Ministerstwo Energii znowu miesza w harmonogramach. Czy przedsiębiorcy i samorządy nadążą za tempem zmian legislacyjnych, które mają ułatwić życie, ale często generują tylko więcej zamieszania? Najnowszy projekt ustawy to istna rewolucja w terminach, która dotyczy zarówno ulg dla MŚP, jak i kluczowego bonu ciepłowniczego. Zobaczmy, co faktycznie szykuje resort energii i dlaczego urzędnicy muszą poprawiać własne regulacje.

Dobra wiadomość dla MŚP: Oddech od papierkowej roboty, ale kiedy?
Wygląda na to, że Ministerstwo Energii (ME) postanowiło dać mikro, małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP) poślizg w kwestii rozliczeń energetycznych. W wykazie prac legislacyjnych pojawiły się założenia projektu ustawy mającej na celu usprawnienie mechanizmów wsparcia dla odbiorców energii elektrycznej i ciepła. Kluczowym elementem jest przedłużenie terminu dla MŚP na złożenie sprzedawcom energii informacji o wartości pomocy, jaką otrzymały w związku ze stosowaniem ceny maksymalnej energii elektrycznej w drugiej połowie 2024 roku.
Pierwotny termin na przekazanie tych oświadczeń upłynął 30 czerwca 2025 roku. Jednakże, jak się okazuje, to za mało czasu dla części przedsiębiorców. Resort energii przyznaje, że spora grupa MŚP wciąż nie zdążyła się rozliczyć. Rozwiązanie? Wydłużenie tego terminu aż do 30 czerwca 2026 roku. Jak czytamy w uzasadnieniu: „Niezbędne dostosowanie terminów dla przedsiębiorstw energetycznych wykonujących działalność gospodarczą w zakresie obrotu energią elektryczną lub wytwarzania energii elektrycznej do składania do Zarządcy Rozliczeń”. Można to odebrać jako przyznanie się do zbyt optymistycznego planowania, ale dla mikroprzedsiębiorcy liczy się to, że dostaną dodatkowy rok na dopięcie formalności. Pytanie tylko, czy to ostateczny termin i czy ta „usprawniająca” zmiana faktycznie nie rodzi nowych luk w systemie.
Korekta „omyłki” w bonie ciepłowniczym – dlaczego gonią terminy?
Projekt ustawy to nie tylko ulgi dla biznesu, ale też pilna korekta dotycząca popularnego bonu ciepłowniczego. Chodzi o termin publikacji jednoskładnikowej ceny ciepła netto, który jest kluczowy dla przedsiębiorstw energetycznych starających się o możliwość obsługi wniosków o bon za okres od 1 stycznia 2026 r. do 31 grudnia 2026 r. Wnioski o ten bon będzie można składać, uwaga, od 1 lipca 2026 roku.
Tu sprawy stają się bardziej kuriozalne, gdyż to czysta administracyjna korekta. W obowiązującej ustawie termin publikacji ceny netto przez dostawców ciepła był ustawiony na 30 kwietnia 2026 r., a teraz Ministerstwo Energii chce go przesunąć na 31 maja 2026 r. ME tłumaczy to lakonicznie jako „potrzebę skorygowania omyłki”. Cóż za wygoda! Zamiast dać sobie zapas, gonią terminy, a błąd w ustawie musieli łatać na ostatnią chwilę, tuż przed tym, jak gminy mają zacząć przyjmować wnioski na przyszły rok.
Samorządy w potrzasku: Kiedy gminy w ogóle będą mogły przyznać ten bon?
Największe kontrowersje w tym pakiecie zmian wywołuje sytuacja związana z kryteriami przyznawania bonu ciepłowniczego gospodarstwom domowym. Samorządy terytorialne, które są odpowiedzialne za dystrybucję tego wsparcia, alarmują, że w wielu lokalizacjach formalne przesłanki do przyznania bonu po prostu nie istnieją.
Gminy otwarcie sygnalizują, że na ich terenie albo w ogóle nie ma systemów ciepłowniczych objętych regulacjami dotyczącymi bonu, albo, co gorsza, obowiązująca jednoskładnikowa cena ciepła netto na kluczowy dzień (określony w ustawie) nie przekracza lub nie będzie przekraczała ustawowej wartości 170 zł za gigadżul (GJ). Skoro ustawa stawia warunek progowy, a ten warunek w danej gminie nie jest spełniony, to co mają zrobić urzędnicy?
W efekcie, jak podkreślają samorządy, brak spełnienia tych obligatoryjnych przesłanek sprawia, że złożony wniosek o bon ciepłowniczy musi zostać rozpatrzony negatywnie. To tworzy absurdalną sytuację: bon istnieje, ustawa o nim mówi, ale lokalne realia energetyczne sprawiają, że dla wielu mieszkańców może on pozostać tylko pustą obietnicą legislacyjną. W kontekście nadchodzących okresów rozliczeniowych, kluczowe będzie zatem, czy zmiany w przepisach faktycznie dadzą gminom jakąkolwiek elastyczność w interpretacji tych kryteriów, czy też nadal będą musiały odmawiać z powodów, na które nie mają żadnego wpływu.