Wybuchła afera wokół kampanii edukacyjnej skierowanej do najmłodszych, która miała walczyć z cyberprzemocą. Ministerstwo Edukacji Narodowej nagle zaprzecza jakiemukolwiek zaangażowaniu w projekt, mimo że jego rzekome finansowanie zdaje się być faktem. Sedno problemu? Angaż znanej postaci ze świata patoinfluencerów, co wywołało lawinę krytyki i zmusiło resort do publicznego dystansowania się od inicjatywy.

MEN kontra „Sieci na dzieci”: dlaczego ministerstwo boi się Stiflera?
Sytuacja jest klasycznym przykładem, jak szybko polityka i edukacja mogą zderzyć się z brutalną rzeczywistością internetowego show-biznesu. Akcja „Sieci na dzieci: stop cyberprzemocy”, realizowana przez fundację Chaber Polski, miała być ważnym głosem w profilaktyce zagrożeń cyfrowych, skierowanym prosto do dzieci i młodzieży. Problem polega na tym, że w celu promocji tego szlachetnego celu, fundacja postanowiła zaangażować Damiana Zduńczyka, szerzej znanego jako Stifler, postać, którą media ochrzciły mianem „patocelebryty”. Rezultat? Natychmiastowy medialny sztorm.
Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) zareagowało błyskawicznie, choć w sposób, który dla wielu wydaje się być wycofaniem się z wcześniejszych deklaracji lub przynajmniej próbą zatuszowania powiązań. Resort stanowczo oświadczył, że „nie finansował i nie promował akcji 'Sieci na dzieci: stop cyberprzemocy’”. Oczywiście, twarde fakty często rzucają cień na oficjalne komunikaty. Ta deklaracja jest bezpośrednim wynikiem publicznej konsternacji wywołanej obecnością Stiflera w kampanii.
Cyberprzemoc u boku patoinfluencera: niezrozumiała strategia edukacyjna
Na pierwszy rzut oka cel kampanii wydawał się nieskazitelny: przeciwdziałanie przemocy rówieśniczej w przestrzeni cyfrowej. Inicjatywa ta zakładała szeroki wachlarz działań: serię spotów wideo, materiały edukacyjne, warsztaty w szkołach oraz aktywność w mediach społecznościowych. To standardowy, a co najważniejsze, bardzo potrzebny zestaw narzędzi w cyfrowej dżungli, w której dorastają dzisiejsze pokolenia.
Tylko co do jednego nie ma zgody – co do doboru ambasadora. Fakt zaangażowania Damiana Zduńczyka w inicjatywę skierowaną do dzieci, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego medialny wizerunek, jest skrajnie kontrowersyjny. Wybór osoby, która buduje swoją rozpoznawalność na treściach balansujących na granicy dobrego smaku, by walczyć z negatywnymi zjawiskami w sieci, to komunikacyjny samobój. To tak, jakby dietetyk promujący zdrowy styl życia pracował dla fabryki fast foodów. Ministerstwo, widząc niezadowolenie społeczne oraz potencjalne zagrożenie dla swojego wizerunku, uznało, że jedynym wyjściem jest publiczne odcięcie się.
Żądanie usunięcia symbolu kontrowersji: walka o czystość wizerunku
W obliczu tej kryzysowej sytuacji, MEN wystosowało konkretne żądanie do organizatora akcji. Jak wynika z informacji, resort „wzywa fundację Chaber Polski do usunięcia patocelebryty z kampanii”. Jest to wyraźny sygnał, że dla organu nadzorującego edukację, obecność Stiflera podważa fundamenty i wiarygodność całego przedsięwzięcia.
Z perspektywy zarządzania kryzysowego, resort próbuje teraz odzyskać kontrolę nad narracją. Kiedy inicjatywa, rzekomo wspierana (choć oficjalnie nieoficjalnie), idzie w złym kierunku, jedynym ratunkiem przed oskarżeniami o promowanie kontrowersyjnych wzorców jest radykalne zerwanie powiązań. Pytanie pozostaje, czy fundacja faktycznie otrzymała jakiekolwiek wsparcie finansowe z Ministerstwa, które teraz jest tak gorliwie negowane, czy też mieliśmy do czynienia z klasycznym błędem projektowym, polegającym na niewłaściwym doborze partnera komunikacyjnego. Niemniej jednak, wojna o to, kto autoryzował udział Stiflera w antyprzemocowej kampanii, dopiero nabiera rumieńców.