W Kielcach rozgrywa się prawdziwy dramat artystyczny, który przeradza się w polityczną farsę o epickich rozmiarach. Czy teatr, podupadający w rękach lokalnego, partyjnego zarządu, doczeka się ratunku z centrali? Ambitna interwencja Minister Kultury Marty Cienkowskiej, mająca na celu przejęcie placówki na wyłączność resortu, to ruch, który z pewnością namiesza w polskiej kulturze samorządowej. Pytanie tylko, czy to ostateczne rozwiązanie, czy tylko odroczenie wyroku śmierci nad niezależnością kieleckiego teatru, zwłaszcza biorąc pod uwagę widmo politycznych zmian na szczytach władzy.

Brawurowy gambit minister Cienkowskiej: Teatr Żeromskiego w ręce resortu?
Sytuacja Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach od miesięcy przypomina sagę pełną prawnych batalii i politycznej obstrukcji. W tle tych zmagań, Minister Kultury Marta Cienkowska postanawia wkroczyć do akcji w sposób, który musi budzić respekt – lub skrajne oburzenie, w zależności od opcji politycznej. Jej propozycja, mianowicie przekształcenie teatru w placówkę pod bezpośrednim nadzorem Ministerstwa Kultury, to nic innego jak próba wyjęcia kieleckiej sceny spod jurysdykcji województwa świętokrzyskiego, kontrolowanego przez Prawo i Sprawiedliwość.
Problem leży w uporze lokalnych decydentów. Zarząd województwa, z marszałkinią Renatą Janik na czele, od wielu miesięcy celowo blokuje powołanie nowego dyrektora – Jacka Jabrzyka, który wygrał ogłoszony konkurs. Ten impas, trwający już od zakończenia kadencji poprzedniego szefa, stworzył stan „bezkr বলছে” w teatrze, paraliżując jego normalne funkcjonowanie. Jak informowała kielecka „Wyborcza”, sprawa ta przeszła już przez sądy, interwencje wojewody i prokuratury, ale bezskutecznie. Wszyscy, z zespołem teatru na czele, popierają prawowitego kandydata, ale samorząd, zdaje się, ma inne plany lub po prostu nie chce uznać wyników konkursu.
„Wszystko bez skutku – zarząd województwa z marszałkinią Renatą Janik nie powołuje dyrektora – zaś kadencja jego poprzednika już się zakończyła. Trwa bezkrólewie.”
Decyzja minister Cienkowskiej jest więc próbą ostatecznego przełamania tej politycznej blokady. Przejęcie placówki przez Ministerstwo Kultury (MKiDN) automatycznie unieważniałoby kompetencje zarządu województwa w tym zakresie, co pozwoliłoby na natychmiastowe powołanie Jacka Jabrzyka. To, proszę państwa, jest prawdziwe polityczne szach-mat.
Polityczne tarcie: Co z wolnością teatru po przejęciu przez resort?
Choć gest minister Cienkowskiej można postrzegać jako heroiczny akt ratowania kultury przed partyjnym paraliżem, pojawia się fundamentalne pytanie: skoro samorząd kielecki nie potrafił zarządzać sceną bez partyjnej ingerencji, czy centralne przejęcie faktycznie gwarantuje jej wolność?
Przekształcenie w placówkę ministerialną daje stabilność finansową i kadrową, ale jednocześnie stawia teatr pod bezpośrednią kontrolą rządu krajowego i jego kierownictwa. Oczywiście, w obecnej sytuacji może to brzmieć jak wybawienie, ale w polityce nic nie jest dane na zawsze. Tutaj tkwi sedno problemu: ratunek polega na zamienieniu jednego politycznego nadzoru na inny.
Widmo zmian na scenie krajowej: A co, jeśli ministrem zostanie Grzegorz Braun?
Najbardziej niepokojącą, choć na razie hipotetyczną, kwestią jest przyszłość polskiej sceny politycznej, a co za tym idzie – Ministerstwa Kultury. Artykuł, bazujący na zaistniałej sytuacji, stawia prowokacyjne pytanie: „A co będzie, jeśli następnym ministrem kultury zostanie Grzegorz Braun?”.
Jeśli taki scenariusz się ziści, ratunek w postaci resortu może okazać się gorszy niż dotychczasowe uwięzienie w impasie samorządowym. Mamy wówczas do czynienia z instytucją, która przestaje być podległa lokalnym naciskom PiS, ale staje się zakładnikiem ideologicznej wizji radykalnej frakcji politycznej. Jacek Jabrzyk, powołany dziś jako symbol demokratycznej większości, jutro mógłby zderzyć się ze ścianą nowego, centralnego aparatu ideologicznego.
To brawurowy manewr, który zrywa impas, ale polityczne zabezpieczenia są w Polsce tak trwałe jak kartka papieru w deszczu. Ministerstwo kultury, chcąc ratować teatr przed lokalnym samorządem, de facto stawia go na znacznie bardziej niestabilnym gruncie politycznej koniunktury krajowej. Wszyscy czekają teraz na ruch zarządu województwa, który musi wyrazić zgodę na techniczną stronę tej operacji. Tymczasem Teatr Żeromskiego pozostaje zakładnikiem tej niekończącej się batalii o to, kto ma prawo decydować o polskiej sztuce.