Czy zima ma zamiar spłatać nam figla? Zbliżające się pod koniec listopada zjawisko, określane mianem nagłego ocieplenia stratosferycznego, zapowiada prawdziwą pogodową rewolucję. Jeśli prognozy się sprawdzą, tegoroczny, meteorologiczny początek zimy, który startuje 1 grudnia, może okazać się absolutnie nieprzewidywalny. Przygotujmy się zatem na „rozchwianie” naszych strefowych standardów atmosferycznych.

Stratosferyczny szok dla polskiej aury, czyli co z tym ociepleniem?
Musimy zrozumieć, że kiedy mowa o nagłym ociepleniu stratosferycznym, nie chodzi o to, że nagle termometry wskażą plus dwadzieścia stopni w grudniowy poranek. To zjawisko dzieje się wysoko, w stratosferze, a jego konsekwencje odczujemy na naszych dachach i chodnikach. To potężna zmiana dynamiki atmosfery, która, jak podkreślają meteorolodzy, zawsze kończy się „zaburzeniem i rozchwianiem typowych dla naszej strefy klimatycznej wzorców pogodowych”. Innymi słowy, natura przestawia zwrotnicę i bawi się naszymi oczekiwaniami. Możemy spodziewać się nietypowego początku meteorologicznej zimy. Czy to oznacza śnieg w listopadzie, czy raczej deszczowe, przedwiośnie? Czas pokaże, niemniej anomalia jest w powietrzu.
Dlaczego prąd strumieniowy będzie musiał ustąpić?
Kluczem do zrozumienia obecnych tendencji jest prąd strumieniowy – ten wielki, niewidzialny rzek powietrza krążący wysoko nad nami, który w naszej strefie klimatycznej jest absolutnym stabilizatorem. Późną jesienią i zimą jego siła narasta. Skąd ta energia? Bierze się to „na skutek coraz większych różnic temperatury pomiędzy pozostającym w strefie nocy polarnej obszarem wokół bieguna a cieplejszymi rejonami na południe od niego”. Ta rozbieżność temperatur napędza cyrkulację.
Prąd strumieniowy, będąc naszym klimatycznym „ochroniarzem”, zazwyczaj sprowadza „nad kontynent europejski – a także, w pewnym stopniu, północnoamerykański – łagodniejsze masy powietrza znad oceanów”. To dzięki niemu amplitudy temperatur są mniejsze, a ryzyko ekstremalnych mrozów, które potrafią sparaliżować infrastrukturę, jest znacząco obniżone.
Zima pod znakiem niestabilności: co to oznacza dla nas?
Nagłe ocieplenie stratosferyczne (ang. Sudden Stratospheric Warming, SSW) destabilizuje właśnie ten stabilizujący mechanizm. Gdy dochodzi do SSW, polarnie wir, który zazwyczaj utrzymuje zimne masy powietrza blisko bieguna, ulega osłabieniu lub nawet rozpadowi. Taki rozpad często powoduje, że antycyklony (wyże) lądują tam, gdzie powinny być niże, i odwrotnie. Jeżeli prąd strumieniowy zostanie w ten sposób przepchnięty lub poddany silnym falowaniom, możemy stracić nasze „łagodne masy powietrza znad oceanów”.
W praktyce, zamiast stabilnej, oceanicznej zimy, możemy być wystawieni na działanie mas powietrza, które niosą ze sobą prawdziwie kontynentalny, mroźny charakter. Efekt „rozchwiania” to właśnie ta niepewność: czy dostaniemy gwałtowny atak mrozu przyniesiony przez arktyczne powietrze, które dotrze do nas z północnego wschodu, czy może nietypowe, wilgotne i ciepłe dni, które namiesza potężny wyż? Prognozy na początek grudnia sugerują, że reguły gry zostaną zmienione, a to oznacza, że żadna pogoda nie będzie „typowa”. Bądźmy przygotowani na pogodowy rollercoaster.