskiej służbie zdrowia, powodem jest logistyka i geografia.
Dlaczego pośpiech? Kiedy odległość liczy się w kilometrach i minutach życia
Powodem przyspieszonej ścieżki legislacyjnej była właśnie ta krytyczna odległość. W piśmie skierowanym do konsultantów i organizacji, wiceminister Maciejewski wyjaśnił powody nagłości:
„Skrócenie okresu konsultacji publicznych i opiniowania wynika z pilnej potrzeby zapewnienia opieki okołoporodowej na rzecz części kobiet zamieszkujących na terenach powiatów, gdzie odległość od najbliższego podmiotu realizującego świadczenia położniczo-ginekologiczne w trybie hospitalizacji przekracza 25 km”.
Dwadzieścia pięć kilometrów dla kobiety w zaawansowanej akcji porodowej to przepaść, a nie odległość drogowa. Standardy opieki okołoporodowej kładą nacisk na jak najszybszy transport do placówki referencyjnej. Kiedy ta odległość staje się barierą nie do pokonania, konieczne staje się zabezpieczenie minimum ratunkowe na miejscu. Wprowadzenie dyżurujących położnych na SOR-ach ma być więc mechanicznym zabezpieczeniem kryzysu, zanim kobieta zdoła dotrzeć do docelowego oddziału ginekologiczno-położniczego.
Poród na desce ratunkowej: Czy to rozwiązanie, czy tylko plaster na krwotok?
Zacznijmy od sedna sprawy, która niepokoi ekspertów: czy SOR, z definicji nastawiony na ratowanie życia w stanach zagrożenia urazowego i nagłego, jest właściwym miejscem do przyjęcia porodu? To nie jest tylko kwestia aranżacji przestrzeni, ale przede wszystkim procedur i przygotowania personelu. Położna na dyżurze na SOR ma być kompetentna w nagłych przypadkach porodowych, ale czySOR jest przygotowany na neonatologię?
Paradoks polega na tym, że jeśli kobieta dociera na SOR, to zazwyczaj oznacza to, że sytuacja jest już skomplikowana – albo poród postępuje błyskawicznie, albo wystąpiły komplikacje, które wymagały natychmiastowej interwencji. Wprowadzenie dyżurujących położnych jest krokiem pragmatycznym, eliminującym absurdalną sytuację, w której rodząca musiałaby czekać na transport lub lekarza z innego oddziału. Jednak rodzi to pytanie o jakość tej opieki. Czy poród na SOR, nawet uratowany przez kompetentną położną, będzie miał taki sam standard jak w dedykowanej sali porodowej? Wiele zależy od konkretnych wytycznych operacyjnych, które zapewne znajdą się w szczegółach tego rozporządzenia. Czas pokaże, czy to będzie tymczasowe, ratunkowe rozwiązanie, czy też sygnał, że brakuje nam łóżek porodowych w strategicznie ważnych lokalizacjach.